W samo południe z…Rafałem Krakusem: „Każdy kolejny rok gry, to powinien być awans”

    ŁączyNasPasja: Czy nazwa Widzew jest w pewnym rodzaju dla Pana synonimem dzieciństwa?
    Zdecydowanie. Wychowałem się na osiedlu, które nazywa się Zarzew i jest częścią dzielnicy Widzew. Z tym było związane całe moje dzieciństwo, szkoła podstawowa i liceum. To były najfajniejsze czasy.
    Kiedy Widzew sięgał po pierwsze mistrzostwo Polski w 1981 roku, to Pan zaczynał chodzić na stadion…
    Tak, ja zacząłem chodzić na mecze dokładnie w 1980 roku, co się zbiegło z czasem wywalczenia  tytułu mistrza Polski.
    To, że został Pan „Widzewiakiem” wynikało z tradycji rodzinnych czy bardziej miejsca zamieszkania w Łodzi?
    Zdecydowanie to drugie, ponieważ na Zarzewie 99% chłopaków kibicowało Widzewowi, automatycznie wszyscy jeździli na mecze, to i ja zabrałem się kiedyś z kolegami na stadion. Poza tym, już w tamtym czasie, pomimo tego, że telewizja była jaka była, to można było w niej obejrzeć transmisję ze spotkań w europejskich pucharach. Kiedy się oglądało pojedynki z Manchesterem United czy St. Etienne, to człowieka bardzo ciągnęło na stadion.
    Potem było XXIII liceum, naprzeciw stadionu i chodzenie na wagary na treningi, żeby oglądać Bońka czy Smolarka. Powiedział Pan: „Przeganiali nas z trybun, ale jakoś sobie radziliśmy“…
    Te wagary, to tak trochę nie pedagogicznie, bo byłem później jeszcze w swojej karierze nauczycielem i nie powinienem opowiadać takich rzeczy, ale oczywiście zdarzało mi się opuszczać jakieś mniej atrakcyjne lekcje i udawać się naprzeciwko na stadion. Było kilka osób, które pilnowało wtedy trybun i czasami przeganiali nas z jednego sektora na drugi, żebyśmy tych piłkarzy za bardzo nie podglądali. Byliśmy tam jednak czasami pomocni, zwłaszcza przy treningach strzeleckich. No ktoś musiał te piłki z trybun zbierać (śmiech).
    Znaliście wówczas dokładne godziny treningów piłkarzy?
    Nie, absolutnie. To była kwestia przypadku. Wysyłaliśmy „kuriera”, który patrzył czy stoją samochody piłkarzy podczas przerwy między lekcjami i jeśli stały, to udawaliśmy się na trening. Samochody były dosyć charakterystyczne jak na tamte czasy. Kiedy dominowała tutaj produkcja krajowa, to piłkarze jeździli już trochę lepszymi furami.
    Cała szkoła była za Widzewem, czy był podział?
    Zdarzały się jakieś jednostki, to był początek lat 80 – tych i ŁKS miał trochę dłuższe tradycje, ale wtedy była rejonizacja i do tego liceum chodziła młodzież przede wszystkim z Widzewa Wschodu, z Zarzewa i dlatego większość była za tym klubem.
    Jakim rodzajem kibica Pan był przez te blisko 40 lat chodzenia na stadion?
    Generalnie zawsze chodziłem na trybunę C, kiedyś się mówiło „Pod masztami”, zaliczyłem też kilkanaście meczów pod Zegarem, ale nie ukrywam, że bardziej mnie ciągnęło do oglądania tych spotkań, niż do takiego czynnego, silnego dopingu.
    Wyjazdy się zdarzały?
    Wyjazdy się zdarzały, chociaż muszę się pochwalić, że takie bardziej spektakularne, to dokonał mój brat, którego zaraziłem (śmiech). Ja jeździłem na mecze wyjazdowe dopiero pod koniec ery Widzewa za Pana Cacka. Te wyjazdy były połączone z różnymi sprawami biznesowymi i to właśnie na takiej zasadzie się odbywało. Zaliczyłem chyba wszystkie nowo oddane stadiony w Polsce. Reasumując: cała Ekstraklasa plus 1. Liga.

