PlusLiga: Słoń w składzie porcelany czyli smutny przypadek Miguela Falaski

    Jedzie pociąg z daleka na nikogo nie czeka. Plusligowy ekspres zbliża się nieubłaganie do swojej końcowej stacji. Niektórzy pasażerowie spokojnie czekają na play-off, inni nerwowo wiercą się w przedziale próbując do samego końca podróży zmienić drugą klasę na pierwszą.

    Kilka dni temu byliśmy świadkami wydarzenia na pozór niespodziewanego. Ze Skry Bełchatów zwolniony został trener Miguel Falasca. No właśnie, czy na pewno była to decyzja nieoczekiwana? Każdy kto obserwuje polską siatkówkę w wydaniu klubowym stwierdzi, że należało tego się spodziewać. Być może moment, w którym podjęto decyzję był mocno nietypowy. Pierwszy raz zdarzyło się, żeby w Bełchatowie zmieniono trenera w trakcie sezonu. Kiedy jednak wgryziemy się w temat, powody takiego ruchu ze strony zarządzających klubem są oczywiste. Jasne, Falasca zdobył mistrzostwo w 2014, ale później było tylko gorzej. Teraz aby ratować sezon trzeba było przeciąć pępowinę. Dla Skry „ratować” sezon oznacza tylko jedno, grę w finale.

    Czy Argentyńczyk okazał się być za słabym trenerem jak na ten poziom siatkówki? Technicznie chyba nie, cieniutko zaprezentował się jako psycholog, człowiek od tworzenia zgranego kolektywu. Mówiło się, że mistrzostwo z roku 2014 to zasługa nie szkoleniowca, a drużyny, która w tym okresie była wspaniałym samograjem. Mówiło się że Falasca to po prostu kumpel z parkietu dla zawodników i najważniejsze jest, aby im nie przeszkadzał. Teraz w roku 2016 można powiedzieć, że coś na rzeczy było. Kiedy zaczęła się zwyczajna orka trenerska wszystkie błędy szkoleniowe wypłynęły na wierzch. Najważniejszym z nich była nie umiejętność wygaszania konfliktów w drużynie. Spokojnie mogę posunąć się dalej w tym kierunku pisząc, że sam trener generował dwuznaczne, nieodpowiedzialne sytuacje. O konflikcie między Wlazłym, a dwoma Argentyńczykami Conte i Uriarte pisało się już dawno, ludzie związani z klubem przebąkiwali coś o dzieleniu się drużyny na grupki i słabej atmosferze. W tej sytuacji Falasca zachowywał się jak hipcio w składzie porcelany. Skończyło się to dla niego fatalnie. Może gdyby wyeliminował Zenit w Lidze Mistrzów. Może gdyby była pewność gry w fiale Plusligi, może, może, może…

    Teraz, gdy stery trenerskie przejął Philippe Blain sytuacja Skry jest jasna. Musi wygrywać wszystko i to za trzy punkty. Wtedy znajdzie się w wielkim finale z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Pozytywne jest to, że mimo wszystko, sprawa ta pozostaje w rękach i głowach graczy z Bełchatowa, którzy przy odpowiednich wynikach nie będą się oglądać na przeciwników. Tylko choćby z uwagi na rywalizację Rzeszowian z Bełchatowem (korespondencyjną), z uwagą obserwować będę 25. kolejkę PlusLigi. Nigdy nie byłem i nie będę zwolennikiem „zamykania” jakichkolwiek rozgrywek dla zespołów z niższych lig. Znane mi są powody tej decyzji jeśli chodzi o siatkówkę. Tylko o co teraz grają zespoły spoza pierwszej czwórki…?

    Foto: przegladsportowy.pl

    Komentarze