W samo południe z…Antonim Chmielewskim: „W Rosji produkuje się mistrzów, a u nas kaleków z wielkim brzuchem”

ŁączyNasPasja: Kiedy miałeś ostatniego kaca?
Takiego prawdziwego, to po urodzinach mojej dziewczyny dwa tygodnie temu.
Zapytałem o to, bo gdzieś przeczytałem, że nie mógłbyś zrezygnować ze zdrowego trybu życia. Pilnujesz się na co dzień?
Pilnuję się. Staram się dobrze dbać o siebie czyli odpowiednio się odżywiać i wysypiać, ale nie dajmy się zwariować. Życie to nie tylko sam sport i trzeba dać też sobie „na luz”, szczególnie jak jest ku temu odpowiednia okazja. Nie mam tu na myśli tygodniowej imprezy, ale od czasu do czasu. Głowa musi odpocząć od reżimu treningowego. A rzeczywiście nie mógłbym zrezygnować ze zdrowego trybu życia, bo nawet jak zabaluję, to potem od razu wracam na właściwe tory.
A jakbyś miał zachęcić ludzi do higienicznego trybu życia, to co byś im powiedział?
Oczywiście, że zachęcam. W zdrowym ciele zdrowy duch. Trzeba równomiernie rozwijać się pod względem fizycznym i psychicznym. Prowadząc zdrowy tryb życia jego skutki odczuwasz w każdym aspekcie dnia. Inaczej się wstaje do pracy, dochodzi do siebie, sypia itd. Cały organizm lepiej działa na wyższych obrotach, dłużej żyje i nie zapada na różne choroby cywilizacyjne, których jest teraz mnóstwo, jak na przykład otyłość. Dzieciaki zamiast trenować jakiś sport, to są zapatrzone w tablety i komórki. Cofamy się cywilizacyjnie, dlatego zachęcam, aby się dobrze prowadzić.
Nie prościej powiedzieć, że jeśli się będzie uprawiało sport, to ładniejsze dziewczyny zwrócą na nas uwagę?
No i w tym aspekcie życie też trochę zboczyło (śmiech). Żeby mieć ładną dziewczynę, to już nie trzeba dbać o siebie, a wystarczy gruby portfel. Chodzi o to, żeby żyć w zgodzie ze sobą. Nie może być tak, że problemem dla wielu osób jest obecnie podbiegnięcie do autobusu. I ja nie mówię, o jakiejś wielkiej aktywności, ale na przykład umówienie się z kimś, żeby pograć w siatkówkę, piłkę nożną albo pójść na basen. Najważniejsze w tym wszystkim jest, żeby to nam sprawiało przyjemność, a nie było jakąś karą, którą musimy wykonywać. Wracając do dziewczyn, to oczywiście patrzą one bardziej przychylnym okiem na tych wysportowanych facetów, ale tylko dlatego, że są oni bardziej pewni siebie, czują się lepiej i emanuje od nich inna energia.
Na Twoim profilu na facebooku jest zamieszczona informacja, że jesteś trenerem personalnym wszystkich sztuk walki. Jak to możliwe?
Najpierw trenowałem judo. Potem trafiłem na Akademię Wychowania Fizycznego, gdzie musiałem się nauczyć praktycznie każdego sportu, który jest dyscypliną z tak zwanego głównego nurtu czyli między innymi: tenisa, siatkówki, koszykówki, pływania, akrobatyki, boksu, zapasów, szermierki, na tańcach ludowych kończąc. Każdy ze sportów musiałem pojąć w takim stopniu, żeby potem móc ich nauczać. Następnie zmieniając judo na MMA, to musiałem się wyszkolić w jiu – jitsu, grapplingu, zapasach, boksie, kick – boxingu i muay – thai. Dlatego też jestem teraz trenerem od wszystkich sportów walki.

antoni-chmielewski-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

Jak ci szło w tych tańcach ludowych?
(śmiech). Na samym początku, to każdy student śmiał się z tych zajęć. Warsztaty prowadzono w dwóch grupach: męskiej i żeńskiej. U mnie było ze 30 – stu chłopa i każdy z nas musiał być ubrany na biało (białe koszulki, skarpetki i baletki) i utrzymać postawę taneczną (trzeba ładnie się ustawić, paluszki i pięty razem obciągnięte, stanie na palcach). Do tego wyobraź sobie, że wokół ciebie zapaśnicy, judocy, koszykarze czy kulturyści. Zajęcia prowadził facet z typową posturą tancerza, a przy pianinie jakaś pani gra te wszystkie krakowiaki, polki czy inne kujawiaki. Oczywiście początkowo wielu z nas się śmiało i byliśmy wyrzucani z tych zajęć. Ostatecznie mogę to jednak podsumować tak, że na początku było zażenowanie, a mimo wszystko te tańce ludowe okazały się jednymi z lepszych przedmiotów.
Wracając już do sportów walki. Bardziej denerwujesz się, jak twój zawodnik się bije, czy jak sam stoisz w oktagonie?
Zdecydowanie jak mój zawodnik walczy. Ja już tych walk miałem w życiu naprawdę sporo. Judo trenowałem od 8 roku życia, a w MMA mam blisko 50 stoczonych pojedynków (47 – przyp. red.). Oczywiście zawsze jest trochę stresu, ale to każdy się boi przed pojedynkiem. Natomiast tego lęku i emocji, jak walczą moi podopieczni jest zdecydowanie więcej.
Jedną z osób, które namówiły Ciebie na spróbowanie swoich sił w MMA był Mirosław Okniński. Jak się odniesiesz, do jego wypowiedzi na Twój temat, że jesteś najbardziej zmarnowanym talentem w polskim MMA?
Każdy ma prawo do swojego zdania. Może rzeczywiście się trochę zmarnowałem poprzez niegodziwy tryb życia i przez to, że w pewnym momencie wydawało mi się, że zjadłem wszystkie rozumy. Uważałem, że jestem najmądrzejszy i nieomylny. Straciłem kilka lat swojego życia, nie trenowałem wtedy tak, jak to powinienem był robić. A jak się stoi w miejscu, to tak naprawdę się cofasz, bo reszta ciebie wyprzedza i idzie do przodu. Bardzo możliwe, że w tym twierdzeniu jest sporo prawdy. Pewnie jakbym wiódł tak sportowe życie, jak to robiłem przez długi okres czasu i nie uderzyłoby mi nic głupiego do głowy, to być może byłbym teraz zupełnie gdzie indziej.
Dalej współpracujecie?
Tak, jest to niezmienne od dwóch już lat. Tam jest mocna ekipa, choćby w mojej wadze jest Miler, Horwich, Piskorz, Naruszczka, Orłowski, Jędraczka czy Ziółkowski. Nie można pominąć także Akopa, Trybsona i Szymona Kołeckiego. Jest z kim trenować i budować naprawdę wysoką formę. Odkąd ja schowałem swoje ego i skupiłem na tym co jest ważne, to współpracuje nam się bardzo dobrze.

12

Komentarze