Piłka nożna: Wygrana czterdziestokilowego studenta informatyki!

    Na początek dwie kwestie – tytuł – to przeczytacie w tekście i lekkie opóźnienie z publikacją tego tekstu – to wyjaśnię już teraz. Jako, że europejskie puchary to najciekawsze z możliwych rozgrywek (no może oprócz imprez typu Mistrzostwa Świata czy Europy), śledzę je bardzo uważnie i najzwyczajniej jara mnie oglądanie pojedynków drużyn z różnych lig. Każde spotkanie dostarcza mi nowych wiadomości o poszczególnych ekipach i zawodnikach, pozwala stworzyć w głowie własną ligową tabelę stworzoną z zespołów jakie tylko sobie wymarzę! Dlatego właśnie chciałem, po dwóch dniach pojedynków w Lidze Mistrzów, spisać swoje spostrzeżenia i podzielić się nimi z Wami. Nie zrobiłem tego od razu, bo po pierwsze – niezłe mecze szykowały się wczoraj w Lidze Europy (w porządku – jeden) i stwierdziłem, że wrzucę swoje wnioski hurtowo z obu Lig, po drugie wczoraj jeszcze nie mogłem przestać się śmiać! Cały czwartek zanosiłem się śmiechem na samo wspomnienie przegranej Realu! Nie dlatego żebym jakoś szczególnie ich nienawidził (chociaż jestem fanem Barcelony!), po prostu ten mecz był przegrany równie frajersko jak Mistrzostwo Polski przez Legię w tamtym sezonie.

    Ale zacznijmy od wtorku i zwycięstw Barcy i Bayernu. Co odnotowałem i zapamiętam? Po pierwsze, nabieram coraz większego szacunku i podziwu dla Atletico, na równi (a chyba nawet bardziej) z piękną techniczną piłką zawsze ceniłem gryzienie trawy, wypruwanie żył na boisku i twardą walkę na pograniczu brutalności (Gattuso – Mistrz!) a piłkarze Simeone, za każdym razem kiedy oglądam ich mecze, dokładnie to prezentują. Gdyby nie to, że akurat trafili na Barcelonę, kibicowałbym im w każdym możliwym pojedynku! Po drugie, niestety sędziowie znowu pomagali Blaugranie, Suarez powinien wylecieć. Chociaż wystarczy, że jeden napastnik  w tym meczu wyleciał za idiotyczne zachowanie – Torres to nie junior, jak można popełnić tak głupi faul na tym poziomie?! Refleksje po drugim meczu? Bayern jest słaby (oczywiście jak na Bayern) i wcale nie jestem w stu procentach przekonany o ich awansie. Znając życie pojadą do Portugalii i wbiją Benfice „trójkę”, ale po tym co zobaczyłem we wtorek i w ostatnim meczu ligowym, ich pozycja w mojej prywatnej trójce najlepszych ekip świata jest mocno zagrożona (głównie przez Altletico )!

    Po środowych meczach, jak już pisałem, głównie się śmiałem z porażki Królewskich, oczywiście, jak mawia mój kolega, znany prześmiewca – nigdy z ludzi, zawsze z sytuacji! A ta jest dla Realu nieciekawa. Do dziś powinni siedzieć w szatni i rzucać w pustą przestrzeń pytanie „jak?”! Rozmawiałem wczoraj z innym kolegą o tym spotkaniu i padło pytanie, czy przypadkiem nie poczuli się zbyt pewnie? Wysiliłem się na niezbyt lotną, ale obrazową metaforę. Żebyście poznali cały kontekst wyjaśnię, że kolega ten, najlepszy dziennikarz sportowy jakiego poznałem zresztą, to tak zwany „kawał chłopa” – na pierwszy rzut oka widać, że w swoim życiu przerzucił tony żelastwa na siłowni a po każdym treningu zajadał się co najmniej średnia pizzą. Kolega ten to tymczasowy abstynent, który jednak w ramach obowiązków służbowych, podobnie jak pan Kręcina, potrafi wlać w siebie morze wysokoprocentowego trunku! Zapytałem go, czy gdyby po całonocnej imprezie z równie zahartowanymi jak on w bojach towarzyszami, usiadł przypadkiem do butelki z ważącym czterdzieści kilo, niepozornym studentem informatyki, to nie poczułby się pewnie i pomyślał „kolego, spadniesz z krzesła po pierwszej szklance (bo mężczyźni piją ze szklanek!)”!? I jakie byłoby jego zdziwienie gdyby  pękła jedna połówka, potem druga, student siedziałby dalej, on lekko zacząłby seplenić, chwiać się na nogach idąc po trzecią, aż w końcu padłby twarzą w ogórki? Tak wyglądał dla mnie Real – po imprezie na Camp Nou, po której nie było nawet kaca, zaskoczył ich niepozorny studenciak – „Wilki”. Pierwsza bramka – pierwsza butelka, nic się wielkiego nie stało, ale lekkie zaskoczenie jest, druga – zakręciło się w głowie i nie było już siły żeby wytrzeźwieć na pstryknięcie palców i wrócić do walki. Nawet trzecia nie była potrzebna… Według mnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem dla stołecznego klubu, choć pewnie niemożliwym do zrealizowania, jest sprzedaż Isco (świetny piłkarz, tylko nie pasuje do Realu) i Jamesa (przeciętny w swojej przeciętności) a zarobione pieniądze przeznaczyć na nakłonienie „Cholo” Simeone do objęcia posady trenera. Grzechem jest marnować taki potencjał ludzki i nie mówię tu o Ronaldo czy Bale’u, tylko o Marcelo, Benzemie, Ramosie czy Modriciu, bo to oni stanowią tak naprawdę o sile tej drużyny! Diego pewnie nie zgodziłby się na przeprowadzkę na drugą stronę Madrytu, pozostaje więc tylko nadzieja na 3:0 u siebie i szybkie wymazanie z pamięci wycieczki do Niemiec.                                                     

    Drugi mecz – Zlatan nawet kiedy nie strzela karnych jest wielki, a mimo to nie zdobędzie nigdy Ligi Mistrzów, wszystko!

    A co do wczorajszych spotkań Ligi Europy to właściwie mam tylko jeden wniosek – poprzednie fazy były rewelacyjne – grały naprawdę niezłe firmy – Manchester, Tottenham, Napoli, Fiorentina czy Valencia i kiedy odpadły (zasłużenie!) to Liga Europy straciła dla mnie na atrakcyjności. Braga – Szachtar, litości! Nawet jeśli są tu zasłużenie, to moje poczucie futbolowej estetyki nie jest w stanie znieść obejrzenia tego dwumeczu. Skuszę się dopiero na finał Sevilla – Dortmund/Liverpool!

    Komentarze