Po co Brazylii wielkie imprezy?

Powszechnie wiadomym jest, że organizacja żadnej z wielkich imprez sportowych, typu mistrzostwa świata w piłce nożnej czy igrzyska olimpijskie, nie jest dochodowa.

Organizator zawsze musi dołożyć „parę groszy” z własnej kieszeni. Dlaczego więc robi się wielką krzywdę Brazylii – krajowi, który dokładać nie ma za bardzo z czego?

Już piątego sierpnia rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro i znowu robi się głośno o Kraju Kawy. Tym razem problemem jest stan wioski olimpijskiej. Pierwsi sportowcy już zawitali do Brazylii i z ich relacji wynika, że to co tam zastali woła o pomstę do nieba. Zepsute toalety, brak łóżek, walące się sufity, niewykończone pomieszczenia, wszechobecny brud i syf. Ze zdjęć wrzucanych do mediów społecznościowych przez sportowców różnych krajów widać, że Brazylijczycy spieszyli się jak mogli, ale nie ogarnęli przygotowania tak ważnej rzeczy, jaką jest miejsce pobytu sportowców podczas olimpiady.

Po co to Brazylii? W starożytnym Rzymie wykrzykiwano na ulicach, że naród chce chleba i igrzysk. W Brazylii igrzysk nie chcą.

Kiedy przyznano temu krajowi organizację mistrzostw świata w piłce nożnej, ludzie wyszli na ulice i doszło do ogólnokrajowych strajków.

W kraju, gdzie większość narodu cierpi biedę i nie ma co włożyć do przysłowiowego garnka, wydawano miliony euro na budowę stadionów i zatuszowanie tragicznego położenia ludności. Pamiętamy wielkie akcje przenoszenia faweli, miejscowych slumsów. Nie można dziwić się mieszkańcom, którzy zamiast pomocy od państwa, patrzyli jak ogromne pieniądze pompowane są w coś, z czego nie będą mieli żadnego pożytku.

Eksperci w dziedzinie finansów wielokrotnie podkreślali, że na organizacji dużych imprez sportowych można zyskać, ale tylko wizerunkowo. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia – można tylko stracić. Zamiast wzrostu gospodarki, notuje się tylko wzrost inflacji, a to głównie z powodu niedoszacowania kosztów i irracjonalnych inwestycji. Pamiętacie stadion w Manaus? Arena da Amazonia położona jest w środku amazońskiej dżungli i na co dzień swoje mecze rozgrywa tam brazylijski czwartoligowiec.

arena-de-amazonia-manaus-brazylia-laczy-nas-pasja
Nadzieją są oczywiście wpływy z turystyki, ale jak mówią badania, nie wygląda to tak kolorowo. Oczywiście, kibice przyjeżdżają na wielkie imprezy, ale w tym samym czasie omijają go szerokim łukiem prawdziwi turyści, którzy zazwyczaj zostawiają na miejscu więcej pieniędzy.

Nadzieją są nowe miejsca pracy. Przy budowach wioski olimpijskiej, stadionów, czy innych obiektów sportowych znalazło zatrudnienie kilkaset tysięcy ludzi. Podobna liczba znajdzie pewnie pracę w trakcie samej imprezy, ale jak wiemy są to tylko tymczasowe miejsca pracy. Po zakończeniu Igrzysk Olimpijskich trzeba będzie ludzi zwalniać i myśleć o tym, skąd wziąć pieniądze na utrzymanie tych wszystkich inwestycji.

Dla Brazylii organizowanie mundialu, czy olimpiady to bez wątpienia wielki prestiż, ale jednocześnie ekonomiczny strzał w kolano.

Czy warto w ogóle ubiegać się o bycie gospodarzem takich imprez, jeśli najzwyczajniej kraju na to nie stać? I nie chodzi tylko o nastroje społeczne, pogłębiający się potem w kraju kryzys, ale też o sportowców, którzy przyjeżdżają do wioski olimpijskiej i zastają warunki, w których nie da się mieszkać.

Komentarze