W samo południe z…Patrykiem Mirosławskim: „ELEVEN to przygoda życia”

    ŁączyNasPasja: Uprawiałeś kiedyś jakiś sport?
    Waterpolo, ale mi się koń utopił. Żartuję. Grałem w piłkę nożną, gdy byłem trochę młodszy, teraz nie mam czasu. Z kumplami umawialiśmy się „na śmietnikach”. Na osiedlu mieliśmy betonowy parking, gdzie z dwóch stron były zabudowane śmietniki, które służyły nam za bramki. Mecze odbywały się prawie codziennie, a ja zwykle grałem na pozycji bramkarza. Szło mi całkiem dobrze. Kiedyś też, ucząc się w Niemczech, poszedłem na turniej międzymiastowy w piłkę ręczną. Grała moja szkoła, a osoba, która miała być bramkarzem, nie przyszła na mecz i ja ją zastąpiłem. O „szczypiorniaku” nie miałem większego pojęcia, co nie przeszkodziło mi zostać wybranym bramkarzem turnieju (śmiech).
    Jak podchodzisz do częstych zarzutów wygłaszanych przez sportowców do dziennikarzy, że nie są wiarygodni, bo nie uprawiali zawodowo sportu?
    Ten argument kompletnie do mnie nie trafia. Dziennikarz jest właśnie od tego, żeby oceniać, komentować, krytykować i zadawać pytania. Niekoniecznie musi uprawiać tę dyscyplinę, jaką się zajmuje. Zawsze podaję przykład Formuły 1. Gdybyśmy posługiwali się tą argumentacją, to kto w Polsce mógłby się wypowiadać na temat F1? Jest tylko jedna osoba. To Robert Kubica, bo jako jedyny brał udział w tym cyrku. Włodzimierz Szaranowicz też nie skakał nigdy na nartach, co nie przeszkadza mu w świetnym komentowaniu skoków narciarskich. Jest bardzo mało sportowców, którzy w mediach potrafią fajnie opowiadać o dyscyplinie, którą uprawiali. Dlatego ten argument uważam za mocno nietrafiony.
    Na ile to, że miałeś okazję mieszkać w kilku europejskich krajach, powoduje, że masz świeższe podejście do wykonywanej pracy?
    W moim życiu mieszkałem w Niemczech, Anglii i Hiszpanii i na Gibraltarze. To nie tylko ukształtowało mnie jako dziennikarza, ale też jako człowieka. W każdym z tym krajów telewizja wygląda inaczej. Jestem fanem niemieckiej telewizji, jednak ona niekoniecznie przyjęłaby się u nas. Robią dużo programów z publicznością, co u nas jest rzadkością. Z kolei Hiszpanie mają niesamowity luz w swoich programach, a w roli prezenterek i reporterek często występują przepiękne dziewczyny. To bardzo mi się podoba.
    W którym z tych krajów, gdzie mieszkałeś, są najładniejsze dziewczyny? Czy Niemki są rzeczywiście takie brzydkie? (śmiech)
    Moim zdaniem najładniejsze dziewczyny mieszkają w Polsce i Izraelu. Byłem ostatnio w tym drugim kraju na wakacjach i tam praktycznie nie ma brzydkich kobiet. Zdecydowana większość jest przepiękna. Słyszałem opinie, że w Niemczech nawet miss jest brzydka, a każda dziewczyna pracuje na farmie i żuje osiem pasków gumy na raz. Kompletny nonsens! Prawda jest taka, że w obecnych czasach jest sporo „mieszanek”, na przykład matka z Kuby, ojciec z Niemiec. Jest wiele pięknych dziewczyn również w tym kraju. I w Norwegii – też urocze dziewczyny, a szczególnie dziennikarka od biathlonu z tamtejszej telewizji publicznej!
    Jesteś przedstawicielem młodego pokolenia dziennikarzy sportowych, przeprowadziłeś mnóstwo rozmów z kolegami po fachu, znasz anegdoty i historie sprzed lat związane z tym środowiskiem. Czy to prawda, że dziennikarze sportowi nie imprezują już tak mocno, jak kiedyś?
    Nie wiem, jak było kiedyś, chociaż takie rzeczy się pewnie zdarzały. Zresztą zaczyna mnie już drażnić to gadanie starszych dziennikarzy: „kiedyś to były czasy”, „kiedyś to byli prawdziwi dziennikarze”, „kiedyś to się balowało”. Tak, fajnie, ale kiedyś też pisało się na maszynach do pisania, a dziś używamy komputerów. Czasy się zmieniają i znam tylko jeden przypadek, że ktoś dziś zawodowo ciągle używa maszyny do pisania. To Woody Allen, który dostał pierwszą maszynę Olympia SM-3 w wieku bodaj 16 lat i używa jej do dziś. To jest historia! Natomiast wracając do pytania – myślę, że dziś dziennikarze piją tak samo jak przedstawiciele innych grup społecznych – lekarze, prawnicy, nauczyciele. Mówię oczywiście o wypiciu lampki wina czy kieliszka wódki w wolnym czasie u cioci na imieninach, bo ciężko sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek przyszedł do pracy pod wpływem alkoholu. Znamy w Polsce przykłady dziennikarzy i komentatorów, którzy komentowali mecz na tzw. podwójnym gazie – szybko stracili robotę i rano obudzili się w zupełnie innej rzeczywistości. Tu nie powinno być litości! Możesz komentować mecz po dwóch piwach dwa razy – pierwszy i ostatni!

