Skoki narciarskie: Sezon urlopowy? Bynajmniej nie dla Horngachera!

Wiosna w pełni, ludzie po raz pierwszy po zimowej przerwie zaczęli uporządkowywać swoje ogrody. Wszystko powoli budzi się do życia. Od czasu do czasu zdarzają się już słoneczne dni,  wtedy niektórzy nawet tacy jacyś… uśmiechnięci. Brak witaminy D dał nam się we znaki. Na szczęście teraz wszystko powinno już wrócić na właściwe tory. W tej optymistycznej atmosferze w Zakopanem odbyło się pierwsze spotkanie polskich skoczków z nowym trenerem kadry, Stefanem Horngacherem. Wszyscy póki co wypowiadają się o nowym szkoleniowcu w samych superlatywach.

Austriak jedna nie przyjechał w polskie Tatry podziwiać ładnych krajobrazów i dobrze się bawić. Z jego wypowiedzi wynika, że w pracy nie będzie żadnej taryfy ulgowej: Dla mnie ważne są dalekie skoki! Poza tym szacunek w zespole i koncentracja na najważniejszych sprawach. Jestem zawodowcem i chcę, żeby tak samo było ze skoczkami. Mają być profesjonalistami nie tylko na treningach. Pracować trzeba bez przerwy, a teraz jest najlepszy czas. Nikt nie skacze, można budować formę fizyczną i bolące nogi nie są wymówką. To także dobry moment na rozmowy, bo wszyscy mają czas. Szkoleniowiec podpisał z PZN dwuletnią umowę o pracę. Jak donoszą osoby z jego środowiska będzie on chciał się znacząco wybić w naszym kraju podczas najważniejszych imprez takich jak Igrzyska czy Mistrzostwa Świata, a potem objąć reprezentację Niemiec. A to dlatego, że to właśnie w tym kraju zostawił na rzecz nowego stanowiska w Polsce żonę i dwójkę dzieci. Nic więc dziwnego, że od razu narzucił wysokie tempo pracy.

Pomimo tego, że u Horngachera nie ma przelewek, to jest on bardzo lubianym szkoleniowcem. Wiąże się pewnie to z tym, że miał już okazję współpracować z częścią naszych zawodników w sezonie 2005/06. Wtedy to pod jego wodzą zdobyliśmy srebrny medal na mistrzostwach świata juniorów, a w składzie byli tacy zawodnicy jak Stoch czy Żyła. Jeśli kogoś dalej to nie przekonuje, to dodajmy, że w tym czasie zaczął współpracować z Robertem Mateją, który w tamtym okresie skakał katastrofalnie i rozważał zakończenie kariery. Przy pomocy Austriaka zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, jeśli  chodzi o naszych reprezentantów, ustępując tylko miejsca Adamowi Małyszowi.

Co do oceny pracy nowego szkoleniowca będziemy się jednak musieli wstrzymać, co najmniej do pierwszych konkursów letniego Grand Prix. Zdecydowanie jednak bardziej miarodajne będą pierwsze wyniki osiągane przez naszych zawodników na śniegu. W przeszłości już nie raz bywało, że byliśmy „królami lata”, a jak przyszło do najważniejszych startów, to tylko nasi zawodnicy odbijali się od popularnej „buli”. W kolejnym sezonie, jeśli chcemy, aby to wszystko, co zbudował swoimi wynikami Adam Małysz, a potem w tak fantastycznym stylu przejął Kamil Stoch, nie poszło na marne to o żadnych słabych wynikach już nie może być mowy.

Foto: skokipolska.pl

Komentarze