    rafal-krakus-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    Jak Pan z perspektywy wielu lat chodzenia na stadion ocenia zmiany, jakie zachodziły przez te wszystkie lata na trybunach?
    To się wszystko bardzo zmieniało, na początku te stadiony wyglądały w zupełnie inny sposób. Nie było podziałów na trybuny gospodarzy i gości. Jeżeli przyjeżdżały jakieś ekipy z innych klubów, to miały eskortę złożoną z kilku\kilkunastu policjantów. Na początku tak to wyglądało, nie było tyle agresji. Dopiero druga połowa lat 80 – tych przyniosła zmianę nastrojów. Wtedy to pojawiły się różne batalie na trybunach, walki o flagi i szaliki. Tak to się już później to rozgrywało, z tego powodu wprowadzano dodatkowe ogrodzenia sektorów gości, powstawały te „klatki”.
    Jak Pan wspomina Ligę Mistrzów? Czy wówczas w świadomości kibica było to coś wyjątkowego, czy też ranga tego udziału w Champions League urosła przez te 20 lat, kiedy żaden polski klub nie mógł się tam dostać?
    Ten awans do Ligi Mistrzów był dla wszystkich bardzo ważny, ale w niedalekiej przeszłości drużyna Widzewa często grywała z powodzeniem w Pucharze Mistrzów czy Pucharze UEFA i odebrano ten udział w Champions League, jako kolejne puchary. To dopiero urosło przez te 20 lat, do takiej rangi, że dokonaliśmy rzeczy, której przez te lata nikomu nie udawało się w polskim futbolu powtórzyć.
    Jak Pan, jako kibic Widzewa postrzega zawodników, którzy grali zarówno w ŁKS i Widzewie. Uważa Pan, że bycie piłkarzem, to zawód, jak każdy inny i idzie się tam, gdzie płacą czy też podchodzi Pan do tego bardziej ideologicznie?
    Generalnie kiedyś podchodziłem do tego bardziej ideologicznie i to chodzi o piłkarzy, którzy grali zarówno w ŁKS- ie i Widzewie, jak i na przykład w Widzewie, a potem w Legii. Kiedyś miałem inny osąd na te sprawy, ale człowiek dorasta i zaczyna rozumieć, że kariera piłkarska jest krótka i to bywają trudne wybory. Zdarzają się spore naciski ze strony lokalnych kibiców, ale życie jest jedno, trzeba budować swoją karierę najlepiej jak się potrafi. Trzeba pamiętać, że oni muszą zabezpieczyć się na przyszłość i utrzymać swoje rodziny. Teraz podchodzę do tego tematu bardzo wyrozumiale, chociaż wiadomo, że dla kibica barwy, to rzecz święta i są takie kariery piłkarskie, że piłkarz całe życie spędził w jednym klubie, ale dzieje się to niezmiernie rzadko.
    Jak Maciej Szczęsny i Radosław Michalski przechodzili z Legii do Widzewa to mieli trudne przyjęcie?
    Mieli bardzo dobre przyjęcie, kibice ich od razu zaakceptowali. Pamiętam, że większe zgrzyty były związane z przyjściem w 1983 roku do Widzewa Dariusza Dziekanowskiego z Gwardii Warszawa. To było dużo cięższe wyzwanie, zarówno dla drużyny, jak i kibiców (śmiech). No niestety, „Dziekan” zbyt długo u nas nie pograł. Nie ukrywam, że to był jeden z największych talentów, jakie miałem okazję oglądać, ale nie pasował do drużyny i źle się wyrażał o samym mieście.
    Jest Pan przedsiębiorcą, ile poświęca Pan czasu na Widzew każdego dnia?
    Praca w klubie, to jest 7 dni w tygodniu i bez żadnego określonego limitu czasowego, ponieważ sprawy tutaj dzieją się bardzo dynamicznie. Co chwilę powstaje jakieś wyzwanie, któremu należy sprostać. Są takie rzeczy organizacyjne, które się da uporządkować, związane z dokumentacją, z licencjami – to są rzeczy przewidywalne. Bardzo wiele jest spraw, których nie można przewidzieć i trzeba na bieżąco reagować.
    Rzeczywiście nie zastanawiał się Pan ani minuty, żeby pomóc ratować klub?
    Decyzja była bardzo szybka, po tym jak zostałem zaproszony na spotkanie lokalnych biznesmenów, kiedy zdecydowali się reaktywować i odbudować klub. Skoro środowisko postawiło na mnie, to nie było tutaj mowy o zastanawianiu się, trzeba było to po prostu zacząć robić.

