Piłka nożna: Triunfa España!

    Triunfa España – Hiszpania triumfuje! Tak moi drodzy, dzisiaj, dwudziestego ósmego maja, na mediolańskim San Siro, na oczach ponad osiemdziesięciu tysięcy kibiców siedzących na stadionie i milinów przed telewizorami, zatriumfuje Hiszpania, zatriumfuje Madryt, piłkarska stolica kraju i Europy. Kiedy dwa lata temu w finale Ligi Mistrzów, po raz pierwszy w historii, spotkały się kluby z tego samego miasta nikt nie przypuszczał, że historia prędko się powtórzy. Dziś mamy deja vu, bo oto naprzeciwko siebie ponownie staną Real I Atletico! Znowu Hiszpania! Staje się to powoli nudne, bo od trzech lat w europejskich pucharach nie wygrał zespół z innego kraju. W Lidze Europejskiej króluje niepodzielnie Sevilla, w Champions League póki co Real i Barcelona. Czy dziś nadejdzie czas Rojiblancos?

    Gdyby istniało coś takiego jak dziejowa sprawiedliwość czy uznanie zasług to dzisiejsze spotkanie nie miałoby sensu. Medale już wisiałyby na szyjach podopiecznych Simeone. Tytuł należałby się im już za wyeliminowanie Barcelony i Bayernu, dwóch ekip które śmiało można było obstawiać jako tegorocznych triumfatorów. Na szczęście w sporcie walczyć trzeba do końca i nagrodą za to nie jest tytuł a szansa na jego zdobycie w tym ostatnim meczu! Patrząc z innej perspektywy, historia wygranych Realu jest jeszcze bardziej okazała, dzisiaj staną przed szansą na zdobycie jedenastego Pucharu Europy w dziejach klubu podczas gdy dla ich przeciwników byłby to absolutny pierwszy raz! „Cholo” stwierdził przed finałem, że przeszłość trzeba zostawić za sobą i wykorzystywać nowe szanse. Nie ma więc mowy o nazywaniu dzisiejszego meczu rewanżem za Lizbonę, gdzie w dramatycznych okolicznościach Atletico wypuściło z rąk szansę na pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Przypomnijmy, że w doliczonym czasie gry Real doprowadził do remisu, a w dogrywce zdołał dobić Rojiblancos jeszcze trzema bramkami. Simeone ma jednak rację, nie ma sensu oglądać się na przeszłość, dziś zmierzą się ze sobą te same zespoły, ale mentalnie zupełnie inne niż dwa lata temu.

    Trenerem „Królewskich” jest dziś Zidane, pod rządami którego Real gra stabilniej. To słowo chyba najlepiej określa to, co dzieje się teraz w „białej” części Madrytu. Wyniki i gra zespołu na pewno się są do końca takie jakich oczekiwaliby kibice, ale o samym klubie zrobiło się trochę ciszej. Nie wypływają kolejne skandale, atmosfera w szatni wydaje się być bardzo dobra, nie słyszymy medialnych narzekań gwiazd. A to już duży postęp! Dziś ostatnia szansa dla Realu na zakończenie sezonu z trofeum, Puchar Króla zakończył się kompromitacją, w lidze muszą cieszyć się z wicemistrzostwa. Atletico natomiast powoli umacnia swoją pozycję wśród najpotężniejszych ekip Europy. Wielu uważało, że finał sprzed dwóch lat będzie jednorazowym „wyskokiem”. Nic bardziej mylnego! Simeone nie jest typem człowieka, który zaprowadził swoją bandę na sam szczyt po to żeby pozwolić im z niego zejść. Mało tego, jego zespół z roku na rok wydaje się być coraz bardziej dojrzały. Cały piłkarski świat zachwyca się żelazną defensywą, niesamowitą konsekwencją w grze i zabójczymi kontratakami. Czy dzisiaj to wystarczy na Real?

    Real, którego gwiazda, Gareth Bale, stwierdził kilka dni temu, że żaden z piłkarzy Atletico nie załapałby się do pierwszego składu „Los Blancos”! Atmosfera w Madrycie podgrzana jest więc do czerwoności! Zidane mógł poczuć lekki niepokój w sercu, kiedy na treningu jego największa gwiazda, Ronaldo, stłukł mięsień łydki. Ale jeśli tylko będzie w stanie wyjść na boisko, a nie wyobrażamy sobie aby nie był, to grzechem byłoby nie postawienie na niego! W dzisiejszym spotkaniu nie mamy faworyta, nie stawiamy na żadną z ekip, próba wytypowania zwycięzcy to wróżenie z fusów! Niezależnie od rezultatu po końcowym gwizdku sędziego jednego zwycięzcę już znamy – Triunfa España, Triunfa Madrid!

    Komentarze