Piłka nożna: Weekend dla Lechii Gdańsk i Lecha Poznań

Kolejne ekstraklasowe rozdanie za nami, jesteśmy krok dalej i jakby nie patrzeć – meta coraz bliżej. Znowu ze szczególną uwagą patrzyliśmy na ekipy z topu, bo drużyn, które mają chrapkę na mistrzowską koronę, jest kilka. Układ sił prezentuje się nieco inaczej niż w kolejnych sezonach, co dla nas jest sygnałem jasnym jak słońce – będzie się działo. Z każdym kolejnym weekendem, przy każdej nadarzającej się okazji czekamy na to, co przyniosą nam wydarzenia boiskowe.

Mądrzejsi o doświadczenia z tego, co już Ekstraklasa przyniosła nam w tym sezonie, wiedzieliśmy, że nie wszystkie mecze są łatwe do wytypowania. Patrzyliśmy na rozpiskę gier i czuliśmy, że w Krakowie Wisła może sprawić niespodziankę i wygrać z nierówną Jagiellonią. Termalica, która wyspecjalizowała się w zabieraniu punktów ligowym potentantom, również nie była bez szans w spotkaniu z Legią. Gdy dodamy do tego, że Lechia, która teoretycznie z Cracovią u siebie powinna wygrać z palcem w nosie, w ostatnich pięciu meczach aż czterokrotnie przegrywała z Cracovią, to naprawdę czuliśmy, że to może być ciekawy weekeend.

Zaczniemy od początku, czyli od meczu w Gdańsku. Pierwsze 15 minut – szok i konsternacja na trybunach na Letnicy. To goście przyjechali grać w piłkę, a Lechia wyglądała, jakby chwilę wcześniej dopiero co zeszła z karuzeli. Gdy po dwójkowej akcji Dąbrowskiego z Piątkiem ten drugi zdobył gola mocnym strzałem pod poprzeczkę, to zaczęliśmy się zastanawiać, czy przypadkiem obie drużyny nie zamieniły się koszulkami. Na całe szczęście dla gospodarzy tuż przed przerwą atomowym uderzeniem zza pola karnego popisał się Ariel Borysiuk, który doprowadził do wyrównania i mecz rozpoczął się od początku.

Potem Lechia zagrała koncert. Flavio 180 sekund po wznowieniu gry wyprowadził gdańszczan na prowadzenie, chwilę później swoje trafienie dołożył Kuświk i tuż przed końcem spotkania Wojtkowiak, który w polu karnym zachował się jak rasowy napadzior. Piątek do gola z pierwszej części meczu dołożył jeszcze bramkę po przerwie i generalnie zagrał bardzo dobre zawody. Cracovia, mimo że ambitna i naprawdę dzielna w tym meczu, nie była w stanie uporać się z dobrze naoliwioną maszyną Piotra Nowaka.

***

Chwilę później rozpoczął się mecz w Krakowie i tam nasza uwaga była na jeszcze wyższym poziomie. Jagiellonia pokazała się z niemalże identycznie, jak miało to miejsce przed dwoma tygodniami w meczu z Lechią. Ekipa Probierza wyglądała tak, jakby na Reymonta zamiast pretendentów do mistrzowskiego tytułu o pełną pulę przyjechała walczyć grupka osiedlowych chłopców w krótkich spodenkach. Po 20 minutach gry ukąsił Paweł Brożek, kwadrans później podwyższył Patryk Małecki. Jaga była zagubiona, wolna, chaotyczna. Wyglądało to bardzo źle. Po przerwie gola zdobył Rafał Boguski i stało się jasne, że wicelider tabeli nie zdobędzie punktów w tym meczu. Trafienie Damiana Szymańskiego w doliczonym czasie gry niewiele zmieniło. Wynik końcowy – 3:1.

***

Powiedzieć, że Legia nie jest w najlepszej formie, to jak nic nie powiedzieć. Najpierw bardzo słabe, choć zwycięskie spotkanie z Arką. Później dwumecz z Ajaxem, który może nie wypadł najgorzej, ale co najważniejsze – Wojskowi tę konfrontację przegrali. Potem wpadka z Ruchem i teraz mecz z Termalicą, która pełni w tym sezonie rolę Robina Hooda – zabiera bogatym, daje biednym. Przed tygodniem drużyna prowadzona przez Czesława Michniewicza uporała się z Lechią, teraz to samo chciała zrobić przy Łazienkowkiej. Po raz drugi w tym sezonie pokonać mistrzów Polski.

Gdy w 22. minucie spotkania strzelanie rozpoczął Samuel Stefanik, to nie mogliśmy uwierzyć, że to znowu się dzieje. Z jednej strony podejrzewaliśmy, że tak to może wyglądać, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że tym razem będzie inaczej. Chwilę przed przerwą wyrównał Radovic i wszystko wracało niejako do porządku dziennego. Do pełnej harmonii brakowało, żeby mistrzowie Polski dołożyli jeszcze jedno trafienie. Co ciekawe, Termalica w siedmiu spotkaniach z drużynami z czołówki ligi (Lechia, Jagiellonia, Lech, Legia) w tym sezonie przegrała tylko raz.

Legia zatem tylko podzieliła się punktami z Termalicą. Straciła do uciekającej Lechii dwa oczka i spadła na pozycję numer 4. w lidze. Wyprzedził ją Lech, który pewnie wygrał w Szczecinie z Pogonią 3:0. Za tydzień Kolejorz na swoim boisku podejmie Lechię Gdańsk. Kto wie, być może te spotkanie przesądzi o mistrzowskim tytule.

Komentarze