Tenis: Czy i kiedy doczekamy się „Jedynki”?

Kiedy w innych dyscyplinach brak spektakularnych sukcesów ten awans naprawdę cieszy. Naszym skoczkom kompletnie nie wyszedł sezon, szczypiornistom nie wyszły mistrzostwa, siatkarze wciąż walczą o Igrzyska, w piłce nożnej dopiero pompujemy balonik przed Euro, a w innych dyscyplinach, o których można by powiedzieć, że cieszą się przynajmniej sporą na świecie popularnością, zwyczajnie nie mamy swoich przedstawicieli . Dlatego powinniśmy być dumni z tego, że Agnieszka Radwańska wczoraj oficjalnie wskoczyła na drugą pozycję rankingu WTA. Można by teoretyzować, że właściwie nie stało się nic aż tak spektakularnego, przecież była trzecia. Dalej ten sam poziom – klasa światowa, dalej towarzystwo z najwyższej półki, a roszady między czołówką to rzecz naturalna.

No właśnie! I to jest kluczowe stwierdzenie, roszady w czołówce! „Isia” od lat jest jedną z najlepszych tenisistek świata, sam fakt, że wróciła na drugą pozycję po prawie czterech latach, jest imponujący. Agnieszka ma 27 lat, a już od bardzo dawna toczy boje jak równa z równą z Paniami ze ścisłego światowego topu. Teraz znów jest sklasyfikowana jako druga rakieta świata, ogląda plecy tylko Sereny Williams. To, że awansuje, było wiadome już w weekend. Dotarła do półfinału turnieju Indian Wells, w którym przegrała ze wspomnianą już Amerykanką. Jak wszyscy wiemy Radwańska, bardzo delikatnie mówiąc, jeszcze nie znalazła patentu na Serenę i niestety dostaje lanie w praktycznie każdym ich pojedynku. Nie zmienia to faktu, że półfinał to wielkie osiągniecie, zarówno sportowe jak i finansowe. Krakowianka za udział w nim zainkasowała ćwierć miliona dolarów. Brawo!

Klasa starszej z sióstr nie podlega dyskusji, szkoda jednak, że jej sukcesy nie przekładają się na wyniki innych naszych tenisistek, kolokwialnie mówiąc „nie ciągnie ich w górę”. W rankingu WTA kolejną Polką jest Magda Linette, pozycja 110., Urszula Radwańska zajmuje miejsce 118., a Paula Kania 156. Sytuacja ta do złudzenia przypomina czasy świetności Adama Małysza, był on, nasz ”Orzeł z Wisły”, długo długo nic, a potem na szarym końcu majaczyły gdzieś cienie Matei i Skupnia. Plusem „małyszomanii” było to, że wychowało się na niej kolejne pokolenie skoczków, ze Stochem na czele. Mam nadzieję, że sukcesy Radwańskiej również dadzą taki impuls do szkolenia polskich tenisistów. Choć boję się, że reprezentuje ona jeszcze zbyt mało popularny w naszym kraju sport i przede wszystkim brakuje jeszcze jakiegoś spektakularnego sukcesu!

A co za taki sukces mogłoby zostać w naszym kraju uznane? Najwidoczniej osiemnaście zwycięstw w turniejach WTA to za mało, finał Wimbledonu również. Czy „Isię” stać na zwycięstwo w wielkoszlemowym turnieju, np. wspomnianym Wimbledonie? Na pewno tak, przecież była już w finale! Byle tylko nie trafiła na przeklętą Williams! Czy ma szansę zostać „jedynką” światowego rankingu? Skoro jest druga, to dlaczego nie?! Jeden warunek – emerytura Sereny! Pomimo wielkiego uznania dla Agnieszki Radwańskiej powiedzmy sobie jasno, dopóki Amerykanka gra i jest w formie to ciężko będzie którejkolwiek z tenisistek strącić ja z tronu. Ale „Królowa” kończy w tym roku 35 lat, jest o osiem lat starsza od naszej najlepszej tenisistki i jeśli na drodze „Isi” nie stanie żadna kontuzja, to ma szansę pograć jeszcze kilka lat ze świadomością, że jej największy koszmar z kortu teraz co najwyżej komentuje jej pojedynek. 

Foto: polskieradio.pl

Komentarze