Tenis: Radwańska przegrała z rywalką i dachem…

    Wiele już pisaliśmy na łamach naszego portalu o Agnieszce Radwańskiej. Zdarzały się teksty, które doceniały jej kunszt i klasę sportową, jaką niewątpliwie posiada. Bywało i tak, że nie zostawialiśmy na krakowiance suchej nitki. Robiliśmy tak wówczas, kiedy nie do końca mogliśmy zgodzić się z jej podejściem do reprezentowania krajowych barw.

    Polka w ostatnim czasie szła przez korty jak burza. Praktycznie wygrywała każde spotkanie. Aż do wczoraj. Jej klątwa związana z niemożnością przebrnięcia przez IV rundę prestiżowego US Open nadal trwa.

    Tym razem jej pogromczynią była rewelacja tego turnieju, 18 – letnia Ana Konjuh. Aga uległa po dobrym, zaciętym meczu w dwóch setach 4:6, 4:6. Jej rywalka zajmuje 92. miejsce w rankingu i jeszcze kilka dni temu na stronie turnieju US Open nie było jej zdjęcia, tylko puste miejsce na fotografię.

    Pomimo tego, że przeciwniczka jest dużo niżej notowana od naszej tenisistki, to tym razem nie można zarzucić Radwańskiej, że przeszła obok spotkania. Walczyła. Naprawdę dawała z siebie wszystko. Po prostu rywalka była lepsza. Wielu podkreśla, że zagrała najlepszy mecz w swoim życiu.

    Publiczność, która oglądała tą rywalizację na żywo była zachwycona. Kibice mogli zobaczyć pokaz tenisa w wersji kobiecej na najwyższym światowym poziomie.

     

    Musimy się jednak przyczepić do konferencji prasowej. Polka przyszła znowu obrażona na cały świat. Oto fragment jej wypowiedzi: „Próbowałam coś zmienić, zwolnić, ruszyć ją z miejsca, no ale grałyśmy na hali (dach był zamknięty), czyli warunki były “szybkie”. Kiedy piłka wraca z tak wielką prędkością, nie ma czasu, żeby coś z nią zrobić.”

    Warto także przytoczyć fragment rozmowy Bartosza Gębicza dla „Przeglądu Sportowego”:

    Czy zamknięty dach wpłynął na przebieg meczu? Wolałaby pani grać na otwartym korcie?

    Agnieszka Radwańska: Nie jestem pewna, dlaczego zamknięto dach…

    Czy coś pani w tej sprawie powiedziano?

    Agnieszka Radwańska: Podobno było ryzyko związane z deszczem. Tyle że ono istnieje zawsze!

    Czyli wolałaby pani grać przy otwartym dachu?

    Agnieszka Radwańska: Nie wiem, co by się wtedy zdarzyło. Czasami nie rozumiem po prostu, dlaczego zamyka się dach.

    Szanujemy naszą najlepszą zawodniczkę za to, co udało jej się osiągnąć. Czasami tylko nie rozumiemy, czemu zawsze na coś trzeba zwalić przyczynę porażki.

    A to na zły lot samolotem, na pogodę, teraz na zamknięty dach. Nie można po prostu uszanować rywalki i powiedzieć coś w stylu: „Dawałam z siebie wszystko, ale przeciwniczka była lepsza”. No cóż. Kobiety…

     

    Komentarze