Skoki narciarskie: Stoch nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Zastanawiamy się od dłuższego czasu, jakimi przesłankami kierują się polscy dziennikarze, którzy w Maćku Kocie upatrują lidera polskiej reprezentacji w skokach narciarskich. Zwycięstwo w letnim Grand Prix? Talent, który w końcu musi przynieść sukcesy? A może niezłomny charakter i ambicja, które sięgają największych triumfów?

Od jakiegoś czasu oczy polskiego kibica skoków narciarskich skierowane są tylko w stronę Macieja Kota. Kowalski z Nowakiem kompletnie zapomnieli, że nasza reprezentacja ma swoich szeregach chłopaka, który jeszcze niedawno był na szczycie. Ma w swoich szeregach Kamila Stocha, który w dalszym ciągu ma ogromne ambicje.

Widocznie Matka Natura obdarzyła nas trochę lepszą pamięcią niż kibiców i nawet bez głębszej weryfikacji sportowego potencjału każdego z naszych skoczków mamy z tyłu głowy zakodowane, że w naszej kadrze znajduje się dwukrotny mistrz olimpijski. Chłopak, który ma za sobą już duże sukcesy, wygraną generalkę w Pucharze Świata i mentalność zwycięzcy – to coś, czego w CV wpisać sobie nie można.

Tym czasem odnosimy wrażenie, że wielu kibiców i dziennikarzy jedyne nadzieje w tym sezonie upatruje w Kocie. Stoch jest jakby zapomniany. Bo ma za sobą dwa słabsze sezony i rzekomo pozbawiony jest już sportowych ambicji. Brakuje mu wyzwań. Maciek natomiast ma być nowym liderem kadry, gdyż wygrał cykl letnich zawodów. Trochę nam się to wszystko nie spina.

kot-laczy-nas-pasja

Jak skoki, to Małysz. Byliśmy ciekawi opinii naszego mistrza na temat dopiero co rozpoczętego sezonu, okresu przygotowawczego, nowego trenera, liderów kadry i presji na Maćku Kocie. Z wszystkich zebranych informacji i wypowiedzianych słów, szczególnie w pamięci zapadł nam ten fragment:

“A ja do tej presji dokładać się nie zamierzam. Proszę raz jeszcze, dajmy sobie wszyscy na wstrzymanie. Dajmy im zacząć skakać. Wiadomo, że zima to nie lato, to będzie zupełnie inne skakanie. Dajmy się Maćkowi wskoczyć w tę zimę.”

Czyli mistrz skwitował wszystko w swoim stylu – na spokojnie, bez emocji. Jest świadomy tego, że presja niczemu nie służy, a pompowanie balonika po sukcesach osiagniętych w letnim Grand Prix nie ma sensu. Chyba, że Małysz się nie zna, a to kibice i dziennikarze mają rację.

Jesteśmy po pierwszym weekendzie w Pucharze Świata. Kot w piątek zajął piąte, a w sobotę ósme miejsce. Z dobrej strony nie pokazał się Stoch, który dwukrotnie uplasował się w trzeciej dziesiątce. To jednak dopiero początki, po których w dalszym ciągu niewiele wiemy. Po których pochopnych wniosków nie chcielibyśmy wyciągać.

Żeby było jasne – my tak naprawdę kibicujemy każdemu z naszych reprezentantów. Czy w końcowym rozrachunku najlepszym naszym skoczkiem będzie Żyła, Murańka, Stoch czy Kot, to nie ma aż takiej różnicy. Każdy ma swoje indywidualne sympatie – wiadomo. Dostrzegamy po prostu zbyt duże zapotrzebowanie na zwycięstwa u chłopaka, który ich jeszcze nie ma. Któremu ta presja może zaszkodzić. Zapominamy trochę o mistrzu, który smak sukcesu zna jak być może nikt w naszych skokach. Być może nawet bardziej niż sam Adam Małysz.

Poczekajmy, wstrzymajmy się. Gorąca głowa i pochopne osądy w listopadzie niczego dobrego nie wróżą.

Komentarze