W samo południe z…Pawłem Zarzecznym: „Ja byłem tak nawalony, że położyłem się za bramką i obudziłem w przerwie meczu”

    ŁączyNasPasja: Twoje hasło brzmi: „Zawsze byłem najlepszy!”, a możesz powiedzieć, w czym byłeś najgorszy?

    W graniu w piłkę nożną, dlatego, że byłem wolny. Ja żeby coś na boisku zrobić, to musiałem „kiwnąć” ze trzech zawodników. Potrafiłem się jednak cieszyć takimi drobiazgami, że grałem w reprezentacji szkoły. Najlepiej grałem zaraz po wyjściu z wojska. Dostałem tam w kość i byłem po służbie w najlepszej formie fizycznej w życiu. Strzelałem po 5 bramek w każdym meczu.

    Był jeszcze okres, że grałeś z największymi…

    Tak. To były mecze towarzyskie. Grałem ze wszystkimi: Deyna, Gadocha, Tomaszewski, Lato. Takiego Pawła Janasa, to dryblowałem jak chciałem, a Staszkowi Terleckiemu założyłem wtedy „siatkę”. Największy komplement w życiu, po jednym z takich spotkań powiedział mi Kazimierz Górski. Po tym, jak strzeliłem piękną bramkę z rzutu karnego to usłyszałem od niego, że nadaję się do gry w 1. lidze (odpowiednik dzisiejszej Ekstraklasy).

    Miałeś kiedyś jakieś nieprzyjemności z tego powodu, że fascynowałeś się futbolem?

    Mnóstwo razy. Dam ci przykład. Wielka Sobota. Mecz gra Legia. Dziewczyna mi mówi, że jak wyjdę na ten mecz, to nie ma Świąt. Mogę się w zasadzie pakować i nie wracać. Ja oczywiście poszedłem na to spotkanie. Było bardzo zimno i padał śnieg. „Wojskowi” przegrywali do przerwy 0-2. Wtedy pomyślałem sobie, że nie dość, że mnie z domu wyrzucają, to jeszcze muszę oglądać to dziadostwo. Po przerwie Legia zdobyła 4 gole i moje myśli poszły już w zupełnie inną stronę. Stwierdziłem, że tak zostałem nagrodzony za to całe poświęcenie i cierpliwość, że pierdzielę te całe święta!

    Wiem, że nie jesteś zachwycony „modą” na kibicowanie zagranicznym klubom…

    A daj spokój! To kompletny bezsens. Jest to mdłe, to nie są nawyki, jakie pochwalam. Kompletnie nie rozumiem, na przykład tego fascynowania się Barceloną. O wiele bardziej cenię kibiców drużyn, które nie mogą sobie pozwolić na kupno najlepszych piłkarzy świata. Ostatnio poznałem fana Podbeskidzia Bielsko – Biała. On tak pięknie z pasją i zaangażowaniem opowiadał mi o tej drużynie, że byłem naprawdę wzruszony.

    Co trzeba zrobić, żeby mieć szacunek u takiego faceta, jak Paweł Zarzeczny?

    Ja to generalnie staram się szanować wszystkich ludzi, ale na przykład córce jak wyjeżdżała na studia do Anglii powiedziałem, żeby mi nie przywoziła do domu tylko żadnego murzyna. Żeby jednak nie pomyślała, że jestem rasistą, to zabroniłem też sprowadzania do Polski: Araba, Chińczyka, Eskimosa i Indianina. Ona była trochę zmieszana i zapytała: to jaki my być? Odpowiedziałem, że wszystko jedno, byle był biały i chrześcijanin. I to nie dlatego, że ja jej ustalam z kim może się spotykać, tylko patrzę egoistycznie na moje przyszłe wnuki. Chciałbym, żeby je ominęło takie uczucie wahania, czy czują się na przykład bardziej Europejczykami czy Afrykanami. Szanuję też ludzi, którzy coś potrafią. W związku z czym, jest to w dziennikarstwie tylko parę osób. Z pośród trenerów, to tylko takich, którzy mówią zawsze to, co im leży na sercu, jak na przykład Michał Probierz. Z piłkarzy natomiast wszystkich tych, którzy wpłacają pieniądze na akcje charytatywne. Nie oddają tylko koszulek, bo przy ich zarobkach to jest nic. Powiem więcej, to wstyd. Każdego z nich stać spokojnie, żeby dać takie 50 tysięcy złotych na szczytny cel. Ja to robiłem wielokrotnie.

    pablo1
    Nie ukrywasz, że kochasz piwo. Pamiętasz swój pierwszy piwny raz?