    miroslawski1-laczy-nas-pasja

    Czym różni się Patryk Mirosławski z czasów „Asa wywiadu”, od Patryka, który jest szefem jednej z największych sportowych redakcji w Polsce?
    Dalej mam takie samo podejście do zawodu dziennikarza sportowego i do sportu jako takiego. Dziennikarstwo sportowe, szczególnie w wydaniu telewizyjnym, to wciąż atrakcyjna sprawa – daje prestiż, rozpoznawalność, niezłe, a czasem nawet bardzo dobre pieniądze. Ma też minusy – zajęty każdy weekend i bardzo mało czasu wolnego. Dla nas życie prywatne istnieje tylko teoretycznie, bo dziennikarzem jest się 24 godziny na dobę, tu nie można patrzeć na zegarek, tu nie ma limitów. Jeśli chcesz być nie dobrym, ale bardzo dobrym komentatorem/dziennikarzem/reporterem, jeśli chcesz się wyróżnić, to musisz na to zapracować, zainwestować w siebie, ciągle się rozwijać. I musisz mieć pasję! Ludzie bez pasji to inwalidzi drugiego stopnia. Więc na pewno dziennikarstwo jest bardzo ciekawą przygodą, ale należy też pamiętać, że my nie wykonujemy najważniejszej profesji na świecie – nie jesteśmy ani lekarzami, którzy leczą ludzi, ani pielęgniarkami na onkologii, ani strażakami, którzy ryzykują życie gasząc płonące domy. Jest taka tendencja, szczególnie u młodych dziennikarzy, którzy skomentują przykładowo dwa mecze Pucharu Francji i już uważają, że są pępkami świata. Tak nie jest. Jeżeli pewnego dnia przestanę komentować mecze, to nic wielkiego się nie stanie, ruch na Marszałkowskiej nie zmaleje, warszawskie ulice nie opustoszeją, prezydent nie wyda oficjalnego stanowiska, a lotnisko Chopina nie wstrzyma lotów. Będą inni, którzy zajmą moje miejsce. Świat nie kręci się wokół Mirosławskiego, Święcickiego czy Ćwiąkały. Pod tym względem w moim podejściu nic się nie zmienia. Natomiast jeśli chodzi o zmiany – teraz ze względu na moje stanowisko (szef redakcji ELEVEN SPORTS NETWORK – przyp. red.) muszę być większym dyplomatą. Nie wypada mi na przykład publicznie krytykować innych komentatorów z konkurencyjnych stacji, a kiedyś robiłem to chętnie.
    Czy po pierwszych sukcesach programu „As wywiadu”, kiedy stałeś się bardziej rozpoznawalny, miałeś okres, że zachłysnąłeś się popularnością?
    Nie, o wielkiej popularności nie ma mowy. Tak, jak już mówiłem wcześniej, mam bardzo luźne podejście do wykonywania tego zawodu. Nawet stwierdziłem kiedyś, że dziennikarz sportowy jest jak kotlet schabowy, czyli ani nie pomaga ani nie przeszkadza. Oczywiście, zdarza się, że w Warszawie ktoś mnie rozpozna. Ja nie bardzo lubię takie spotkania, kiedy ktoś podchodzi i chce pogadać, bo zna mnie z telewizji. Nie ukrywam, że krępują mnie takie sytuacje.
    Czy po objęciu nowego stanowiska zauważyłeś, że całe środowisko dziennikarskie jest dla ciebie bardziej przychylne? A może na odwrót?
    Wiadomo, że moja wartość na medialnej giełdzie mocno wzrosła, jednak jestem na tyle nieczuły na opinię innych, że kompletnie mnie nie interesowało to, jak zareagowała tzw. branża. Wiem, że dla wielu osób to był szok. Miałem mnóstwo telefonów w stylu: „Cześć przyjacielu, co u ciebie?”. Myślę sobie, jaki przyjacielu? Nie gadałem z facetem prawie 2 lata (śmiech). Ja to jednak w pełni rozumiem, jest szansa na pracę, to każdy chce z niej skorzystać. Miejsc na rynku w tym zawodzie nie jest przecież zbyt wiele. Ile jest w Polsce kancelarii prawnych? W samej Warszawie pewnie kilkaset. Jeśli kończysz prawo, masz możliwość pracy w tysiącach kancelarii w całej Polsce. A ile jest redakcji sportowych? Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Nasza branża jest mała, miejsc do pracy jak na lekarstwo.

