Skoki narciarskie: Kto okaże się lepszy na finiszu? Stoch czy Kraft?

    Jako że mamy dobrą pamięć, czasami udaje nam się odszukać moment w przeszłości, który czymś nas zaciekawił. Patrzymy na pięknego gola strzelonego przez Roberta Lewandowskiego i myślimy sobie: już to kiedyś widzieliśmy. Obserwujemy efektowny nokaut w pojedynku wagi ciężkiej i znowu: aha, to już kiedyś się wydarzyło. Rejestrujemy sporo, potem szukamy analogii. Nie ma co ukrywać, że nawet w sporcie wiele rzeczy się powtarza. Kolejne zwycięstwa, śrubowane rekordy, imponujące serie zwycięstw – raz na jakiś czas mamy do czynienia w wydarzeniami, które są do siebie bardzo podobne.

    Pamiętamy sezon pucharu świata w skokach narciarskich 2003/2004. 12 razy w konkursach na podium stawał Janne Ahonen, choć wygrał tylko trzykrotnie. Przez cały sezon bardzo mocny był Roar Ljokelsoy, który aż siedmiokrotnie wygrywał. Równa i bardzo wysoka forma Fina pozwoliła mu liderować w klasyfikacji generalnej PŚ aż do ostatnich zawodów w Oslo. Ljokelsoy jednak przed decydującym starciem był tylko o 78 punktów za Ahonenem.

    I Norweg ostatni konkurs wygrał, Fin był dopiero ósmy. Nie pozwoliło to jednak Ljokelsoy’owi wygrać klasyfikacji generalnej pucharu świata i koniec końców różnica pomiędzy skoczkami na sam koniec wynosiła zaledwie 10 punktów. Nigdy w historii nie była ona aż tak mała. Mimo tego iż Roar w czterech ostatnich zawodach zdobył łącznie aż 360 punktów (dwa zwycięstwa i dwa drugie miejsca), to generalki nie wygrał.

    Przed decydującym weekendem tegorocznej edycji pucharu świata sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Liderujący przez większą część sezonu w pucharze świata Kamil Stoch jest drugi ze stratą zaledwie 31 punktów do Stefana Krafta. To zdobycia pozostało 200 punktów. Skoczek, który na Velikance okaże się lepszy, zgarnie całą pulę.

    Gdybyśmy zostali zapytani pod koniec stycznia o to, kto zdobędzie w tym sezonie Kryształową Kulę, to bez wahania wszystkie pieniądze postawilismy na Stocha. Polak wygrywał konkurs za konkursem, zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni i był klasą samą w sobie. Z biegiem czasu jednak coraz bardziej do głosu zaczął dochodzić Kraft, który z Lahti przywiózł dwa złote medale wywalczone na mistrzostwach świata. Austriak dobrą formę z Finlandii potrafił potwierdzić w kolejnych konkursach i w końcu wyprzedził Stocha w generalce. Polak zaczął błąkać się gdzieś w czołówce, ale kolejnych zwycięstw nie odnosił. To zaważyło o tym, że to notowania Krafta zaczęły być oceniane coraz wyżej.

    I w momencie, w którym tak naprawdę nikt się tego nie spodziewał, Stoch wygrał konkurs na mamuciej skoczni w Vikersund. Kraft, który dzień wcześniej pobił rekord świata w długości skoku, był dopiero piąty, co znowu przywóciło nadzieję Polakowi, że wszystko jest jeszcze możliwe. Przed najbliższym weekendem jedno wiemy na pewno – wszystko może się wydarzyć. Tylko minimalnie bliżej końcowego triumfu jest Kraft. Stoch psychicznie jednak, po wczorajszym zwycięstwie, wydaje się być mocniejszy. To biorąc pod uwagę etap sezonu i aktualną formę obu panów, może mieć decydujące znaczenie.

    A my módlmy się o to, by w Planicy zostały rozegrane oba konkursy. Gdyby z powodu silnego wiatru, który jest nieodłącznym elementem konkursów w Słowenii, chociaż jedne zawody się nie odbyły, to szanse Stocha drastycznie spadają.

    A już tak nawiązując do początku tekstu, to za kilkanaście lat prawdopodobnie będziemy nawiązywać do końcówki sezonu 2016/2017. Ahonen i Ljokelsoy przestaną pełnić role tych, do których przykładu będzie się sukcesywnie wracało.

    Komentarze