W samo południe z…Mateuszem Święcickim: „Nie wolno się zamykać na umiejętności”

    ŁączyNasPasja: Dlaczego tak łatwo dałeś się namówić na wywiad?
    Dlatego, że kiedyś zaczynałem pracę w dziennikarstwie i musiałem kontaktować się ludźmi i pytać ich o wywiady. Zawsze padało początkowe pytanie: „Czy mogę przeprowadzić z Panem/Panią wywiad?” I dobrze jeszcze pamiętam, jak się czułem, kiedy ktoś mi odmawiał. Nie było to fajne doświadczenie. Dlatego też, jeśli ktoś mnie prosi o rozmowę i mam wolny czas, to zawsze się zgadzam po ustaleniu odpowiedniego terminu.
    Pytam o to, ponieważ zauważam, że osoby, które w sporcie coś znaczą (dziennikarze, sportowcy) mają czas się spotkać i nie odmawiają rozmów. Natomiast tacy typowi średniacy traktują to jako zło konieczne…
    To masz przykład typowego średniaka, który się zgodził, a to już neguje twoją tezę. Prawda jest taka, że ludzie, którzy są wybitni (sportowcy, dziennikarze) obcują z mediami na co dzień. To jest dla nich tak naturalne środowisko, jak trening czy mecz. Oni są już zrośnięci z mediami od bardzo dawna i umówienie się na wywiad jest czymś absolutnie naturalnym. Wiedzą, że muszą dbać o swój wizerunek i to, że komunikacja jest bardzo ważna. W 1978 roku prezydent Bayernu Monachium zaprosił dziennikarzy, żeby przychodzili na każdy trening i relacjonowali, to co się na nim działo. Chodziło o to, żeby kibice dokładnie wiedzieli, co się dzieje w ich ukochanym klubie. Dzisiaj to jest normalne, ale wtedy to był przełom. Generalnie nie ma problemu, żeby się z jakąś poważną postacią świata sportu umówić na wywiad (oczywiście w stosownym terminie, może za wyjątkiem Messiego). Jest to bardzo fajna motywacja dla dziennikarzy, aby nie umawiać się z przeciętniakami, bo oni bardziej potraktują ciebie z buta, tylko rozmawiać z tymi najważniejszymi osobistościami.
    Przeglądałem twój profil na facebooku i praktycznie 90 % postów jest związanych z Twoją pracą. Oddałeś się temu zawodowi „na maksa”?
    Jak byłem mały, to marzyłem, aby czytać w myślach innych ludzi. Kiedy powstał facebook, to wielu ludzi, w tym ja, zmieniliśmy swoje wcześniejsze myślenie. Jak patrzę na tablice osób, które są w grupie moich znajomych, to czasami jestem załamany. Co mam robić na tym facebooku? Wrzucać zdjęcia jedzenia? Pisać na tematy politycznie? Wrzucać głupie teksty? Ograniczyłem swój profil do minimum. Dlatego, że nie żyję w sieci, tak jak żyją inni. Nie potrzebuję absorbować swoją uwagą, nie piszę: Czy moglibyście mi polecić jakąś „imprezownie” dzisiaj o 16? Krótko mówiąc: nie żebram o kontakt. Przed wyborami prezydenckimi przestałem obserwować naprawdę sporo osób, bo miałem tego dość. Chcę żyć w prawdziwej rzeczywistości, spotykać się ze znajomymi i poświęcać swoim pasjom. Dlatego swój profil na facebooku traktuję trochę, jak przedłużenie swojej pracy. Pomimo tego, że nie jestem nikim wielkim i wybitnym, to zdecydowana większość osób kojarzy mnie dzięki wykonywanej pracy.

