W samo południe z… Radosławem Majdanem: „Nie można generalizować, że zawodnicy, to lalusie z wyżelowanymi fryzurami”

ŁączyNasPasja: W swojej karierze udało ci się strzelić jedną bramkę w barwach Pogoni Szczecin. Jak wspominasz tego gola?

Radosław Majdan: To była bramka z rzutu karnego, którą zdobyłem w meczu towarzyskim. Trzeba powiedzieć, że była ona wyjątkowej urody. Piłka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem od ziemi i na koniec wpadła znowu pod poprzeczkę. Dostałem wtedy całkiem sporą owację od kibiców. Jednak w Ekstraklasie nie udało mi się nigdy strzelić bramki.

Kibice w Szczecinie darzą Ciebie sporym szacunkiem od momentu, kiedy podczas meczu „Portowców” ze Śląskiem Wrocław odebrałeś jednemu z kibiców Śląska skradziony transparent Pogoni…

To był mecz wyjazdowy i ktoś rzucił gaz łzawiący. Było spore zamieszanie i jeden z kibiców z Wrocławia zerwał naszą flagę, która była rozwieszona za bramką, w której ja stałem. Nie zastanawiając się długo wyrwałem mu ten transparent i zaniosłem na nasz sektor. W następnym meczu, jaki graliśmy u siebie dostałem ogromny puchar, który posiadam do dzisiaj za uratowanie klubowej flagi. Z perspektywy czasu, to może nie było najlepsze zachowanie, bo różnie ta sytuacja się mogła dla mnie zakończyć. Z drugiej strony, ja zawsze byłem „Pogoniarzem”, mam wytatuowany herb tego klubu na sercu i nawet jak zmieniałem drużyny to nie ukrywałem, że Pogoń jest dla mnie ważna. Pamiętam pierwszy mecz, który obserwowałem siedząc na drzewie. „Portowcy” grali wtedy z Widzewem Łódź.

radoslaw-majdan-laczy-nas-pasja-3W Szczecinie zagrałeś też mecz w reprezentacji, który okazał się dla Ciebie być tym ostatnim…

Taki paradoks. Zawsze marzyłem o zagraniu z orzełkiem na piersi przed własną publicznością i tak sobie nawet przed tamtym spotkaniem pomyślałem, żeby to przypadkiem nie był taki chichot losu. Jedno marzenie spełniam, ale w kadrze już nie zagram. I tak niestety było. Potem byli inni selekcjonerzy i każdy miał swoją wizję tego, kto ma bronić w kadrze. Jednak w tamtym meczu kibice przyjęli mnie niesamowicie, mój brat mi potem powiedział, że miał gęsią skórkę. Tak fajnie mnie przywitano, a grałem wtedy w Turcji, więc tym bardziej było to miłe.

Zdarzało się, że kibicie innych drużyn obrażali ciebie najróżniejszymi wyzwiskami?

Pewnie, że tak. Działo się to bardzo często. Na przykład, jak jako piłkarz Wisły Kraków grałem mecz na Cracovii, to nieźle się musiałem nasłuchać. Podobnie było, jak w czasach gry w Pogoni Szczecin przyjeżdżaliśmy do Poznania. Ja jako bramkarz zawsze wychodziłem pierwszy na rozgrzewkę, więc to na mnie często koncentrowała się nienawiść kibiców drużyny przeciwnej. Miałem też długie włosy, więc byłem łatwym celem. Musze ci jednak powiedzieć, że nie przeszkadzało mi to i nawet to lubiłem. To powodowało niesamowitą interakcję i napięcie pomiędzy mną, a kibicami. Mecz piłkarski to emocje i adrenalina, a takie sytuacje powodowały, że mi tego nie brakowało.

Jak wspominasz okres spędzony właśnie w Turcji?

Ta zachodnia część kraju, w której między innymi znajduje się Istambuł i Izmir (gdzie grałem) są to przepiękne miejscowości, które generalnie są bardzo europejskie. W Izmirze miałem apartament nad samym morzem i bardzo miło to wspominam. Nie wszędzie jednak jest tak fajnie. Pamiętam, że Mirek Szymkowiak, który grał wtedy w Trabzonie opowiadał mi, że było momentami bardzo ciężko. Brakowało tam takich typowych miejsc do życia: restauracji, barów, dyskotek. Dominuje tam bardziej ortodoksyjne podejście do życia poprzez wyznawaną religię. Ja z kolei, byłem bardzo mile zaskoczony przyjęciem. Wszyscy traktowali mnie jak swojego brata i cały czas mi pomagali. Sami do mnie wydzwaniali, co robię i czy przypadkiem się nie nudzę, bo wiedzieli, że jestem na miejscu sam. Wyciągali mnie do kawiarni czy na kręgle. Turcje wspominam najmilej z tych moich wyjazdów zagranicznych.

