W samo południe z… Krzysztofem Cegielskim: “Do żużla nie garną się ministranci, naukowcy czy tęgie umysły”

    ŁączyNasPasja: Podobno miałeś zostać piłkarzem?

    Krzysztof Cegielski: Miałem zostać piłkarzem ponieważ piłka to jest drugi element, z którym się urodziłem i zawsze miałem w ręku, na nodze i generalnie wszędzie była ta piłka. W pewnym momencie przyszedł taki czas, że dobrze sobie radziłem w piłkę nożną. W momencie kiedy w turnieju międzyszkolnym w 4 meczach strzeliłem 16 bramek, to wypatrzył mnie prezes gorzowskiego okręgowego związku piłki nożnej i od razu wprowadził do reprezentacji złożonej z najbardziej utalentowanych zawodników tej części kraju. Pojechaliśmy do Hiszpanii na turniej, więc już zacząłem w tamtym czasie regularne treningi, ale ostatecznie wybrałem żużel. Mając 13 lat po raz pierwszy spróbowałem speedway’a i kiedy tata wiózł mnie na trening piłkarski, ja pod stadionem powiedziałem, że nie wysiadam i żeby zawiózł mnie na żużel i tak zakończyłem swoją przygodę z futbolem.

    Cała młodość i okres dojrzewania to dla Ciebie głównie sport, czy też zdarzały się jakieś imprezy, bójki, nadużywanie alkoholu?

    Nie, tylko sport. Nuda, nuda, nuda (śmiech). Oczywiście próbowano mnie namawiać na różne rzeczy, szczególnie w momencie kiedy pojawiły się pierwsze sukcesy, ale poza kilkoma imprezami nic specjalnego się nie działo. Wiedziałem, że jak wkręcę się w zabawowy tryb życia, to skończy się poważny sport. I wybrałem go nie tylko z rozsądku, ale przede wszystkim z własnej woli, bo to mi sprawiało większą przyjemność.

    Na twoim przykładzie widać, że sportowcem można być cały czas – pokazujesz to swoim charakterem i ciągłą walką o lepsze, łatwiejsze życie. Można się z tym urodzić czy trzeba to wypracować?

    Myślę, że jakbyśmy się z tym rodzili to byłoby fajnie. Jednak z przeróżnych środowisk pochodzimy, posiadamy inne geny i ten charakter się kształtuje dużo później, spory w tym udział mają rodzice. Potem już wszystko w naszych rękach. Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić, poprawić i stawać się lepszym. Pomimo tego, że rodzimy się z różnymi naleciałościami, to wszystko możemy w swojej przyszłości zmienić i to niezależnie od wieku.

    Dalej trenujesz każdego dnia?

    Cały czas ćwiczę pod kątem rehabilitacji, ale także żeby się przede wszystkim dobrze czuć. I wiem, że gdybym nie trenował codziennie jakiegokolwiek sportu, to byłoby mi trudno.

    krzysiek-cegielski-laczy-nas-pasja-2

    Jaki sport Ciebie najbardziej pochłania?

    Od momentu wypadku ostatnie lata poświęciłem głównie na pływanie. To jest dla mnie taka dobra intensywna aktywność i powiem szczerze, że lepiej mi to wychodzi teraz niż przed wypadkiem. Bo kiedyś studiując na AWF miałem problemy z zaliczeniem niektórych stylów, a dzisiaj zdałbym te egzaminy bez trudu pomimo tych wszystkich niedoskonałości mojego organizmu.

    Jesteś ekspertem telewizyjnym od żużla, a podjąłbyś się skomentowania meczu koszykówki kobiet? (żoną Krzysztofa Cegielskiego jest Justyna Żurowska – koszykarka Wisły Kraków)

    Oczywiście (śmiech). Myślę, że tak. Oglądam mnóstwo tych meczów i biorąc pod uwagę komentarz, który słyszę z takich spotkań, to pewnie nie byłbym gorszy. Poznałem koszykówkę bardzo mocno dzięki mojej żonie. Bardzo często na ten temat dyskutujemy i jak ona sama twierdzi, zadaję zbyt wiele dociekliwych pytań i ona wtedy musi tracić czas żeby mi to wszystko wytłumaczyć. Dzięki temu wiem, że nie jest to sport taki prosty jak się niektórym wydaje. Tak samo, jak żużel nie polega tylko na tym, żeby jechać jak najszybciej, tak samo koszykówka to nie jest tylko rzucanie piłką do kosza. Bardzo się cieszę z tego, że mogę poznawać wszystkie szczegóły dotyczące tego fajnego sportu.

    Powiedziałeś: “Musiałem stanąć na nogi, żeby nikt na meczach nie zasłaniał mi żony”…

    No tak. Teraz jest zdecydowanie lepiej. O wiele więcej widzę, na zdjęciach grupowych już mogę stać z tyłu, a nie muszę być z przodu. A ostatnio to już w ogóle moja żona ze mną poległa, ponieważ cały czas żartowała, że jestem niższy, to zaproponowałem, żebyśmy się ustawili przy ścianie i zobaczyli kto ile ma wzrostu. No i okazało się, że jestem 1 centymetr wyższy i tym samym zakończyły się rozmowy na ten temat w domu (śmiech).

    Jak się podrywa takie ładne kobiety jak Twoja żona?

