Piłka nożna: Remis Legii z Ajaxem

Powiemy szczerze – spodziewaliśmy się, że będzie to wyglądało dużo gorzej. Próbowaliśmy z pamięci wyrzucić ostatnią wizytę Ajaxu na Łazienkowskiej, ale nie dało się. Gdzieś w podświadomości baliśmy się, że możemy być świadkami powtórki z rozrywki. Choć z drugiej strony – dziś Legia jest chyba mocniejsza, niż była wtedy. Ajax natomiast słabszy niż w 2015 roku. Ogólnie mieliśmy nadzieję. Baliśmy się jednak, że znowu zostaną one bardzo szybko zduszone w zarodku.

Od pierwszych minut widać było, że to Ajax jest lepszym technicznie zespołem. Długie rozgrywanie futbolówki, kilka koronkowych akcji. Piłka przy nodze na pewno Holendrom nie przeszkadzała, podopieczni Petera Bosza wiedzieli, jak zrobić z nią użytek. Legia dobrze broniła, miała trochę szczęścia, ale zbyt często nie gościła na połowie Ajaxu. Wyglądała jak pięściarz dysponujący mocnym ciosem. Była pewna, że ma w rękawie asa, który rozstrzygnie tę partię.

Spojrzenie na całe spotkanie prawdopodobnie zmieniłoby się, gdyby…sędzia uznał gola, którego Ajax zdobył. W pełni słusznie, prawidłowo, bez żadnej ściemy Holendrzy wpakowali wczoraj piłkę do siatki, a ta całym obwodem przekroczyła linię bramki. Przed meczem zerknęliśmy na arbitra, który poprowadzi te spotkanie. Aha, Hiszpan. Aha, David Fernandez Borbalan. Będzie się działo, bo ten gość jest znany z tego, że potrafi wywinąć numer, którego nikt nie jest później przez kilka dni racjonalnie wytłumaczyć. Oczywiście błąd to nie tylko wina jego, gdyż miał do pomocy sędziego, który był odpowiedzialny głównie za, by pilnować linii bramkowej. Jak widać – nawet z tak okrojonej listy obowiązków nie potrafił się wywiązać.

My natomiast o tym nie mówimy, jakoś dziwnym trafem nie piszą o tym gazety, ani ludzie nie rozmawiają o tym w metrze jadąc do pracy. Coś czujemy jednak, że gdyby taka sytuacja wydarzyła się, gdy to Legia zdobyłaby bramkę, zawrzałoby. Mielibyśmy temat na kilka tygodni dyskusji.

Legia w drugiej połowie zagrała dobrze. Ajax dalej miał piłkę, ale zdrowie i mocne płuca były wczoraj znakiem rozpoznawczym ekipy prowadzonej przez Jacka Magierę. Dobrą zmianę dał Guilherme, fajnie wprowadził się Kucharczyk, który dwa razy szarpnął skrzydłami, po czym Legia mogła zdobyć bramkę. Końcówka należała do mistrzów Polski i gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, czuliśmy niedosyt. Będąc sprawiedliwym nie można powiedzieć, że Legia była w tym spotkaniu lepsza. Można natomiast z pełnym przekonaniem powiedzieć, że mecz mogła wygrać. Miała ku temu znakomite okazje. Wojskowi wyglądali na dobrze przygotowanych do spotkań o taką stawkę. O niebo lepiej niż w sobotę w Gdyni. Wczoraj wystarczyło to jednak “tylko” na remis.

Mecz skomentował Jacek Magiera:

“Zarówno Ajax jak i Legia miała swoje sytuacje bramkowe, ale żadnej z drużyn nie udało się ich wykorzystać. Przed meczem powiedziałem, że mamy wygrać. Jeśli natomiast nie da się wygrać to ma być remis 0:0. To się udało i z tego się cieszę. Do Amsterdamu polecimy, aby zagrać dobry mecz i awansować. Naszym planem była skuteczna gra w defensywie przez pierwsze 30 minut. Musieliśmy być cierpliwi. Planowaliśmy na końcowe minuty wprowadzić dwóch ofensywnych zawodników, którzy mieli rozruszać naszą ofensywę.”

Z jednej strony 0:0 to wynik dobry, bo każdy bramkowy remis daje awans mistrzom Polski. Z drugiej jednak, w Amsterdamie będzie grało się bardzo trudno, co nie jest dla nikogo tajemnicą. W rewanżu nie zagra Miroslav Radovic, co jest sporym osłabieniem Legii. Dopóki piłka w grze, to wszystko jest możliwe. Uważamy, że z realnymi szansami na awans polski klub może przygotowywać się do drugiej potyczki z Ajaxem.

Komentarze