    miroslawski2-laczy-nas-pasja

    Jak dzisiaj wyglądają twoje relacje ze Zbigniewem Bońkiem? Kiedyś mieliście mały zatarg…

    (Boniek zarzucił Mirosławskiemu kłamstwo, na temat sposobu wyrzucenia z pracy Jerzego Engela, w odpowiedzi Patryk udostępnił nagranie, gdzie jest to zarejestrowane. Było to jednak powiedziane poza „oficjalnym” nagraniem).

    Nasz kontakt jest bardzo rzadki. Bardzo go szanuję, uważam, że PZPN za jego rządów zmienił się zdecydowanie na plus. Jeśli widujemy się na meczach, to zawsze chętnie się z nim witam. Czy dzisiaj zrobiłbym tak samo jak wtedy? Zastanowiłbym się trzy razy. Mam inną optykę teraz, niż miałem te 4 lata temu. Potrafię przyznać się do błędu czy błędnej oceny sytuacji.
    Jest coś, co ciebie najbardziej denerwuje w polskim dziennikarstwie sportowym?
    Podczas Euro 2016 irytowało mnie, że wielu moich kolegów po fachu przyjęło rolę kibica. Nie można podchodzić do piłkarzy z pozycji kolan. Niektórzy zaczęli traktować kadrowiczów jak bohaterów narodowych, a oni przecież nic nie wygrali. Dlaczego sami piłkarze nie za bardzo chcieli rozmawiać na lotnisku ani z dziennikarzami ani z kibicami? Bo czuli wielki niedosyt i byli rozczarowani. Wiedzieli, że z tą kadrą, z tym potencjałem mogli zdobyć medal. Nie zdobyli, nie udało się.
    Jesteś zadowolony z tego, co udało się wam osiągnąć w ELEVEN przez pierwszy rok działalności?
    Start ELEVEN SPORTS NETWORK na polskim rynku było jak pojawienie się w latach 40-tych Charliego Parkera, który wywołał rewolucję w jazzie. My wywołaliśmy rewolucję na rynku mediów sportowych. Jak dotąd udało się zrobić bardzo dużo, bo ludzie zaangażowani w ten projekt robią to z pasją, z olbrzymim zaangażowaniem. I mam na myśli wszystkich pracowników, nie tylko tych, których głosy słyszymy na antenie. Dzięki tym osobom przez ten rok staliśmy się czołowym kanałem sportowym w Polsce. To duży sukces. Udało się stworzyć autorską redakcję. Raczej nie sięgaliśmy po ludzi z innych telewizji…
    Czy dobór osób do redakcji to jest twój pomysł?
    Tak. W kwestiach redakcyjnych mam całkowitą niezależność, ponieważ wszyscy widzą, jak fajnie ta redakcja działa i stale się rozwija. W czerwcu zeszłego roku obiecałem, że stworzę najlepszą ekipę w Polsce. Jeśli kiedyś się to z jakiegokolwiek powodu zepsuje, wówczas sam podziękuję za współpracę i odejdę. Ale na razie wszystko jest super, panuje świetna atmosfera, wszyscy szanują się nawzajem. Początki były trudne, ale dzisiaj otrzymujemy mnóstwo komentarzy od osób, które kiedyś nas „hejtowały”, a dzisiaj mówią, że oglądają ELEVEN z przyjemnością – to jest to dla mnie największa nagroda.
