Rozpędzony zwierz, czyli Premier League w akcji

Liga angielska to wiecznie wkurzony, toczący pianę zwierz. Nie ma mowy o półśrodkach, nawet jeśli w pucharach europejskich nie idzie, nawet jeśli wszyscy mówią, że to już nie to. Buńczuczni, naładowani testosteronem zawodnicy wybuchają na boiskach Premier League jak szrapnele, na wszelkie możliwe sposoby czyniąc krzywdę swoim przeciwnikom. To nic, że ja jestem trzynasty w tabeli, a ty drugi. Będziemy gryźć, bić, dusić i prać po mordach, a się nie damy. Gdzie tego szukać, jeśli nie na Wyspach. W delikatnej Hiszpanii, teatralnych Włoszech czy konsekwentnych Niemczech?

To uzależnia. Wszystkich bez wyjątku. Dają się wciągnąć w nałóg piłkarze, trenerzy, kibice. Nawet postronni obserwatorzy nie przejdą obojętnie obok meczu Premier League.

Nie wiem czy kwestią tego rodzaju była deklaracja Claudio Ranieriego o pozostaniu do końca swojej kariery trenerskiej w Leicester. Podobno przymierzany był do reprezentacji Włoch, której stanowczo odmówił, dodając, że nie ma takiego klubu który skusiłby go swoją propozycją. Szczerze… brawo! Jeśli te wiadomości się potwierdzą, chylę czoła przed mądrą decyzją trenera Ranieriego. Czy takie słowa pomogą Leicester w zbliżającym się meczu z Cristal Palace? Pewnie tak. Stabilność to podstawa a Eldorado w postaci tytułu coraz bliżej.

Kiedy zobaczyłem, że pojawiły się pierwsze od chwili zakontraktowania informacje o Pato uśmiechnąłem się i podkręciłem wąsa (no dobrze poczochrałem brodę, bo wąsa nie mam). Następne złote brazylijskie dziecko spadło na ziemię jak zestrzelony myśliwiec. Oj, papiery na granie to on miał… ale ich nie wypełnił. Nie wiem, co sobie wyobrażali włodarze Chelsea wypożyczając Pato z Corinthians. Mogę podejrzewać co myślał Brazylijczyk. Pewnie coś tam o frajerach było… 30 tysięcy funtów tygodniowo… raj.

Miotła Hiddinka działa, ale to nie wystarczy żeby uratować sezon. W sobotę Chelsea zagra z będącym na fali West Hamem. Ci to dopiero mają ochotę namieszać w czołówce. Trzeba im przyznać, że prą do celu jak lodołamacz, nie przejmując się chwilowymi zastojami.

Wszystko to, co wydarzy się w najbliższej kolejce ligi angielskiej może przyćmić mecz na który czekam z utęsknieniem, gdyż mam niezwykłą pewność najwyższych uniesień piłkarskich. Derby Manchesteru. Już czuję nerwowe mrowienie w lędźwiach. Ryan Giggs powiedział, że jeśli wygrają z City to zajęcie miejsca w czołowej czwórce ligi będzie bardzo realne. Czy jednak są w stanie tego dokonać? Po remisie z Liverpoolem, który doprowadził do klęski w Lidze Europy, racjonalnie trzeba przyjąć że nie. Jednak pamiętajmy, w derbach Manchesteru nie takie cuda się zdarzały…

Jak zwykle, w innych meczach zbliżającej się kolejki emocji nie powinno zabraknąć. Czy rozbita na miazgę w tym sezonie Aston Villa podniesie się z kolan? Czy Tottenhamowi starczy energii na pościg za szalonym  Leicester? Czy Newcastle wydobędzie się z dołu rozpaczy? Ja pozwolę się wciągnąć szalonemu wirowi angielskiej ligi. Przynajmniej w najbliższy weekend. Niech zwierz szarżuje!

Komentarze