Reprezentacja: Tytoń, Dawidowicz i Sobiech… pechowcy?!

Stało się! Wyczekiwaliśmy tego momentu właściwie od początku eliminacji i każdy kolejny mecz przynosił nam małą podpowiedź. Wszystkie powołania Adama Nawałki, te oczywiste jak i te zaskakujące, zmierzały właśnie do tego momentu, do wczorajszej wieczornej konferencji, która dała nam odpowiedź na pytanie – kto pojedzie na Euro? Oczywiście, awans nie był przecież od początku taki pewny, ale każdy kibic miał na to nadzieję i wyobrażał sobie biało–czerwonych na francuskich murawach. Kolejne pytania zadawaliśmy sobie po wyborze szerokiej kadry na zgrupowania w Juracie i Arłamowie – dlaczego nie ma Mili, skąd nagle decyzja o zabraniu na obozy Dawidowicza? Niezależnie od wyborów selekcjonera, nikt nie krytykował. Skoro jego decyzje dały nam awans, to zaufaliśmy mu do końca. Z powołanych dwudziestu ośmiu piłkarzy miał odrzucić pięciu. Pech chciał jednak, że kontuzji w Juracie nabawił się Wszołek, a do końca zgrupowania w Arłamowie walkę, przegraną niestety, toczył z kontuzją barku Rybus. Selekcjoner skreślił wczoraj więc trzech piłkarzy. Kogo i czy mogą oni czuć się pechowcami?

Na zgrupowaniach przebywało czterech bramkarzy – Szczęsny, Fabiański, Boruc i Tytoń. Mistrzostwa we Francji nie były pisane temu ostatniemu! Niespodzianka? Skądże! Od początku hierarchia wśród golkiperów była ustalona Fabiański i Szczęsny, tuż za nimi Boruc a na końcu Tytoń. O tym, że powołanych było ich aż czterech decydował tylko i wyłącznie fakt ewentualnej kontuzji jednego z nich. Do takiej na szczęście nie doszło i naturalnie musiało odpaść „najsłabsze ogniwo” którym był bramkarz Stuttgartu. Czy miał szanse powalczyć o miejsce numer trzy. Wydaje się, że szanse były marne. Boruc spisuje się w Bournemouth znakomicie i znany jest z tego, że nie oddaje wywalczonego miejsca, mało tego, sam zawsze potrafił wywalczyć sobie miejsce w bramce gdziekolwiek się pojawił!

artur-obiech-out-laczy-nas-pasja

Ciekawiej było w przypadku „odstrzelenia” dwóch graczy z pola. Brak Wszołka i Rybusa musiał mocno pokrzyżować plan taktyczny trenera, ale dajemy głowę, że i na to był przygotowany. Niezależnie od tego, czy gdyby Rybus i Wszołek jednak nie wypadli, to koncepcja byłaby inna, Euro w domach obejrzą Dawidowicz i Sobiech. Kiedy obiektywnie spojrzymy na decyzję Nawałki to wydaje się być ona całkowicie logiczna. Młody pomocnik z drugiego zespołu Benfiki małymi kroczkami dopiero wprowadzany jest do reprezentacji. Nie wiemy czy byłby on w stanie pomóc jakoś drużynie na mistrzostwach, jego powołanie odbierane było bardziej jako sygnał, że jest pod uważną obserwacją sztabu i kiedyś może być ważną częścią drużyny, a to już duży zaszczyt. Inaczej jest w przypadku Sobiecha. On chyba powołany był trochę na siłę, kosztem Teodorczyka. Napastnik Hannoveru nie pasuje nam jakoś do koncepcji gry drużyny Adama Nawałki. To typowy egzekutor, który ma tylko dołożyć nogę w polu karnym. Nie tego chyba szuka selekcjoner. Ma wizję graczy ofensywnych trochę bardziej kreatywnych, takich jak Milik czy Lewandowski, którzy potrafią cofnąć się i kiedy trzeba samemu rozegrać piłkę. Nic więc dziwnego, że postawił na Stępińskiego jako zmiennika naszych napastników. Dwadzieścia jeden lat i naprawdę duże możliwości! Czy w ogóle dostanie szansę gry? Prawdopodobnie tylko jeśli, odpukać w niemalowane (!), któremuś z dwójki Lewandowski-Milik przydarzy się jakiś uraz.

Wiemy więc wszystko, kadra ustalona! Pozostali mogą mieć nadzieję, że przecież po finałach zaczynają się eliminacje do Mistrzostw Świata i tam każdy będzie mógł dostać swoją szansę, a wiemy, że trener Nawałka nigdy nikogo nie skreśla i potrafi powołać piłkarza, którego obecności w kadrze nie spodziewałby się nikt! 

Foto: Newspix / Lukasz Delmanowicz

Komentarze