A jak oceniasz poziom rozgrywek w tym kraju?

Sama liga turecka jest ciekawa, z tego względu, że jest bardzo szybka. Drużyny zdecydowanie bardziej wolą atakować, niż się bronić. Pamiętam, że na początku w tych przedsezonowych meczach towarzyskich byłem przerażony, jak nasi obrońcy włączają się w akcje ofensywne i później nikt nie wraca do tyłu. Zdzierałem na nich wtedy gardło, krzycząc oczywiście po turecku. Oni tam za bardzo nie znają języka angielskiego. Trochę mnie to zdrowia kosztowało, żeby pilnować tej linii obrony, ale ostatecznie jakoś udało się ich okiełznać.

Pamiętasz swój mecz przeciwko „młodzieżówce” Anglii? Tam wyciągałeś takie strzały, których nie miałeś prawa obronić…

Pewnie, że pamiętam. W tym spotkaniu w kadrze Anglików byli tacy zawodnicy jak Andy Cole, Steve McManaman czy Darren Anderton. Ten mecz rzeczywiście mi wyszedł. Wyeliminowaliśmy Anglików wtedy i zajęliśmy pierwsze miejsce w naszej grupie. Po tym spotkaniu miałem sporo propozycji, ale jako, że nie byliśmy jeszcze członkiem Unii Europejskiej, to był taki przepis, że aby móc zagrać w Premier League, to trzeba było mieć 60–70% meczów rozegranych w pierwszej reprezentacji kraju. Ja jako młody chłopak, nie miałem możliwości nawet otarcia się wtedy o „dorosłą” kadrę.

radoslaw-majdan-laczy-nas-pasja-4

Żałujesz?

No szkoda trochę, bo gdybym się urodził kilka lat później, to ta moja kariera potoczyłaby się inaczej. Szczególnie właśnie po tak dobrych występach w reprezentacji młodzieżowej. To jest zwykle taki przełomowy moment dla piłkarza i znajduje się on wtedy w orbicie największego zainteresowania ze strony menadżerów. Taki zawodnik jest z jednej strony ukształtowany, a z drugiej cały czas się jeszcze rozwija. Nie rozpamiętuję jednak tego, co by było gdyby… Jestem zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć w zawodowej piłce.

7 spotkań w pierwszej reprezentacji za czasów, kiedy grał Jerzy Dudek to dużo czy mało?

No nie za dużo. Około dwóch lat byłem w kadrze. To były całe eliminacje i mundial w Korei i Japonii. Trener jednak stawiał na Jurka Dudka, który bronił wtedy w Liverpoolu i dla mnie to było całkiem zrozumiałe. Nie mam do nikogo o to pretensji. Co zrobić, takie jest w sumie życie bramkarza, który jest jak saper, jak się pomyli to konsekwencje spadają nie dość, że na drużynę to i na niego samego.

Wykonywałeś jakiś zawód zanim zostałeś zawodowym piłkarzem?

Nie. Całe życie pracowałem i zarabiałem dzięki piłce nożnej. Od samego początku mojej przygody z Pogonią Szczecin miałem stypendium jako młody chłopak, potem w reprezentacjach młodzieżowych było podobnie. Nigdy życie nie zmuszało mnie do tego, abym szukał sobie innego zajęcia. Miałem to szczęście, że trenerzy dostrzegli u mnie talent i grałem na wszystkich szczeblach reprezentacji juniorskich od U–15, przez U–17, U–19 i U–21. Do dzisiaj nie zapomnę pierwszych wyjazdów zagranicznych, jakie miałem okazję odbyć właśnie dzięki temu, że byłem piłkarzem.

Pamiętasz może najgłupszą plotkę na swój temat?

