Tenis: Tenisista z Orzełkiem na piersi jest słaby!

Niezależnie od tego, jak zakończy się przygoda naszych szczypiornistów, siatkarzy i innych sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Rio, to największym zawodem będzie postawa polskich tenisistów.

Jednostek wybitnych w tej dyscyplinie nam brakuje, a ci, którzy są naprawdę dobrzy, pokazują, że gra z Orzełkiem na piersi, na takiej imprezie jak olimpiada, jakoś szczególnie mobilizująca dla nich nie jest.

O ile w turniejach z cyklu ATP i WTA zdarza się naszym reprezentantom odnosić sukcesy (głównie Agnieszce Radwańskiej), to kiedy przychodzi walczyć o medale dla kraju, wypadają blado. No ale przecież za udział w turnieju olimpijskim wiele nie zarobią, a na punkty rankingowe też nie mogą liczyć.

Skoro tak to wygląda, to przecież wystarczy jechać na kilka dni wakacji, pozwiedzać Rio, szybko odpaść, a na życie zarobić gdzie indziej. Broń Boże nie odmawiamy wszystkim sportowcom ambicji. Zwyczajnie brak im motywacji. Ne pewno każdy by chciał, ale chyba nie jest to cel jego życia.

linette-laczy-nas-pasja

Wiemy jak wyglądała sytuacja, kiedy słabo grała nasza reprezentacja w piłce nożnej. Kiedy partaczyli mecz za meczem w niejednych eliminacjach i turniejach, to cała opinia publiczna krzyczała, że ci przepłacani piłkarzyki – pajacyki powinni się wstydzić zakładać reprezentacyjna koszulkę i nazywać się kadrą Polski.

Wszyscy powtarzali, że piłkarze mają w dupach reprezentację, bo prawdziwe pieniądze zarabiają w klubach i nie mogą sobie pozwolić na grę na sto procent, bo w razie kontuzji ucierpi na tym ich kariera i stan konta. Dlaczego dziś nie zwraca się aż takiej uwagi na postawę Agnieszki Radwańskiej? Sytuacja jest przecież analogiczna.

Chociaż nie jest ona przecież naszą jedyną reprezentantką, to na niej koncentrujemy naszą uwagę. Jest to całkowicie logiczne, przecież od kilku lat jest naszą najlepszą rakietą, czołową tenisistką świata, na korcie zarabia miliony. Problemy pojawiają się dopiero wtedy kiedy zakłada strój z Orzełkiem na piersi i musi walczyć o medal na igrzyskach.

Krakowianka miała już trzy okazje, czyli całkiem sporo. Pekin, Londyn, teraz Rio. Osiągnięcia, jakimi może się pochwalić, byłyby możliwe nawet dla nieogranej nowicjuszki, nie mówiąc już o tak uznanym nazwisku jak Radwańska.

Jedyne spotkanie jakie wygrała odbyło się podczas jej pierwszego startu, w Pekinie, gdzie paradoksalnie jechała z najmniejszym doświadczeniem i chyba z największymi ambicjami. Miała wtedy dziewiętnaście lat i dopiero pukała do drzwi wielkiego tenisa. Udało jej się przebrnąć pierwszą rundę, w drugiej niestety musiała uznać wyższość Włoszki Schiavone.

Nikt wtedy nie miał do niej pretensji. Młoda, zdolna, perspektywiczna, jej czas jeszcze nadejdzie. Liczyliśmy na dobry występ w Londynie, gdzie jechała będąc drugą rakietą świata, finalistką Wimbledonu i chorążym reprezentacji. Za duża presja?  Chyba tak, bo katastrofalna pierwsza runda i koniec turnieju po meczu z Niemką Goerges.

radwanska-porazka-rio-laczy-nas-pasja

Od kilku miesięcy słuchaliśmy wypowiedzi, jakoby Rio było priorytetem Radwańskiej na ten sezon. Saisai Zheng, Chinka sklasyfikowana na 64. miejscu w rankingu WTA. Tym razem to ona wyrzuciła naszą gwiazdę z turnieju również w pierwszej rundzie. Dwa słabe sety i po wszystkim. Szkoda nawet komentować.

Mówi się, że Isia chce pograć zawodowo do trzydziestki. Jeśli tak, to były to jej ostatnie Igrzyska. I sami nie wiemy czy mamy z tego powodu się smucić, czy może jednak cieszyć.

Komentarze