Polska – Serbia: Za co dostaliśmy punkty na tej klasówce?

Przynajmniej do soboty nie będą milkły echa wczorajszego meczu naszej kadry. Gdzie się nie obejrzymy, tam będziemy bombardowani statystykami, komentarzami, opiniami. Nie byłbym sobą gdybym nie podzielił się swoimi spostrzeżeniami i ja! Najważniejsze – czy to był dla naszej reprezentacji pierwszy egzamin przed Euro? Może test dla kilku nowych zawodników? Trzymając się nomenklatury szkolnej, była to raczej klasówka z ostatniej lekcji. Przerwa od ostatniego zgrupowania była dosyć długa, większość zawodników grała jednak regularnie w klubach, kilku wypadło z powodu kontuzji lub zwyczajnie zniżki formy. Wczorajszy mecz miał odświeżyć im zaszczepiane przez trenera Nawałkę schematy, pomóc wrócić do reprezentacyjnego rytmu. Przeciwnik, może i w kryzysie, ale grający bardzo twardo i mądrze, nie pomógł naszym w rozegraniu się, dlatego umówmy się, to nie było wielkie widowisko.

Mimo wszystko cieszy mnie obserwowanie jak z minuty na minutę zawodnicy rozkręcali się na boisku. Wyszli jak zwykle na zaciągniętym ręcznym, mnóstwo błędów, dekoncentracja i po 10 minutach mogliśmy przegrywać 0:2. Co zmieniło się przez ostatnie dwa lata – kiedyś wyszlibyśmy na boisko wycofani i tacy pozostali do końca meczu. Teraz ten zespół się rozpędza, może nie jakoś spektakularnie, nie miażdży rywala statystykami podań, strzałów, pressingiem, ale potrafi narzucić swój styl. Kiedyś liczyliśmy głównie na kontry, wczoraj po raz kolejny widziałem jak biało-czerwoni próbują ataku pozycyjnego! Fakt, nie zawsze wychodzi, ale dopiero się tego uczymy! Co jeszcze jest znamienne, w ich zachowaniu przed i w trakcie meczu, skupieniu na twarzach podczas hymnu widać, że idą po swoje, że to kolejne spotkanie do wygrania a nie tylko rozegrania.

Gra naszego zespołu nie rzucała na kolana, ale mnie podobało się kilku piłkarzy, którzy pokazali to za co cenię ich najbardziej. Ale zerknijmy po kolei na bohaterów wczorajszego spektaklu. Bramkarze. Pojawił się wczoraj mały problem – nie mamy w kadrze bramkarza numer „2”. Niestety, mamy dwie „jedynki”! Taki ból głowy dla selekcjonera to czysta przyjemność, a prosił chyba Ljajica o pomoc w wytypowaniu tego słabszego, bo ten bombardował bramkę regularnie w obu połowach. Fabiański w pierwszej połowie był do bólu poprawny na poziomie najwyższej klasy! A potem wszedł Szczęsny i według mnie był jeszcze lepszy! Nie chodzi nawet o interwencje w kilku piekielnie trudnych sytuacjach, tylko o samo zachowanie, częściej dyrygował obroną, co znaczenie uspokoiło trochę nerwowo grającego Glika, wychodził wysoko za pole karne, włączał się do rozgrywania piłki z obrońcami, w kilku sytuacjach z wielkim zresztą spokojem, mimo obecności w pobliżu przeciwnika. No i gra nogami, wykopy piłki w większości w punkt. Obaj są rewelacyjni, ale dla mnie remis ze wskazaniem na Szczęsnego.

Obrona była największym problemem i niewiadomą w tym spotkaniu. Można powiedzieć, że skoro na zero z tyłu, to klasówka zdana na pięć. Ale nie jest tak kolorowo, Glik to dalej walczak jakich mało, ale wczoraj zagrał słabiej niż zwykle. Nie wierzę jednak żeby na Euro dał ciała, słaby Kamil to i tak jeden z lepszych stoperów jakich możemy oglądać, a w Reprezentacji gra mu się chyba nawet lepiej niż w klubie. Wczoraj jako jego partner wystąpił Salamon. Mimo, że zbiera głownie pozytywne oceny, mnie jego gra się nie podobała. Nie wiedzieć czemu kiedy obok Glika widzę Pazdana jestem dużo spokojniejszy. Ciężko znaleźć jakieś większe błędy u Salamona, ale to jeszcze nie to. A co z bokami? Lepiej niż świetnie! Piszczek jak to Piszczek, świetny! Wrócił już chyba do pełni formy, często podłączał się do ataków, a z Kubą rozumieją się bez słów. A co z naszym lewym obrońcą? Bo tak, mamy takiego! Wczoraj oficjalnie przekonałem się do Rybusa! Kolejny dobry mecz, pewny z tyłu, a w liczbie akcji ofensywnych przebijał nawet Piszczka. Mało tego, widać, że dobrze dogaduje się z Grosickim, będzie więc z niego pożytek!