    mateusz-swiecicki-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    Jak twoją pracę odbiera najbliższe otoczenie? Nie słyszysz głosów w stylu: „Zajmij się czymś poważnym, a nie tylko oglądasz facetów biegających za piłką?”
    Nie. Ja się wychowałem w środowisku, które kochało piłkę nożną. Jestem z 1987 roku i mój pierwszy „flashback” w głowie, to jest sytuacja, w której bronię strzał starszego kolegi. Ja nic z dzieciństwa głębiej nie pamiętam. Piłka nożna była integralną częścią naszego życia. Wszyscy chcieliśmy być piłkarzami. Jeżeli ja, jako jedyny ze swojego środowiska zacząłem pracować w zawodzie zbliżonym do sportu, to oni to szanują. Natomiast moja mama zawsze traktowała tą pracę w sposób bagatelizujący. Ona w ogóle nie jest z tego dumna. Myślę, że nie spełniłem do końca jej marzeń, jakie miała względem własnego dziecka. Nigdy nie usłyszałem od niej, że jest ze mnie dumna. To jest bardzo fajne, bo zawsze kontakty z rodzicami sprowadzają mnie do parteru. Na przykład dzwonię do ojca i mówię: „Słuchaj, jestem na meczu w Barcelonie, komentuje z Camp Nou”. A jego to średnio obchodzi, bo on na przykład mnie informuje, że mamy bardzo poważny problem w domu, ponieważ od 7 dni nie wraca kot, mama z tego powodu płacze po nocy i to jest problem numer jeden. To zawsze mnie sprowadza na ziemię.
    Jesteś fanem Zlatana Ibrahimovicia. Czy dziennikarz powinien być zapatrzony w sportowców?
    Większość dziennikarzy sportowych w Polsce jest zapatrzonych w piłkarzy Ekstraklasy. Odpowiedz sobie na pytanie, czy warto być na przykład zapatrzonym w Michała Kucharczyka, przybijać z nim piątki i żebrać o kontakt? A może jednak lepiej podziwiać Zlatana Ibrahimovicia? Mnie nie interesuje, co robią inni dziennikarze. Ja jak mawia Janusz Basałaj należę do „kościoła Ibrahimovicia”. Uwielbiam go i bardzo chciałbym z nim kiedyś porozmawiać. Nie mam przy tym problemu komentując jego występ, aby powiedzieć, że zagrał on beznadziejnie. Ja się zafascynowałem „Ibrą”, dopiero po przeczytaniu jego książki. Wcześniej uważałem go tylko za świetnego piłkarza. Całe życie kibicowałem konkretnym piłkarzom, a nie klubom (za wyjątkiem KS Sparta Jeżowe).
    Są dziennikarze, którzy przyznają się do sympatii klubowych, a są też tacy, którzy je ukrywają…
    Dziennikarstwo otwiera wiele przestrzeni. Możesz być za chwilę dyrektorem sportowym klubu. Pamiętasz na przykład Janusza Basałaja, który był szefem sportu w Canal +, a potem został prezesem Wisły Kraków? Gdyby wcześniej deklarował miłość do innej drużyny, to nie wiadomo, czy powierzono by mu taką funkcję. Wiele osób nie ujawnia swoich sympatii, żeby nie zamykać sobie drogi na różne ścieżki kariery zawodowej.
    Miałeś dużo takich przypadków, że piłkarz, którego ceniłeś za postawę na boisku, po bliższym poznaniu bardzo stracił w Twoich oczach?
    Dużo nie. Dlatego, że ja lubię ludzi. A jak kogoś obdarzasz sympatią, to ona do ciebie potem wraca. Zdarzały się pojedyncze przypadki, ale sobie nimi głowy nie zawracam. Kiedyś miałem taką historię, że jeszcze jak pracowałem jako reporter Orange Sport podczas jednego ze spotkań Ekstraklasy, to poprosiłem jednego z piłkarzy o rozmowę w przerwie meczu i usłyszałem w odpowiedzi: „spierdalaj!”. Ja się wtedy poczułem bardzo źle, miałem poczucie winy i nawet jakoś irracjonalnie chciałem go za to przeprosić. Dzisiaj jakby mi tak jakiś zawodnik odpowiedział, to bym wzruszył ramionami i pomyślał, że jest kompletnym idiotą i nigdy nie poprosiłbym go już o rozmowę. Dlaczego ja mam się przejmować jakimś tam piłkarzem z Bełchatowa? Z całym szacunkiem, ale to nie jest nikt wielki. Gdyby to zrobił na przykład Pirlo albo Messi, to pewnie bym się przejął. Częściej jednak miałem na odwrót, czyli byłem do kogoś niezbyt przychylnie nastawiony, a potem ta osoba okazywała się być super postacią.

    Komentarze