Wiesz co, było tego sporo. Kiedyś to wszystko pamiętałem, właśnie na potrzeby wywiadów, żeby uświadomić ludziom poziom absurdu, do jakiego zniżają się niektóre media. Tak już dzisiaj prosperują portale plotkarskie, że nie dają ludziom prawdy, tylko liczy się klikalność. Nie mogę sobie przypomnieć niczego specjalnie interesującego, w tym momencie. Wymazałem to już z pamięci. Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to jak kiedyś pojechaliśmy na jakieś zgrupowanie zagraniczne, to kolega poprosił mnie o to, żebym kupił mu perfumy. Wróciłem do Warszawy i w momencie kiedy wyciągałem je z bagażnika samochodu, to jakiś paparazzi zrobił nam zdjęcie i następnego dnia był wielki artykuł, że po zakończeniu kariery będę handlować perfumami. Co ciekawe,  to się nawet sprawdziło, bo dzisiaj działam także w tej branży, ale wtedy nawet o tym nie myślałem. Oczywiście tamten tekst miał charakter ośmieszający i szydzący ze mnie, no ale gazeta przecież musiała się sprzedać (śmiech).

radoslaw-majdan-laczy-nas-pasja-2

Polski show-biznes to wiocha?

Na pewno jest bardzo dziwny. Jest trochę skalany kompleksem nas, jako Polaków. Czyli docenia się bardziej to, co jest zagraniczne niż krajowe. Nawet jeśli to coś z zagranicy jest naprawdę na niskim poziomie, to u nas ocenia się to delikatniej, niż w przypadku, jakby to było z Polski. U nas w show–biznesie zaczęli pojawiać się ludzie, którzy desperacko chcieli zaistnieć i byli gotowi zrobić dosłownie wszystko, żeby ktoś ich zauważył. Jest to już wtedy przekroczenie zasad dobrego smaku i zdrowego rozsądku. Z drugiej strony musimy jednak pamiętać, że we wszystkich krajach takie osoby funkcjonują. Jeśli ktoś jest sportowcem, muzykiem czy aktorem, to show-biznes jest dla niego naturalnym miejscem. Wiochą są te osoby, które chcą się tam znaleźć za wszelką cenę, a nie mają ku temu żadnych powodów.

Zdarzały się Tobie takie imprezy za czasów sportowej kariery, że jakby dowiedziały się o nich media, to byłoby o tym głośno?

Pewnie, że tak. Tak jak w sumie prawie każdemu młodemu człowiekowi. Jako zawodnicy potrafiliśmy ciężko pracować, zagrać mecz, ale potrafiliśmy się także bawić przy okazji zwycięstw. Wiadomo, że jeżeli ktoś złapie zawodnika na mieście z piwem, to od razu zarzuca mu się, że nie prowadzi się sportowo. Tak jak pewne rzeczy w czasie kariery piłkarskiej zostają  między zawodnikami w szatni, tak jak to co robią po meczu, to niech lepiej też zostaje między nimi.

Do dzisiaj dziwi mnie trochę to, że w Polsce tak się „pilnuje” piłkarzy, żeby nie imprezowali. Przecież najważniejsze powinno być tylko to, jak się dany zawodnik prezentuje na boisku, a co robi poza nim, to jego sprawa. Jaki ty masz pogląd na ten temat?

Sam grałem w kilku klubach zagranicznych i rozmawiałem też na ten temat z wieloma kolegami. Tam nie ma takiego pilnowania. Rozliczają cię z tego, jaką formę prezentujesz na boisku, a nie z tego, co robiłeś w nocy. Jednym tryb imprezowy nie przeszkadzał w ogóle w dobrej grze, inni z kolei nie potrafili łączyć tych spraw. Sam jestem tego zdania, że wolę jak trener oceniał mnie nie przez pryzmat tego w co się ubierałem, że miałem długie włosy i tatuaże, tylko po tym, co dawałem drużynie, jak prezentowałem  się na boisku i jaki miałem charakter. Jak ja zaczynałem grać, to piło się naprawdę sporo. Generalnie były takie czasy, że piłkarze nie mogli wyjeżdżać za granice przed ukończeniem 28–ego roku życia, zarabiali dużo, ale nie były to dolary tylko złotówki. Nie mieli więc nawet na co tego wydać, to inwestowali głównie w zabawę i alkohol. Z drugiej strony, tamto pokolenie było niesamowicie charakterne. Nie wiem z czego to wynikało, czy z poczucia winy, że zrobili coś złego, a teraz muszą to na boisku odpracować, ale tak było. Wszystko w życiu musi mieć balans. Jeżeli jesteś piłkarzem, to musisz szanować samego siebie i to, co robisz. Koncentrując się głównie na tym, co jest poza boiskiem czyli na wyrywaniu lasek, kupowaniu drogich samochodów i życiu jak przysłowiowy król, to takie coś się bardzo szybko kończy. Ludzie którzy kiedyś klepali cię po plecach, teraz udają, że ciebie nie znają, bo twój sukces już przeminął.  Różnie się dzisiaj mówi o piłkarzach. A w tej grupie społecznej jest jak w każdej innej, jedni mają charakter, a inni nie. Nie można generalizować, że zawodnicy to lalusie z wyżelowanymi fryzurami, spędzający pół dnia przed lustrem. Zdecydowana większość z nich to charakterni, ambitni ludzie.