    Co ciekawe u mnie w domu się praktycznie w ogóle nie piło alkoholu. Pewnie dlatego, że ojciec był pijakiem i młodo zginął przy okazji pozbawiając życia moją mamę. Całe szczęście, że zginął, bo ja bym musiał to wtedy wyrównać i bez skrupułów bym to zrobił. Wracając do pytania. Pierwszy raz upiłem się, jak miałem 15 lat. Kolega z klasy mnie namówił, że pójdziemy wypić Alpagę (tanie wino). Poszliśmy pod sklep na Plac Zawiszy i najpierw musieliśmy sobie na tą konsumpcję nazbierać, bo byliśmy bez grosza. Udało się „nastukać” na pierwszą butelkę o smaku ananasowym. Wypiliśmy to w bramie. Było pyszne, więc postanowiliśmy pić dalej. Niestety, kiedy zabieraliśmy się za zakup trzeciej butelki, to przyszli tajniacy i nas złapali. Ja jako, że byłem niepełnoletni, to mnie puścili od razu. A koledze, który miał 18 lat dali do wyboru: sąd albo wpierdol na miejscu. Wybrał to drugie. Jak wróciłem do domu, to od razu wywinąłem orła na ziemię zaraz po wejściu. Pamiętam tekst mojej ciotki: „Pawełek zaczął pić, tak samo jak jego ojciec”. Oczywiście miała największy problem z tym, że myślała, że przepiłem swój zegarek, a ja go znalazłem na kacu następnego dnia. I wtedy szybko mi wybaczyła ten wybryk (śmiech).

    A kiedy zacząłeś tą przygodę z piwem?

    Dopiero w momencie, kiedy rozpocząłem pracę w tygodniku „Piłka nożna”. Tam to była redakcja wybitnie alkoholowa. Kilku alkoholików takich na maksa, kilku pozaszywanych. Były takie zwyczaje, że najmłodszy latał po piwo do sklepu, a ci starsi wykładali na to kasę. Codziennie od rana był alkohol. Głownie piwo piliśmy do południa. Około 13 – 14 piło się już wódkę. Też codziennie. Stałem się ofiarą tego, że byłem najmłodszy i musiałem z tym towarzystwem przebywać. Oni mnie do tego stopnia z alkoholizowali, że naczelny Stefan Grzegorczyk zakazał łączenia imprez. Jeśli było trzech Pawłów, to nie mogliśmy we trójkę zrobić imienin, tylko każdy musiał obchodzić innego dnia. Ciężki moment przeżyliśmy, jak Jaruzelski zakazał pić w zakładach pracy, bo za to był wyrok. Był jednak wyjątek – goszczenie delegacji zagranicznych. Ten Grzegorczyk wymyślił, że w sąsiedztwie mieszka znajomy Australijczyk, taki Aleks i on będzie udawał delegację. No i przychodził codziennie i kupował tą całą gorzałę, bo był bardzo bogaty. Tam wszyscy myśleli tylko co zrobić, żeby się napić.

    Opowiadałeś kiedyś historię z tamtego okresu związaną z wyjazdem służbowym do Krakowa. Pamiętasz?

    Tak. Pojechałem na derby Krakowa, Hutnik grał z Wisłą. Sponsorem Hutnika był Kmita. To był wówczas słynny restaurator. Przed meczem zaprosił nas do knajpy, a tam uchlał niemiłosiernie wódą. Następnie zawiózł nas na stadion, a ja już byłem do tego stopnia nawalony, że położyłem się za bramką i obudziłem się dopiero w przerwie meczu. Po spotkaniu trochę doszedłem do siebie, ale Kmita nie odpuścił. Zawiózł nas na kolację i tam doprawił niemiłosiernie hektolitrami wódki znowu. Wróciłem do redakcji następnego dnia o 8 rano. Musiałem napisać relację z meczu, którego nie widziałem. Jedyne o czym miałem pojęcie, to że było 0:0. Napisałem wtedy, że w meczu Wisły Kraków z Hutnikiem było 0:0, ponieważ nie padła żadna bramka (śmiech). Kolejnego dnia przyszedłem do pracy z myślą, że mnie wywalą, ponieważ nie wykonałem swojej roboty. Ze zdziwieniem spostrzegłem, że wydrukowali, to co napisałem. Wszedł naczelny, taki trochę naburmuszony i mówi: „Pawełek, dlaczego nic nie napisałeś?”, a ja bez zastanowienia odpowiedziałem: „Panie redaktorze, bo byłem pijany”. On to przyjął do wiadomości i jak się okazało przekonało go moje tłumaczenie (śmiech).

    Pewnie masz takich opowieści jeszcze więcej…

    To głównie przez to, że zacząłem jeździć na mecze, a tam głównym punktem programu była biesiada. W sklepach nie było nic na półkach, a tam stawali na głowie, tylko po to, żebyśmy mogli się pobawić. Człowiek nagle odkrył, że piwo smakuje mu lepiej niż Coca – Cola, że jest jego ze 100 gatunków. Można sobie wybrać, co komu odpowiada. Przecież, na przykład taki Guinness mi świetnie smakuje tylko w Anglii. Jest fenomenalny. Ja mam różne piwa na różne okazje. Jak idę na Legię, to piję Królewskie, jak oglądam kadrę, to sączę Warkę i tak dalej. W domu mogę nie mieć mleka, pomimo tego, że mam koty. Piwo musi być zawsze. A jak nie mam, to zamawiam pizzę i proszę, żeby do tego przywieźli ze 12 piw. Co ciekawe wątrobę mam zdrową, nerki też. Choruję natomiast na wszystko inne, ale nie ma to związku z moim piwnym zamiłowaniem.