O ile Salamon w obronie może mnie nie ujął, to też nie zniechęcił do swojej osoby. Inaczej było z Zielińskim. Żeby wszystko było jasne – jestem wielkim fanem jego talentu, ale wczoraj reprezentacyjne buty były dla niego o numer za duże. Próbował od czasu do czasu dryblingów, miał momenty, w których chciał wykazać się przebojowością, ale kiedy nie wyszło znikał na kilka minut z radarów. Trzymam kciuki żeby stał się kiedyś „mózgiem” naszej drużyny, ale póki co lepsze wrażenie wywarł na mnie Mączyński w meczu z Czechami. Gra Krychowiaka również nie zachwycała, nie dlatego, że grał źle, dlatego, że przyzwyczaiłem się do tego, że zawsze gra genialnie! „Gorsza wersja” Krychy to, podobnie jak Glik, rewelacyjny piłkarz! Najwięcej radości sprawiało mi jednak patrzenie na popisy naszych skrzydłowych. Obaj pokazali to, co cenie u nich najbardziej! Grosik, „jeździec bez głowy”, którego nie wymieniłbym na nikogo innego! Przysłowie mówi, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle – podobnie jest z Kamilem – jeśli masz przed sobą trzech najlepszych obrońców świata (nie żebym mówił o wczorajszym meczu) i zastanawiasz się jak rozegrać piłkę, daj ją Grosikowi, nie będzie kalkulował, pójdzie na przebój, albo się uda albo nie! Ktoś taki jest potrzebny w każdej drużynie, zwłaszcza jeśli po drugiej stronie masz kogoś dla równowagi, tak jak my Kubę. Profesora Kubę! Bramka była tylko kropką nad „i” a cały mecz koncertem Błaszczykowskiego. Jego ambicję, zaangażowanie i zdrowie do dzisiaj zbierają z murawy. Trener Nawałka chyba wyzbył się wszystkich dylematów odnośnie Kuby, nawet jeśli nie gra w klubie to ta drużyna go potrzebuje, bez niego jest niekompletna.

Co tu dużo mówić o ataku? Jeśli rozliczać ich z bramek – dramat! Jeśli z gry – „bardzo dobrze – cztery minus”. Lewy to Lewy i samą swoją osobą straszy przeciwników, to nie tylko napastnik, który stanie z przodu i czeka, wczoraj podobała mi się jedna akcja, kiedy wychodziliśmy z kontrą, z przodu biegli Grosik, Rybus i bodajże Milik a piłkę rozrzucał Lewandowski. To ujmuje mnie w jego grze najbardziej, nie bramki, to, że jest wszędzie i potrafi stworzyć sytuację pozostałym. Milik też nie zachwycił, ale widać, że gra coraz dojrzalej, a lewą nogą zawiąże krawat jeśli będzie trzeba!    

O rezerwowych z pola ciężko cokolwiek powiedzieć, zbyt krótko grali, ale mnie podobał się Kapustka, parę razy próbował, zupełnie bez respektu dla przeciwnika, pojedynków technicznych. Te wygrywał, szkoda tylko, że potem przegrywał te siłowe. Niemniej jednak jeśli on sam niczego nie popsuje, to będziemy mieć z niego pociechę!

Klasówka zaliczona, punktacja różna, w zależności od nauczyciela. Grunt, że zwyciężyliśmy! Przyjemnie ogląda się mecze, w których nie gramy na maksimum możliwości i wygrywamy. Kiedyś nie do pomyślenia. W sobotę Finlandia, czekam na zwycięstwo, bo ta reprezentacja zwyczajnie mnie do nich przyzwyczaiła!

Sprawdź pomeczowe oceny zawodników przygotowane przez Tomasza Hajto! Kliknij tutaj!

Komentarze