radoslaw-majdan-laczy-nas-pasja-1

Możesz o sobie powiedzieć, że byłeś „charakternym” zawodnikiem?

Uwierz mi, że tak. Ja pamiętam, że przez całą karierę zawsze coś mnie bolało. Nie było tak, że sobie żyłem nie mając wybitych palców, zbitego kolana czy nadwyrężonych ścięgien. Jest to normalne dla zawodowego sportowca, ale też trzeba mieć do tego odpowiedni charakter. Uważam, że nikt przypadkowy, sportowcem wyczynowym nie zostaje na poziomie reprezentacyjnym. Żaden trener nigdy nie zarzucił mi braku pracowitości, wręcz przeciwnie, często wymieniano mnie w gronie zawodników, którzy bardzo ciężko pracują i są świadomi tego, ile pracy trzeba włożyć, aby osiągnąć odpowiedni poziom. No ale widzisz, w mediach przypięli mi łatkę kobieciarza, który nie stroni od imprez.

Jak to jest, że niektórym piłkarzom  udaje się dosyć bezboleśnie przejść do „normalnego” życia po zakończonej karierze, a inni mają z tym duży kłopot i niejednokrotnie kończą bardzo smutno?

To jest bardziej złożona sprawa. Sportowcy po 30-tym roku życia, to dalej są duże dzieci. My jako piłkarze dojrzewamy później do trudów życia. Jeżeli grasz w klubie to masz lekarza, który leczy ciebie i twoją rodzinę. Nie musisz się zastanawiać, gdzie iść z dzieckiem do przychodni, bo załatwiają to za ciebie. Nie masz problemu nawet z tym, do jakiego przedszkola posłać dziecko, bo to z kolei załatwia kierownik. Jeśli twoja żona chce iść do pracy, to także w klubie pomogą. Wszystko jest zorganizowane, ty tylko musisz przyjść na trening i wykonać swoją pracę. Praca trwa 3–4 godzinny dziennie. Prowadzi się całkowicie bezstresowe życie, nie licząc emocji wywołanych przez uprawiany zawód. Wszędzie wokół są rówieśnicy o podobnych zainteresowaniach i poglądach, a twoja praca jest jednocześnie pasją.

Bałeś się zakończenia przygody z futbolem?

Bałem się tego, że nie znajdę zajęcia, które będzie mnie cieszyć w podobnym stopniu, co granie w piłkę nożną. Nie chciałem być zmartwionym człowiekiem, który robi coś bo musi, tylko wykonywać coś z potrzeby serca. Przez blisko dwa lata przygotowywałem się do zakończenia kariery. Mając 36 lat czułem, że mój czas już się kończy. Nie było łatwo. Wyobraź sobie, że mówisz muzykowi albo aktorowi, że nagle nie mogą wykonywać już swojego ukochanego zawodu. Pojawia się dosłownie przerażenie w oczach. Niejednokrotnie siedząc na trybunach bardzo zazdrościłem moim kolegom. Szczególnie teraz, kiedy w Polsce nie brakuje pięknych stadionów. Miałem jednak szczęście, bo zostałem od razu dyrektorem sportowym w Polonii Warszawa. To samo miasto, ten sam klub. Udało mi się. Potem zostałem trenerem bramkarzy i to sprawiało mi największą frajdę, a dzisiaj jestem dyrektorem do spraw marketingu i kontaktów biznesowych w tym klubie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dzięki wielkie.

Rozmawiał
Krzysztof Kwaśny

Komentarze