Reprezentacja: Miał być piknik… i był!

Miało być sielsko anielsko, słabiutki przeciwnik, testowanie zawodników, grad goli, pożegnanie z kibicami i pełen optymizmu wyjazd na Euro. Zaczęło się według scenariusza – najpierw testowanie! Nieco ponad godzinę przed meczem poznaliśmy wyjściową jedenastkę i jeśli ktoś typował Kapustkę na prawej obronie, to powinien też dziś puścić lotka! Nawałka przed samym meczem tłumaczył swoją decyzję tym, że na mistrzostwach mogą zaistnieć różne sytuacje, z różnymi przeciwnikami będziemy musieli się zmierzyć i na każdą ewentualność musimy być przygotowani. Innych zaskoczeń nie było, selekcjoner dał zagrać od początku kilku piłkarzom, którzy nie dostali swojej szansy z Holandią, a od pierwszej minuty miał pojawić się również Krychowiak. Potem zgodnie z planem – trzydzieści siedem tysięcy ubranych w biało – czerwone barwy kibiców, piknikowa atmosfera na trybunach, uhonorowanie Kamila Kosowskiego i minuta ciszy ku czci Henryka Loski. I w końcu pierwszy gwizdek!

A zaczęło się tak jakby widowisko miał reżyserować Hitchcock! Litwini rozpoczęli ze środka, do skrzydła, długa piłka do przodu, Cionek na bakier z prawami fizyki źle oblicza kąt odbicia piłki, z którą zupełnie się mija i po kilkunastu sekundach Litwini maja pierwszą stuprocentową sytuację! Na szczęście na bramce czujny Fabiański, który broni strzał z kilku metrów! Oj zadrżały serca kibiców w Krakowie i przed telewizorami! Nie wiem, czy wynika to tego, że jestem wielkim kibicem piłki, a przede wszystkim reprezentacji, ale zawsze wydaje mi się, że przeciwnicy grają lepiej. Może to dlatego, że od naszych oczekuję więcej i ich błędy częściej rzucają mi się w oczy, ale Polacy grali strasznie niemrawo, a przeciwnik wcale nam nie ułatwiał.

Mimo, że widać było, że piłkarsko byli słabsi, często dawali się wyprzedzać, to organizacyjnie nie ustępowali naszym. Całą pierwsza połowę Polacy przeważali, ale to rywale mieli dwie bardzo dobre sytuacje, a my odpowiedzieliśmy strzałem Kapustki nad bramką, minimalnie niecelnym lobem Grosickiego i kilkoma pseudo strzałami Starzyńskiego. Skoro bramki w pierwszych czterdziestu pięciu minutach nie padały, a i sytuacji było mało, można było skupić się na obserwacji naszych zawodników. Do przerwy wniosków było kilka.

polska-litwa-kapustka-laczy-nas-pasjaPo pierwsze – Krychowiak jest niezastąpiony. Czyścił wszystko co tylko mógł z tyłu, często cofał się między stoperów, ale przede wszystkim, to po jego kilku długich piłkach do przodu mieliśmy niezłe sytuacje podbramkowe.

Po drugie – o zaangażowanie na skrzydłach nie musimy się martwić. Grosicki nawet jakby wyszedł przeciwko rezerwom Stali Mielec biegałby z takim samym dynamitem w nogach. Kuba, mimo, że mniej dynamiczny, również wielokrotnie pokazywał się do gry, a litewscy obrońcy nie byli dla niego większą przeszkodą.

Po trzecie – Kapustka na obrońcę póki co się nie nadaje. W ofensywie jak zawsze świetny, ale broniąc popełnił kilka poważnych błędów, które wynikały z zupełnego braku doświadczenia.

Po czwarte – wczoraj w ataku nie było Lewandowskiego, ale nie było też Milika. Zupełny brak zaangażowania. Starzyńskiemu i Mączyńskiemu nie szło, ale przynajmniej próbowali. Niby najważniejsze mecze dopiero przed nami, a ten w Krakowie traktowano jak trening, ale podobno „jak trenują, tak grają”. Gdyby Milik pokazał chociaż połowę zaangażowania Grosika to pewnie do przerwy na swoim koncie miałby już bramkę.

Po piąte – Cionek, przynajmniej na tle Litwy, nie jest taki zły – walka, odbiór i podanie do najbliższego, czego więcej wymagać od stopera?

Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, od ataków Litwy, jednak bez tak klarownej sytuacji jak na początku spotkania. Na szczęście nasi piłkarze w porę się obudzili i przycisnęli. „Grosik” wrzucił wyższy bieg i co chwila szarpał prawą stroną.

Jednak to po strzale Błaszczykowskiego byliśmy najbliżej strzelenia bramki, kiedy to uderzał sprzed szesnastki, ale niestety trafił w słupek. Rywale przetrzymali nasze ataki, sami starając się atakować. Kilka rzutów rożnych i po jednym z nich, po strzale zza linii pola karnego Boruc, który zmienił Fabiańskiego, musiał znowu wybijać piłkę na korner. Zmiana w bramce nie była jedyną w naszej drużynie, w przerwie z boiska zeszli jeszcze Mączyński i Glik, a zastąpili ich odpowiednio Jodłowiec i Salamon. W międzyczasie, po około trzydziestu minutach gry trener Nawałka zmienił również nasze skrzydła, za Kubę wszedł Jędrzejczyk, a „Grosika” zmienił Peszko. Świeża krew miała przynieść nam upragnioną bramkę i chociaż obudził się Milik, ładnie uderzając z rzutu wolnego, to na tablicy ciągle widniał wynik 0:0. W osiemdziesiątej trzeciej minucie piłka nawet wpadła do siatki po dobitce Milika, jednak wcześniej sędzia dopatrzył się faulu Peszki. Na pięć minut przed końcem na murawie pojawił się jeszcze Zieliński zmieniając Krychowiaka. Końcówka to jeszcze niepodyktowany rzut karny dla Polaków za faul na Jędrzejczyku i niczego nie przynoszące pchanie piłki do przodu. 0:0 i komentarza brak… 

polska-litwa-grosik-laczy-nas-pasja

Zima co roku zaskakuje drogowców, a nas zaskoczyli Litwini. Wysoki pressing, dobra komunikacja między formacjami, ambitne podejście do tego sparingu. Nieźle jak na drużynę, która nie łapie się do pierwszej setki rankingu FIFA. Cóż, nie było treningu strzeleckiego, a gra „za zero z tyłu” też nie napawa optymizmem. Nie było godnego pożegnania z kibicami, ale czy  to znaczy, że chociaż jeden z nas odpuści kibicowanie naszym we Francji? Na pewno nie!

Kolejne złe spotkanie w naszym wykonaniu, ale już w weekend o nim zapomnimy, a w niedzielę liczymy na więcej. Jedyny negatyw tego spotkania, to grymas bólu na twarzy „Grosika” kiedy schodził z boiska i lekka kontuzja, po której musimy drżeć, czy wróci on do pełni zdrowia na turniej…

Komentarze