    Czy studio i nowe formaty zobaczymy jeszcze w tym roku?
    To na pewno. Myślę, że jest do tego zdecydowanie bliżej niż dalej. Nie chcę jednak podawać konkretnej daty. Budowa studia to trudne przedsięwzięcie, a chcę żeby to było wykonane dobrze.
    Co będzie się działo na trzecim kanale?
    Jest bardzo wiele wydarzeń, w dużej mierze meczów piłkarskich, które odbywają się w tym samym czasie. Już niedługo jednocześnie zagra Barcelona, Roma i Monaco. Po to między innymi jest nam potrzebny trzeci kanał, żeby z naszych praw wycisnąć jak najwięcej się da.
    Kiedy start nowego kanału?
    Wkrótce (śmiech). Naprawdę niedługo. Nie możemy z tym zwlekać za bardzo. Trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom kibiców. Jeśli widz chce zobaczyć Milika, to może to obejrzeć na żywo, a nie musi czekać na wieczorną powtórkę.

    miroslawski3-laczy-nas-pasja

    Jeśli wszystko wam się uda, ELEVEN zostanie najlepszą telewizją sportową w Polsce, to jak widzisz swoją przyszłość, po tym czasie? W zawodzie dziennikarza, pomimo młodego wieku, wiele więcej osiągnąć się już nie da. Będziesz chciał być w tym zawodzie jak najdłużej, czy też wyobrażasz sobie życie w zupełnie innej branży?
    Na pewno nie będę starał się być dziennikarzem sportowym za wszelką cenę. Nie wiem, jaka będzie przyszłość, bo to takie samo pytanie jak na rozmowach o pracę w międzynarodowych korporacjach – „gdzie widziałbyś siebie za 5 lat”. Za 5 lat?! Ja nie wiem, co będę robił w następną środę! (śmiech). Nie chcę składać wielkich deklaracji. Potrafię natomiast sobie wyobrazić, że robię w życiu zupełnie coś innego. Już kiedyś zrobiłem sobie urlop od dziennikarstwa i przedawkowywania siebie w mediach. Na początku 2014 roku, robiąc całkiem niezły program w Sportklubie i komentując biathlon w Eurosporcie, któregoś dnia spakowałem się i wyjechałem pomieszkać i popracować najpierw do Londynu, a potem do Hiszpanii i na Gibraltar. Nie było mnie ponad rok. Wróciłem i zaczęła się przygoda mojego życia, czyli ELEVEN. Mam nadzieję, że ciągle będziemy się rozwijać, że niebawem osiągniemy pozycję numer jeden na polskim rynku. A jeśli przestanie mnie to bawić, to wrócę do małpek na Gibraltarze.
    Dziękuję bardzo za rozmowę.
    Dzięki wielkie.

    Rozmawiał

    Krzysztof Kwaśny

     

    Komentarze