Skoki narciarskie: Polecimy dalej?

    Drodzy Czytelnicy! Odpocznijmy na chwilę od euforii panującej wokół naszej Reprezentacji Piłkarskiej i zerknijmy, co ważnego dzieje się w innych dyscyplinach. A konkretnie w naszym, chyba można zaryzykować to stwierdzenie, drugim w kolejności sporcie narodowym, w skokach narciarskich. Chociaż w tym sezonie nasi skoczkowie nie dali nam zbyt wielu, a właściwie żadnych, powodów do radości, to jesteśmy pewni, że kiedy tylko Stoch i spółka wrócą do formy to znowu zawody, w których do zdobycia jest Kryształowa Kula, będą gromadzić przed telewizorami miliony widzów. Wrócić muszą, gdyż zostały ku temu podjęte odpowiednie kroki. A konkretnie zmiana szkoleniowca naszej kadry.

    Kiedy fatalny w naszym wykonaniu sezon dobiegał końca wszyscy bez wyjątku zgodnie twierdzili, że w drużynie potrzebny jest powiem świeżości, nowe wyzwania i nowa motywacja. Receptą na niepowodzenia miała być zmiana trenera. Łukasz Kruczek już w lutym ogłosił, że trenerem kadry będzie tylko do końca obecnego sezonu. Ten już się zakończył i w środę, po dekoracji ekip konkursu drużynowego Mistrzostw Polski w Wiśle, uroczyście podziękowano Kruczkowi za wieloletnią pracę i sukcesy z Kadrą Narodową PZN. Słowa uznania dla byłego już trenera kadry wyrazili prezes PZN Apoloniusz Tajner  oraz Maciej Kot w imieniu wszystkich zawodników. Pomimo ostatnich niepowodzeń trzeba docenić Kruczka, pracował z kadrą osiem lat i w tym czasie polskie skoki przeżyły wiele pięknych chwil i sukcesów. Wszyscy chyba świętowaliśmy złote medale olimpijskie Kamila Stocha czy brązowe medale dla drużyny na mistrzostwach świata?!

    Dzień później, czyli wczoraj, zakończył się konkurs, który miał wyłonić nowego szkoleniowca naszej Kadry Narodowej. Kandydatów było dwóch – Stefan Horngacher i Vasja Bajc, a Komisja Konkursowa PZN zdecydowała się powierzyć rolę trenera  Austriakowi. Postawiono więc na wariant już sprawdzony, wariant za przyjęciem którego optowali zarówno kibice jak i sami skoczkowie. Nazwisko Horngachera przewija się w świecie skoków narciarskich od wielu lat. W Pucharze Świata debiutował w Innsbrucku, w 1988 roku, pierwsze punkty zdobył zaś dwa lata później, a potem było już tylko lepiej. Nasz nowy trener ma na swoim koncie m.in. dwa brązowe medale olimpijskie oraz złote i brązowe krążki mistrzostw świata, które zdobywał z drużyną narodową Austrii. Dwukrotnie wygrywał zawody Pucharu Świata, w tym raz w Zakopanem, łącznie na podium stawał piętnaście razy, karierę zakończył w 2002 roku. Po jej zakończeniu zajął się trenowaniem, najpierw jako asystent selekcjonera Austrii, a potem przez dwa lata prowadził naszą Kadrę B, z którą odniósł duży sukces zdobywając drużynowo srebrny medal Mistrzostw Świata Juniorów w Rovaniemi w 2005 roku. Trzeba wspomnieć, że w zespole skakali wtedy m.in. Kamil Stoch i Piotr Żyła. Po zakończeniu pracy w Polsce pracował jako trener niemieckiej Kadry B oraz był osobistym trenerem Martina Schmitta. Teraz znów wraca do naszego kraju i ma za zadanie odbudować formę naszych skoczków. Czasu ma dużo, kontrakt z Horngacherem został podpisany na dwa lata.

    Czy jest to dobra decyzja – wszystko zdaje się przemawiać za jej sensownością – Austriak zna realia panujące w Polsce, doskonale zna skoczków, mało tego, cieszy się ich wielką sympatią i szacunkiem. Został też „namaszczony” przez samego Adama Małysza, który zresztą był pomysłodawcą jego zatrudnienia. Nowemu trenerowi życzymy pomyślnych wiatrów i z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie nowego sezonu! 

    Foto: fakt.pl

    Komentarze