Reprezentacja: Nie czas na wnioski!

    Jesteśmy po pierwszym meczu sparingowym naszej kadry przed Mistrzostwami Europy we Francji. Przegrana 1:2 z Holandią może i nie jest tragicznym wynikiem, w takich spotkaniach ważny jest nie rezultat, ale gra naszych zawodników i wrażenie jakie pozostawili po sobie na boisku. Chociaż wyciąganie daleko idących wniosków na temat formy naszej drużyny narodowej po jednym meczu sparingowym, jest jak oświadczyny po jednej nocy spędzonej z nowo poznaną na imprezie dziewczyną (drogie Panie, nie jest to daleko posunięty z mojej strony szowinizm, zasada działa w obie strony), to jednak naszymi spostrzeżeniami chętnie się podzielimy!

    Po pierwsze, widać było, że nasi piłkarze są po meczącym sezonie i dwóch zgrupowaniach. Brak świeżości i woli walki jakiej oczekujemy na Euro aż nadto rzucał się w oczy.

    Nie ma się zresztą co dziwić, za niecałe dwa tygodnie będą rozgrywać ważniejsze mecze, głupotą byłoby iść na całość w sparingach – szkoda zdrowia i tu nie mamy pretensji. Przed samym meczem mówiliśmy głośno, że od wyniku ważniejszy będzie brak kontuzji. Tych udało się uniknąć, chociaż Holendrzy grali nadzwyczaj twardo i nie oszczędzali Polaków. Podejrzewamy, że gdyby był to mecz o stawkę to nasi piłkarze szybko zrewanżowali by im się tym samym w myśl zasady „oko za oko, ząb za ząb”, a całe spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej. 

    polska-holandia-1-2-1

    Niezależnie od podejścia naszych, piłkarze „Oranje” pokazali nam jak gra się z przeciwnikami o wyższej kulturze gry. Mimo, iż jest to młody zespół, to składnością akcji i techniką użytkową znacznie nas przewyższali. Przyda nam się taki mecz poglądowy, bo we Francji łatwiej na pewno nie będzie.

    Swoje zrobiła tez murawa. W Gdańsku, przed samym spotkaniem, trochę popadało, boisko było więc śliskie, co sprzyjało szybkiej grze i wymianie piłek między zawodnikami. A w tym niestety jesteśmy dosyć słabi. O wiele lepiej w tym elemencie gry radzili sobie przeciwnicy. Pocieszające jest, że w drugiej połowie przyszedł w końcu taki moment, że naszym jakby się zachciało i dali mały pokaz boiskowej determinacji. Praktycznie nie opuszczaliśmy okolic pola karnego Holendrów i co rusz atakowaliśmy. To mogło się podobać, a konsekwencją była zdobyta przez Jędrzejczyka bramka. Gol padł po rzucie rożnym, dodajmy, że oba przez nas stracone padły „z gry”. To też z pewnością temat do analizy dla selekcjonera.

    Adam Nawałka, podobnie jak i piłkarze, wypowiadał się przed spotkaniem, że podczas tego meczu nie zaprezentujemy całego naszego arsenału zagrań, a fajerwerki odpalimy dopiero we Francji – Panowie, czekamy z niecierpliwością!

    A gdybyśmy mieli wystawić piłkarzom indywidualne laurki? Ciężko ocenić wszystkich zawodników, część widać było, że gra „na pół gwizdka”, część robiła co mogła, inni zagrali po prostu źle. Ale przypominamy, że to sparing i dalecy jesteśmy do oceniania ich formy. Raziła jednak bezradnością nasza gra w środku pola. Duet Zieliński – Mączyński to według nas nie jest optymalne rozwiązanie i trzymamy cały czas kciuki za powrót Grzegorza Krychowiaka. Zawodnik Wisły wczoraj był niewidoczny i chociaż zazwyczaj ma to być atrybut defensywnego pomocnika, który ma swoją robotę wykonywać po cichu acz skutecznie, to Mączyński faktycznie nie rzucał się w oczy, ale podobnie było z efektami jego gry. Nie układała im się współpraca z Zielińskim, od którego oczekiwaliśmy więcej kreatywności, tymczasem większość podań kierował do obrony. Tak można tylko podbijać statystyki! Może pewniej czułby się mając za sobą „Krychę”? Mamy nadzieję, że odpowiedź przyniesie nam mecz z Litwą, choć to będzie przeciwnik z zupełnie innej półki.

    polska-holandia-1-2

    Nie zawiodły skrzydła. Grosicki po raz kolejny pokazał, że rajdy lewą stroną będziemy oglądać częściej niż inne formy ataku i któryś z nich może być naprawdę groźny. Nie zawiódł też Błaszczykowski. „Kuba” szukał pozycji i świetnie pokazywał się do gry – co doświadczenie to doświadczenie! Układa im się cały czas współpraca z Piszczkiem, nawet mimo przerwy spowodowanej pobytem naszego pomocnika w Fiorentinie.

    Na swoim, bardzo wysokim poziomie, zagrał Wojciech Szczęsny, przy obu bramkach nie miał nic do powiedzenia, a w pozostałych sytuacjach podbramkowych zachowywał się bezbłędnie. Selekcjoner będzie miał naprawdę ciężki orzech do zgryzienia przy wyborze bramkarza. A jeśli nasza obrona zagra tak jak wczoraj to obsadzenie miejsca między słupkami będzie miało kluczowe znaczenie. Niby indywidualnie nie było tragedii – Glik, Piszczek i Jędrzejczyk przyzwoicie, słabo Pazdan – trzech na czterech to i tak dobry wynik.

    Widać jednak było brak komunikacji zawodników między sobą i między drugą linią. To z jednej strony wina obrońców, z drugiej Mączyńskiego.

    Powtórzymy się, kiedy wróci Krychowiak blok defensywny będzie wyglądał zupełnie inaczej. Pytanie tylko co z Pazdanem, czy był to jednorazowy wyskok, czy rzeczywista obniżka formy? Może swoją szansę powinien dostać Salamon? To już zagadka dla trenera Nawałki! O napastnikach ciężko mówić w samych superlatywach, kiedy przegrywamy mecz, a jedyną dla nas bramkę strzela obrońca, ale czy ktokolwiek podda w wątpliwość umiejętności „Lewego” i Milika? Nie sądzimy! Ważne, by gole padały po ich strzałach we Francji! 

    Pozytywnie też możemy wypowiedzieć się o zmiennikach – podobał nam się Kapustka, próbował, szarpał, nie bał się indywidualnych pojedynków. Źle nie wypadki Peszko czy Cionek. Trochę za mało pokazał Linetty, a Stępiński chyba powinien dostać te kilka minut więcej, aby pokazać, że wybór Nawałki był słuszny! Panowie, nic się nie stało, walczymy dalej! Wczorajszy  mecz pokazał, że hurraoptymizm nie jest wskazany, ale wiara Polaków w sukces na Euro wciąż pozostaje taka sama!

    Zdjęcia: interia.pl

    Komentarze