    Wszędzie podkreślasz też swoją wielką miłość do kobiet. Czy wyobrażasz sobie sytuację, że pojawi się taka dziewczyna, która „zmusi” Ciebie do tego, abyś po raz kolejny stanął na ślubnym kobiercu?

    Nie jest to możliwe, z tego względu, że jestem już zbyt wygodny. Każdy w związku gra jakąś rolę. My faceci udajemy przyzwoitych, no chyba, że nazywamy się Joachim Loew. Staramy się sprzątać po sobie, myć brudne naczynia i tak dalej. Kobiety też grają swoją rolę. Ja raz się ożeniłem. Moja żona wtedy studiowała, pracowała i była najładniejsza w Polsce. Dodatkowo nie przeszkadzało jej, że mam syna. Miała też swoje mieszkanie, a jej rodzicie byli bardzo bogaci i chcieli za wszystko płacić. No normalnie jakaś bajka. A! W ogóle to ona poprosiła mnie o rękę. Zgodziłem się. Wzięliśmy ślub po trzech miesiącach znajomości. No i chwilę po ślubie najpierw rzuciła pracę. Potem zrezygnowała ze studiów. A na koniec się okazało, że nie jest wcale taka pracowita, lubi sobie poleżeć w łóżku i jest do tego wybuchowa. Ja się wtedy tak pomyliłem, że bardziej już nie można.

    pablo2

    Czyli nie ma szans?

    Nie ma. Nie umiałbym już zaufać kobiecie. Generalnie mam małe zaufanie do ludzi. Im ktoś lepiej wygląda, jest fajny z charakteru, to ja tylko podświadomie czekam, kiedy pokaże swoje prawdziwe oblicze. Tak jak na filmach, pokazują najpierw szczęśliwą rodzinę, a potem albo mąż pójdzie do pracy i żona się bzyka z hydraulikiem, albo ten mąż spędza miło czas w biurze ze swoją sekretarką. Co nie zmienia faktu, że mam rozliczne koleżanki i taka forma znajomości z kobietami mi odpowiada obecnie najbardziej.

    Twój ideał kobiety?

    Opiszę ci go cytując Roberta Redforda z filmu „Butch Cassidy and the Sundance Kid”. On mówi tak: „Ja nie mam szczególnych wymagań wobec kobiet. Ważne żeby była ładna, bogata, mądra i żeby miała klasę”. Ja mam bardzo podobne wymagania, a że bardzo rzadko można spotkać takie połączenie, to mam trochę spokoju. Poza tym, co drugiej swojej dziewczynie mówię mój stały tekst: „uzupełnij wykształcenie”. One chcą dyskutować na tematy, o których nie mają pojęcia. Niech lepiej dobrze gotują i są opiekuńcze. To, że jakaś panna ma szafkę pełną książek, to nie znaczy, że posiadła wiedzę, żeby na te tematy dyskutować. To samo z piłką nożną. Wiele dziewczyn twierdzi, że zna się na futbolu, a jak przychodzi co do czego, to nie znają podstawowych faktów. Poza tym, mogę uwieść każdą kobietę. Wielu się z tego śmieje, ale tak jest. Moja tajemnica jest taka, że każdej mówię dokładnie to, co chce usłyszeć. Najlepsze jest to, że one wierzą w każde kłamstwo, a jak się im powie prawdę, to zwykle czują wtedy podstęp.

    To wróćmy na koniec do piłki nożnej. Kto zagra twoim zdaniem w finale Euro 2016?

    Mam wrażenie, że Francja. Bardzo pragnąłbym, żeby w finale zmierzyli się z Anglią. Polaków znam na tyle, że wiem, że niestety finał to dla nas za wysokie progi. Chodzi mi w tym miejscu głównie o tempo gry, wysiłek fizyczny i kondycję. No i jest to turniej, a nasi nie są przyzwyczajeni do tego typu wyzwań. Dlatego też, w tym finale będę musiał komuś kibicować. Jako, że Francuzów nie lubię, to przeleję tą swoją miłość na Anglików. Znam ich cały skład, nawet z numerami na koszulkach. Bardzo by mnie taki finał ucieszył i oczywiście kibicowałbym w nim reprezentacji Anglii.

    Dziękuję bardzo za rozmowę.

    Dzięki wielkie.

    Rozmawiał
    Krzysztof Kwaśny

    Komentarze