    Trzeba mieć tyle czaru w sobie co ja (śmiech). Nie wiem czy jest ktoś taki przystojny i inteligentny jak ja na świecie, chyba nie bardzo (śmiech). A tak serio. To nie startowałem z łatwego poziomu, bo sam żartuję, że zaczynałem z poziomu minus 10. Siedząc na wózku nie byłem najatrakcyjniejszym obiektem westchnień dla kobiet, przynajmniej wizualnie. Tym bardziej musiałem nadrabiać innymi walorami. Przynajmniej cały czas piąłem się ku górze, gorzej jest wtedy, kiedy facet jest przystojny i wzbudza zainteresowanie dziewczyn, ale po kilku zdaniach jego cały czas pryska jak bańka mydlana.

    Twoim zdaniem polskie koszykarki są ładniejsze niż na przykład siatkarki?

    Moim zdaniem są podobnie ładne, tylko oglądając różne dyscypliny ma się różne odczucia. Siatkarki są zupełnie inaczej przygotowane fizycznie do meczu niż koszykarki. Tam nie ma tego bezpośredniego kontaktu fizycznego. No i są zupełnie inne stroje w tych dyscyplinach. Siatkarki grają w krótkich majteczkach, a koszykarki w męskich pantalonach, więc tego seksapilu tak nie widać podczas spotkań koszykówki, jak to jest w przypadku siatkówki. Poza tym amerykańskie koszykarski wnoszą mnóstwo testosteronu do tej dyscypliny i to powoduje, że jest dużo podobieństw do męskiego basketu. Jest to sport bardzo kontaktowy i siłowy i można go porównać do piłki ręcznej, gdzie tej walki też jest sporo. Dlatego też uważam, że koszykarki czy piłkarki ręcznie nie koncentrują się tak bardzo na wyglądzie ze względu na to, że są to sporty kontaktowe.

    krzysiek-cegielski-laczy-nas-pasja

    Niektórzy lekarze mówili, że nie wstaniesz z wózka, a Ty nie dość, że to zrobiłeś, jeździłeś już na motorze żużlowym, to nawet zatańczyłeś na własnym weselu. Co o nich sobie teraz myślisz?

    Było ich niewielu, ale jednak zdarzały się takie głosy. Ja osobiście się tym nie przejmowałem, ale inni ludzie to różnie traktują. Ci lekarze to w końcu autorytety, więc sporo pacjentów po prostu się poddaje. Są to jednak jednostkowe przypadki i oby było ich jak najmniej, Nie ma takiej kontuzji, urazu, z którym nie dałoby się nic zrobić. W ogóle uważam, że wózek inwalidzki to nie jest ograniczenie. Można robić wszystko. Pokazuje to wiele osób, nie ma przeszkód żeby pływać, wspinać się po górach, jeździć rowerem, być po prostu niezależnym. Jeśli komuś głowa pracuje i nie jest uszkodzona, a dodatkowo mając zdrowe ręce, to można utrzymywać się w dobrej kondycji bez znaczenia czy jeździmy na wózku czy nie. Trzeba po prostu żyć tak, jak się chce i absolutnie się nie poddawać.

    Jakie trzeba mieć cechy charakteru żeby zostać dobrym żużlowcem?

    Trudno powiedzieć. Bo gdybyśmy mieli przeanalizować wszystkich żużlowców na tym najwyższym poziomie to zobaczylibyśmy, że potrafią być bardzo różni. Jedni są spokojni, opanowani, skupieni tylko na sporcie, a inni są mega niepoważnymi ludźmi, prowadzą imprezowy styl życia, nie są przygotowani fizycznie, a też odnoszą sukcesy. Pewnie lepszym przykładem do naśladowania dla młodzieży jest ta pierwsza grupa, ale rzeczywiście jakieś wspólne cechy tych dwóch grup muszą się zazębiać w momencie wyjeżdżania zawodników na tor.

    Alkohol, bójki, nawet samobójstwa – skąd takie historie biorą się u zawodowych sportowców, jakimi są żużlowcy?

    Do żużla nie garną się ministranci, naukowcy czy tęgie umysły. Są to często osoby wychowane przez podwórko, z trudnymi życiowymi historiami, ale właśnie żużel jest dla nich dobrą alternatywą. Często też kluby i stadiony są na osiedlach, gdzie o inne zajęcia jest trudno. To nie jest sport akademicki, niewielu jest studentów w tej dyscyplinie. Także zaplecze naukowe nie jest zbyt duże. Jest to sport dla specyficznych osób. Wcale nie uważam, że gorszych od innych. To są najczęściej super goście z otwartym sercem, ale z przeróżnymi charakterami. A skąd się biorą te wszystkie historie, o które pytasz? Może ze stresu, z coraz większej presji otoczenia. To jest bardzo trudny sport. Jednak wyjechać na tor, założyć kask i pędzić ponad 100 km na godzinę na motocyklach bez hamulców, to wymaga ogromnej odwagi i kosztuje sporo stresu. Każdy wyjazd na trening to przeżycie. To wszystko jest bardzo wyczerpujące mentalnie i niestety niektórzy tego nie wytrzymywali.

    Stawiasz sobie cały czas jakieś konkretne cele w życiu?

    Nie. Staram się cieszyć każdym dniem, myślę optymistycznie, raduję się wszystkim tym co mnie spotyka. Na szczęście zawodowo jak prywatnie jestem bardzo zadowolony. Mam w sobie dużo siły i energii na każdy dzień i realizuję się zarówno w sporcie jak i w życiu. Tak zamierzam do tego wszystkiego podchodzić. Nie musze mieć jakiejś niesamowitej pozycji w żużlu, ani nie stawiam sobie konkretnych celów w życiu prywatnym. Dzięki takiej postawie mogę na swojej drodze sportowej spotykać wspaniałych ludzi i dobrze funkcjonować w sporcie. A w pozostałych aspektach życiowych niczego mi nie brakuje.

    Rozmawiał Krzysztof Kwaśny

    Komentarze