Tomasz Hajto: Zaczarowane Anfield Road

Przed wczorajszym meczem typowałem pewne zwycięstwo Borussii Dortmund, która zostanie wicemistrzem Niemiec, jako pierwsza drużyna w historii, która zdobyła tak dużą ilość punktów. Co prawda przewaga Bayernu Monachium nad Dortmundem jest duża, ale ich przewaga nad resztą stawki, która chce grać w Lidze Mistrzów jest jeszcze większa.

Po nieudanym pierwszym meczu z Liverpoolem w Dortmundzie, bo tak określił tamto spotkanie na pomeczowej konferencji Thomas Tuchel, przyszedł rewanż na zaczarowanym Anfield Road. Typowałem 3-1 dla gości i przez moment taki wynik się utrzymywał. Okazało się jednak, że atmosfera na stadionie, kibice i odśpiewane “You’ll never walk alone” spowodowały, że The Reds wrócili z piekła. Zresztą Jurgen Klopp w przedmeczowych wypowiedziach mówił, że kibice są częścią meczu i jego drużyna chce stworzyć jak najlepsze widowisko, aby dorównać ludziom na trybunach. Można powiedzieć, że okazały się to złote słowa, bo akurat w tym dniu tak było. Po niesamowitych emocjach i spotkaniu, które poziomem dorównało albo i przewyższało ćwierćfinały Ligi Mistrzów, Liverpool zwyciężył 4-3. Fenomenalny mecz! Fenomenalny doping! Tak naprawdę, to chciałbym zobaczyć taki właśnie finał Ligi Europy, a i finał Ligi Mistrzów nie miałby się czego wstydzić. Obie drużyny powinny grać w Champions League, a jej młodsza siostra, to tylko takie małe pocieszenie po nie do końca udanym sezonie ligowym.

A w samej Lidze Mistrzów? Moim zdaniem Barcelona jest w dużym dołku. W La Liga miała dziesięć punktów przewagi nad rywalami. Wydawało się, że po zwycięstwie u siebie z Atletico Madryt rewanż będzie już tylko kwestią formalną, ale okazało się, że Diego Simeone ma patent na Barcę. Ten niesamowity trener z przeciętnej drużyny stworzył ekipę, która trzeci sezon z rzędu walczy o mistrzostwo Hiszpanii, a raz nawet je wygrała. Niesamowite jest to, że w środę zabrał Barcelonie Ligę Mistrzów, a niedługo może ją też pozbawić tytułu na krajowym podwórku. Wydaje mi się, że to byłaby naprawdę wielka rzecz, a Simeone wyprawia cuda – dotyka przeciętnych piłkarzy i robi z nich sportowców klasy światowej. Atletico znalazło już patent na Real Madryt, a teraz na Blaugranę. Może nie grają tak pięknie, ale wygrywają zasłużenie. Rojiblancos powinni już być postrzegani na świecie jako trzeci gigant ligi hiszpańskiej. Mimo, iż nie wydaje tak ogromnych pieniędzy na piłkarzy jak jego najwięksi rywale, a raczej popiera swoją wielkość solidną pracą, pomysłem na zespół oraz fenomenalnym trenerem, który pracuje tam już bardzo długo i stworzył genialny zespół.

Jednak dla mnie największym rozczarowaniem jest nie Barcelona, a Paris Saint-Germain, które najwcześniej w Europie zdobyło mistrzostwo swojego kraju i wydawało się, że teraz może spokojnie skupić się na Lidze Mistrzów i tym samym pewnym krokiem dotrzeć tam bardzo wysoko. Tymczasem zatrzymało się na pogrążonym w kryzysie Manchesterze City, które wygrało dzięki świetnej akcji i bardzo dobrej grze młodego Kevina De Bruyne, za którego zapłacono ponad 70 milionów euro. Na szczęście dla nich, okazało się, żę to dobra inwestycja, która już się zwraca, a sam Belg udowodnił, że potrafi udźwignąć presję wielkich spotkań.

Tomasz Hajto

Komentarze