Tomasz Hajto: Pracując cztery lata w Barcelonie każdy by coś wygrał

We wtorek szykowałem się na rewanż półfinału Ligi Mistrzów od samego rana. Wszystko było podporządkowane godzinie 20:45 i starciu Bayernu Monachium z Atletico Madryt. Miał to być wielki mecz, wielkie widowisko i takie właśnie było. W tym spotkaniu widzieliśmy wszystko – piękne akcje, gole, przestrzelone karne, błędy piłkarzy, błędy sędziego, ale też wysokie tempo, determinację

We wtorek szykowałem się na rewanż półfinału Ligi Mistrzów od samego rana. Wszystko było podporządkowane godzinie 20:45 i starciu Bayernu Monachium z Atletico Madryt. Miał to być wielki mecz, wielkie widowisko i takie właśnie było. W tym spotkaniu widzieliśmy wszystko – piękne akcje, gole, przestrzelone karne, błędy piłkarzy, błędy sędziego, ale też wysokie tempo, determinację i piłkarską dominację Bayernu nad Hiszpanami.

1-0. Jak ja to często mówię – detale decydują na tak wysokim poziomie o wygraniu spotkania czy przejściu do następnej rundy. Jest 1-0, potem przestrzelony karny przez Thomasa Mullera. Jedna akcja ofensywna Atletico i już 1-1. Z pomocą sędziego. Potem bramka Lewandowskiego na 2-1, ale na nic ona się zdała. Mimo miażdżącej przewagi gospodarzy, ich determinacji i dominacji w kolejnej rundzie gra drużyna z Madrytu. Naprawdę aż żal, że Bayern nie przeszedł dalej, bo ten finał im się należał. Z drugiej strony popatrzmy obiektywnie – zagra w nim drużyna, która wyeliminowała Barcelonę i Bayern, a więc zasługuje na pełen szacunek.

Zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz w tym meczu – zachowanie Diego Simeone, którego bardzo szanuję. Wyciągnął z zawodników europejskich maksa i sprawił, że są zawodnikami światowymi. Stworzył świetny zespół, który potrafi się rewelacyjnie bronić. Ale jego zachowanie w końcówce meczu, kiedy nie podał piłki, kiedy uderzył z całej siły swojego kierownika drużyny, że ten nie może zrobić zmiany… Stracił w tym momencie w moich oczach wiele, choć często mówiłem, że go bardzo cenię, chociaż wiele osób wyżej stawia Pepa Guardiolę. Tu powiem krótko – życzę każdemu, aby pracę zaczynał trenując rezerwy Barcelony, następnie pierwszy jej zespół. Bo z takim zespołem przez cztery lata – powiem szczerze – każdy by coś wygrał. Czy byłoby się dobrym, czy złym trenerem. Warunki pracy na Camp Nou, piłkarze, którzy tam grają i ich umiejętności, tradycja, trybuny – to wszystko powoduje, że stajesz się lepszym trenerem. I masz szybszą i łatwiejszą drogę do tego, aby zostać  trenerem klasy światowej.

Wracając do wtorkowego spotkania – szacunek dla Bayernu, bo pokazał, że jest drużyną, która potrafi pięknie przegrać. Na pewno do dziś panuje tam złość i rozżalenie, bo wiedzą, że byli drużyną zdecydowanie lepszą, ale zachowanie pomeczowe piłkarzy pokazało również, że potrafią oni odpaść z klasą.