Piłka Nożna: Rozprawka o kibicowaniu

Po odpadnięciu Barcelony z Ligi Mistrzów można zauważyć z jednej strony wielką rozpacz ogromnej rzeszy jej fanów, a z drugiej radość całej reszty kibicowskiej braci, która cieszy się z porażki. W sumie to zawsze zastanawiałem się, jak dla kogoś klubem numerem jeden może być zespół z zagranicy (a znam wiele takich osób)?. I jak można każdy weekend spędzać na oglądaniu meczów ligi hiszpańskiej czy angielskiej? Jasne. Też czasem obejrzę, w końcu tam potrafią grać w piłkę, ale żeby nie mieć ulubionej drużyny w kraju? Żeby istotniejszy był mecz jakiegoś Getafe czy innego Levante? Nie oceniam, ale ktoś musi mi to kiedyś wytłumaczyć.

Kibicowanie wielkim klubom to generalnie komercha. Nie jest to jednak najgorsza przypadłość polskiego kibica piłki nożnej. Najgorsze jest co innego. A mianowicie nagłe pokochanie danego zespołu, w momencie, kiedy przyjdzie tam jakiś polski zawodnik. Idealnym przykładem jest tu Bayern Monachium. Jeszcze kilka lat temu cała Polska ściskała kciuki, żeby Borussia Dortmund zlała ten Bayern jak najmocniej. Lewy przeszedł do Bayernu to teraz oglądamy wszystkie mecze tej drużyny. I zgadnijcie komu kibicujemy teraz w meczach na linii Dortmund – Monachium? Założę się, że niektórym jeszcze pozostały jakieś gadżety kibicowskie w żółto–czarnych barwach, a tu peszek (nie Jan, nie Maria) trzeba kupować czerwono–biało–niebieskie szaliki i koszulki. No gdzie tu miłość i oddanie do drużyny ja się pytam?

Jeszcze gorzej jest kiedy komentator w meczu pomiędzy dwiema zagranicznymi drużynami zdecydowanie zawsze faworyzuje tę, w której gra nasz rodak. Tak, jak Pan Dariusz Szpakowski świętował wywalczenie przez Liverpool trofeum Ligi Mistrzów po spotkaniu z Milanem, to chyba jeszcze nigdy nie cieszył się przy sukcesach naszych zespołów. Zmierzam do tego, że zawsze łatwiej jest się podłączyć pod coś, co jest lepsze, bogatsze i bardziej popularne. Myślicie, że większość z tych, którzy tak mocno byli za klubem z Anfield Road, to po odejściu Dudka, dalej mocno trzymają kciuki za ten zespół?

man-u-fans-laczy-nas-pasja

Są jednak też i prawdziwi kibice. Jeśli na przykład od 10 lat kibicujesz takiemu Milanowi albo Manchesterowi United i kompletnie nie interesuje Ciebie, które miejsce w tabeli zajmują te drużyny, to jesteś kibicem na dobre i na złe. Takich osób jest jeszcze naprawdę sporo, ale zauważam taką niebezpieczną tendencję, że są to ludzie w wieku średnim i starsi. To najmłodsze pokolenie straciło te podstawowe wartości kodeksu kibica. Dzisiaj świat ogarnęła szeroko pojęta komercjalizacja i niestety to powoli wkracza w świat młodego fana piłki nożnej. Czyli w skrócie wygląda to tak, że zawsze jesteśmy za tymi, którzy w danym okresie czasu są najbardziej popularni. Wszystko staje się biznesem, a prawdziwe wartości zanikają.

Z tym większym szacunkiem trzeba spojrzeć na fanów zespołów z niższych klas rozgrywkowych. Mam na myśli tych ludzi, którzy od zawsze kibicują wiernie swojej drużynie, a nie bawią się kilka lat w ultrasów ponieważ naoglądali się filmików na Youtube. Zauważmy, że jeśli ktoś ogląda z trybun mecz drużyny w A klasie, to najczęściej są to panowie po 60–tce, którzy pewnie przychodzą na ten stadion od pół wieku. Dlatego też bardzo ważne jest wychowywanie młodych pasjonatów futbolu. Nie możemy przecież pozwolić, aby nasza ukochana piłka nożna zaczęła podupadać na naszych oczach.

Komentarze