W samo południe z…Sebastianem Przyrowskim: „Im mocniej się starałem, to tym bardziej mi się nie udawało”

    ŁączyNasPasja: Co byś robił, gdybyś nie został bramkarzem?
    Nie mam pojęcia. Jedną z dwóch rzeczy, jaka mnie interesowała kiedyś, to była piłka nożna. Drugą była siatkówka, do której miałem predyspozycje, ze względu na wzrost. To były moje dwie wielkie pasje. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czym bym się zajmował, gdyby nie sport.
    Jakbyś miał oceniać swoją karierę od 1 – 10, to ile byś sobie przyznał?
    Myślę, że na 5. Dużo jeszcze można było wycisnąć z tej kariery i osiągnąć o wiele więcej. Żeby było lepiej, to brakło kilku czynników. Na pewno mogłem jeszcze więcej dać od siebie w niektórych momentach, ale odrobina szczęścia też by się przydała. Przez różne względy nie wyjechałem z Polski, w swoim najlepszym okresie, a gdyby mi się to wtedy udało, to dałbym sobie wyższą notę.
    Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że bramkarz powinien być trochę szalony. Zgadzasz się z tym?
    Różnie z tym bywa. Ile osób, tyle innych charakterów i zachowań. Kiedyś chyba tych szalonych było zdecydowanie więcej. W swoim życiu miałem okazję poznać zarówno tych zwariowanych, jak i spokojnych. Ich styl życia nie przekładał się na konkretną formę. I jedni i drudzy dobrze pilnowali drogi do bramki.
    To jest bardzo niewygodna pozycja, z jednej strony można być bohaterem, a z drugiej często całą winą obarcza się właśnie osobę stojącą w bramce…
    Dokładnie tak. W ostatnim meczu przegraliśmy 2:4 i mam z tego powodu do siebie wiele pretensji. Na początku spotkania straciliśmy dwa głupie gole i całkiem zostaliśmy wybici z rytmu. Dołożyłem do tych puszczonych bramek swoją cegiełkę. Żeby być bramkarzem, to trzeba mieć mocną psychikę. My jesteśmy na boisku ostatnią instancją. Jeśli coś zawalimy, to już nikt tego nie naprawi. To jest bardzo odpowiedzialna, ale i niewdzięczna pozycja. Mój przyjaciel, który też stał kiedyś na bramce powiedział mi, że dla niego rozgrywanie meczów, to był pojedynek z samym sobą. Zgadzam się z tym twierdzeniem. Oczywiście można liczyć na kolegów grających w polu, ale generalnie, to ostatecznie od bramkarza zależy jaki będzie wynik. Trzeba utrzymać koncentrację przez całe spotkanie, bo przecież czasami drużyna przeciwna może stworzyć tylko jedną sytuację do zdobycia gola.

    sebastian-przyrowski-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    Jak radziłeś sobie z pochwałami i krytyką, jaka nieraz pojawiała się w mediach?
    Pochwały to po mnie spływały. Zawsze byłem bardzo krytycznie nastawiony do siebie i tak jest do tej pory. Tak jestem po prostu nauczony i wychowany. Nawet jak zagrałem bardzo dobry mecz, to zawsze potrafiłem znaleźć kilka rzeczy do poprawy. Wiele osób mi powtarzało, żebym nie szukał ciągle dziury w całym, tylko cieszył się z dobrych występów. Jeśli chodzi o krytykę, bo nie ukrywam, że miałem mecze, w których broniłem bardzo słabo, to po czasie stwierdzam, że za bardzo brałem ją sobie do serca. Niepotrzebnie ciągle rozpamiętywałem wszystkie błędy i chyba za bardzo chciałem je w każdym kolejnym spotkaniu naprawić. Z wiekiem zrozumiałem, że nie warto rozpamiętywać przeszłości, bez względu na to, czy jest dla nas przyjemna czy nie. Najważniejsze jest to, co zdarzy się dzisiaj i jutro.
    Masz jakieś wytłumaczenie na to, że bywały mecze, że broniłeś jak w transie, a innym razem przytrafiał ci się głupi błąd?
    To chyba wszystko jest zależne od psychiki. Czasami po prostu zdarzała się passa dobrych  spotkań, a potem kiedy przychodziło słabsze, to nie mogłem się doczekać następnego meczu, żeby się poprawić. I wtedy najczęściej było jeszcze gorzej. Za dużo myślałem o tym, co mogę zrobić, żeby było lepiej. Był też moment w moim życiu, kiedy nie potrafiłem oddzielić życia prywatnego od zawodowego. A jak wiadomo, że jak się układa w domu, to podobnie jest w pracy. Zawodziła głównie psychika, chociaż oczywiście, w każdym aspekcie przygotowania mogłem jeszcze więcej zrobić.
    Czy to prawda, że jak byłeś na testach w Feyenoordzie Rotterdam, to gdy rano piłeś kawę, to filiżanka pękła ci w dłoni i poparzyła rękę tak mocno, że widoczne były ścięgna? Ty mimo porad, żeby pojechać do lekarza, zacisnąłeś zęby i powiedziałeś, że nie po to przyjechałeś kawał drogi, aby odpuszczać…
    Tak, była taka sytuacja. Trenowałem wtedy z taką ręką i jakoś dawałem sobie radę. Do Holandii pojechałem z trenerem Kaczmarkiem odbyć taki staż. Jak traktowałem to po prostu, jako przygodę i nowe doświadczenie. Później dopiero to przerodziło się w poważniejszy temat. Jak wróciłem do kraju, to włodarze klubu z Rotterdamu chcieli mnie ściągnąć już na stałe, ale nie wyszło, ze względu na problemy z obcokrajowcami. Tam był wówczas limit zawodników z zagranicy, a ja byłem niepełnoletni i zdecydowałem się wrócić do Polski. Kiedyś rzeczywiście byłem tak bardzo zdeterminowany, że trenowałem z oparzeniem. Po prostu, od małego nie wyobrażałem sobie siebie poza sportem.

    Komentarze