    rafal-krakus2-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    Pewnie stał się Pan teraz osobą bardziej rozpoznawalną w środowisku kibicowskim. Jak się Panu ta „popularność” podoba?
    Jest to dla mnie nowe doświadczenie, czasami nawet jestem tym trochę zażenowany, jak sobie ludzie robią ze mną zdjęcia (śmiech). Przyjemne w każdym razie jest to, że ludzie doceniają ten wkład pracy, który razem z Marcinem Ferdzynem tutaj wkładamy. Na pewno jest to miłe.
    Jak Pan odnajduje się teraz od tej drugiej strony? Czy prowadzenie klubu można porównać z inną działalnością biznesową czy schematy są podobne?
    Kwestie organizacyjne i prawne to są podobne, jak w każdej innej firmie. Z tym, że tutaj dochodzą jeszcze aspekty psychologiczne i międzyludzkie, no bo przecież mamy do czynienia z żywą tkanką, z piłkarzami, trenerami, czyli poza sprawami, które można załatwić na przykład za pomocą maili, to dochodzi czynnik ludzki. To jest główna zmiana. W biznesie są określone procedury, standardy, umowy na których się człowiek opiera, a tutaj jeszcze dochodzi kontakt z drugą osobą oraz całym środowiskiem.
    Bardziej przeżywa Pan mecze jako działacz, czy dawniej jako „tylko” kibic?
    To jest podwójny stres. Teraz odpowiadamy też przed całym środowiskiem, które od nas wymaga spełniania postawionych wcześniej celów i założeń, czyli, że nie dość, że przeżywam te mecze jako kibic, to także jako działacz.
    Jak Pan ocenia, to co udało się już osiągnąć? Mam tu na myśli aspekty czysto piłkarskie.
    Udało nam się przebrnąć tą IV ligę w miarę dobrze, szczególnie ta runda wiosenna pokazała, że kierunek w którym poszliśmy, czyli wzmocnienia drużyny doświadczonymi zawodnikami był słuszny. Teraz III liga, chcemy awansu, nie jest to proste. Drużyna może nie gra futbolu miłego dla oka, ale przede wszystkim jest skuteczna. Mamy 13 punktów na 15 możliwych do zdobycia. Teraz dwa tygodnie przerwy. Liczymy, że ci piłkarze lepiej się ze sobą zgrają. Bo przypominam, oni się poznali na 2 – 3 tygodnie przed ligą. To nie tak prosto wejść od razu w grę i złapać rytm meczowy. Liczymy, że to dla oka kibica będzie wyglądać z czasem coraz lepiej, a o skuteczność się nie martwię. Będziemy wygrywać.
    Jakie są cele stawiane przed tą drużyną?
    Stawiamy sprawę jasno. Każdy kolejny rok gry, to powinien być awans. Zdajemy sobie sprawę z tego, że my jako działacze musimy to zabezpieczyć od strony budżetu i finansów. Jeżeli to będzie ze sobą współgrało, będziemy dobierać odpowiednich zawodników na dobrym poziomie, to wierzę, że to zrealizujemy.
    Czuć, że ta moda na Widzew powoli wraca w Łodzi?
    Był taki okres na koniec rządów poprzedniego właściciela, kiedy sporo osób, firm i części środowiska odwróciła się od Widzewa, ale po przejęciu klubu przez nowe stowarzyszenie wszystko wróciło do normy i bardzo wiele osób nas wspiera.

    rafal-krakus3-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    Jakie są oczekiwania związane z otwarciem nowego stadionu?
    Na pewno bardzo wiele zyskamy, bo taki nowy stadion przyciągnie dodatkowo te osoby, które chcą oglądać mecze w komfortowych warunkach. Już nikt nie będzie mógł narzekać, że na przykład moknie w czasie spotkania itd.
    Kiedy otwarcie? Jakie będą parametry stadionu?
    Oddanie stadionu jest planowanie na koniec listopada. Jest tam jeszcze kwestia przyłączeń prądu, ale mam nadzieję, że inwestor i wykonawca szybko się z tym uporają. Stadion będzie miał pojemność ponad 18 tysięcy ludzi. Będą cztery trybuny – taki delikatny sarkazm, bo druga część miasta będzie pewnie oburzona (śmiech). Podział raczej zostanie zachowany taki tradycyjny, czyli dawna trybuna A będzie tą trybuną Vip i prasową, trybuna C naprzeciwko, trybuna pod Zegarem, gdzie będą zasiadali nasi najwierniejsi kibice i trybuna od strony ulicy Niciarnianej. Zastanawiamy się nad jej użytkowaniem, podejrzewam, że będzie otwierana tylko w momencie, kiedy na stadionie będzie duże zainteresowanie ze strony publiczności, czyli około 15 tysięcy widzów.
    To kiedy pierwszy mecz?
    Na wiosnę. Od marca gramy na nowym stadionie. Będzie to 11 spotkań ligowych u siebie i mam nadzieję, że dojdą też mecze w Pucharze Polski. Chcemy w tych rozgrywkach pójść krok dalej, niż w zeszłym roku.
    Każdy musi mieć coś poza pracą, co trzyma go przy życiu” – to cytat z Pana. Żyje Pan dla Widzewa?
    Tak, zdecydowanie. Jestem w tym środowisku już tak długo, że żyć bez tego byłoby bardzo ciężko.
    Dziękuję bardzo za wywiad.
    Dziękuję

    Rozmawiał

    Krzysztof Kwaśny

     

     

     

     

    Komentarze