Rio: Ruscy źli, ale nasi nie lepsi

Tyle mówiło się i pisało problemie dopingu wśród rosyjskich sportowców. Afera, która wyszła na jaw po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi zbulwersowała cały sportowy świat. Skala problemu była tak duża, że Rosjanie mogli pożegnać się z olimpiadą w Rio, a w całą sprawę zamieszane było nawet tamtejsze ministerstwo sportu.

Fałszowanie próbek było procederem hurtowym i nie miało na celu ukrycia oszustwa jednego sportowca, ale właściwie zatuszowanie tego, co dzieje się w całym kraju. Przerażał nawet nie sam fakt stosowania niedozwolonych środków, ale skala działań i liczba osób zaangażowanych.

Ponarzekaliśmy na Rosjan, napiętnowaliśmy ich poczynania, a sami nie jesteśmy lepsi. Oczywiście to nie jest problem tej samej wielkości, w naszym przypadku chodzi o incydentalne przypadki, ale smród pozostaje ten sam.

Najpierw badania próbek naszego sztangisty Tomasz Zielińskiego wykazały obecność niedozwolonej substancji, nandrolonu, potem wpadł rezerwowy Krzysztof Szramiak, a teraz rzucono podejrzenia na brata Tomasza, Adriana Zielińskiego , mistrza olimpijskiego z Londynu. Pierwszy z braci już opuścił wioskę olimpijską i wrócił do kraju, sprawa drugiego z nich wyjaśnić się ma jutro.

Afera rozpętała się po informacjach podanych przez „Gazetę Pomorską”, która powoływała się na wiceprezesa CWSZ Zawisza Bydgoszcz, Dariusza Bednarka. Potem on sam ze wszystkiego się jednak wycofał a przedstawiciele Polskiego Komitetu Olimpijskiego podobno o niczym nie wiedzą.

tomasz-zielinski-laczy-nas-pasja

Obaj bracia twierdzą, że nigdy nie przyjmowali żadnych niedozwolonych środków, a całe to zamieszanie to spisek skierowany przeciwko polskim sztangistom. Jak jest naprawdę, pewnie okaże się dopiero po szczegółowym śledztwie, ale fakty są takie, że, delikatnie mówiąc, niesmak pozostanie.

Niestety nie jest tak, że dyscyplina ta jest kryształowo czysta i pojawienie się problemu dopingu wzbudza szok i niedowierzanie. Zakazane środki były, są  i będą stosowane przez zawodników podnoszących ciężary. Przedwczoraj do dymisji podał się Szymon Kołecki, nasz medalista olimpijski, a do wtorku prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów.

Oczywiście było to wynikiem wypłynięcia na światło dzienne afery z Tomaszem Zielińskim, ale musimy przypomnieć, że i Kołecki został kiedyś przyłapany na dopingu, jeszcze jako szesnastolatek podczas Mistrzostw Europy juniorów.

W Rio zabrakło też  Marcina Dołęgi, trzykrotnego mistrza świata, który decyzją Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów został zawieszony na dwa lata po wykryciu w jego organizmie nandrolonu. Kara kończy się dopiero w październiku tego roku, zaprzepaścił on więc swoją ostatnią szansę na udział w igrzyskach olimpijskich. Dodajmy, że nie była to jego pierwsza wpadka. A kiedy przypomnimy sobie, że historia pamięta jeszcze innych polskich sportowców tej dyscypliny, którzy zostali złapani na dopingu, np. Zbigniew Kaczmarek czy Grzegorz Kleszcz, to okazuje się, że wcale tacy święci nie jesteśmy!

 

 

Komentarze