Piłka nożna: Real i Bayern jedną nogą w ćwierćfinale LM!

    Spodziewaliśmy się tego. Pisaliśmy z resztą o tym już wczoraj – to musi się udać. To musiał być wieczór niezapomnianych sportowych wrażeń. 10 goli w dwóch meczach. Mnóstwo naprawdę pięknych trafień, że my z ręką na sercu nie wiemy, które było najpiękniejsze. Tak było wczoraj. Czego zabrakło? Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to chyba tylko emocji. Wyrównanych spotkań, które trzymałyby nas w niepewności aż do rewanżów.

    Mieliśmy nadzieję, że Arkadiusz Milik zamelduje się na murawie Santiago Bernabeu od pierwszej minuty. Kibicowaliśmy Polakowi i mieliśmy nadzieję, że – kto wie – być może pójdzie w ślady Roberta Lewandowskiego i strzeli Realowi cztery bramki. Arek zaczął jednak spotkanie na ławce, od początku na boisku przebywał Piotr Zieliński. Uważnie przeglądaliśmy się każdemu jego zagraniu.

    Napoli zaczęło bardzo dobrze. Agresywnie i inteligentnie przesuwało się w obronie, na jeden kontakt wymieniało piłkę na połowie Realu. Przyglądając się grze Napoli w Serie A, zwróciliśmy jakiś czas temu uwagę na Lorenzo Insigne. Podobał nam się ten chłopaczek. Wczoraj aż buzia nam się uśmiechnęła, gdy w 8. minucie wyprowadził Włochów na prowadzenie. Na pewno są bramki ładniejsze i bardziej widowiskowe. Insigne pokazał jednak swój niezwykły kunszt i pewność siebie. Mało który piłkarz odważyłby się w ogóle na uderzenie z takiej odległości. Lorenzo zaryzykował i wyprowadził Napoli na prowadzenie.

    Potem do głosu doszedł Real i trzeba przyznać jasno – to było do przewidzenia. Bokami, za sprawą Marcelo i Carvajala, środkiem, dzięki Kroosowi i Modricowi. Zewnętrzną częścią stopy piłkę wprost na głowę Benzemy dorzucił właśnie Carvajal i Francuz doprowadził do wyrównania. Real złapał wiatr w żagle.

    Kolejne bramki wisiały w powietrzu. Najpierw z chirurgiczną precyzją celny strzał oddał Kroos, chwilę później wynik na 3:1 ustalił Casemiro, który spektakularnym golem wyraźnie pobudził kibiców zgromadzonych na Bernabeu. Real miał swoje szanse i mógł wygrać wyżej, ale Królewscy byli bardzo nieskuteczni. Dla Napoli gola zdobył Callejon, ale Hiszpan był na spalonym.

    Dużo większe szanse na awans do ćwierćfinału ma Real, choć nie skreślalibyśmy ekipy z Neapolu. We Włoszech wszystko może się jeszcze wydarzyć.

    Gary Lineker powiedział kiedyś te słynne zdanie, że w piłkę grają wszyscy, a i tak zawsze wygrywają Niemcy. My możemy to nieco przerobić, choć efekt będzie ten sam. Arsenal z Bayernem może grać i milion razy w ciągu jednego roku, a i tak zawsze górą będzie ekipa z Bawarii. Wczoraj miało być inaczej, bo niby Bayern słabszy, a Arsenal lepszy, ale skończyło się jak zawsze. Nie było niespodzianek i z pewnością takowych nie będzie również w Londynie za trzy tygodnie.

    Arjen Robben. Kojarzycie, prawda? Facet w życiu w zdobył mnóstwo takich samych bramek. Każdy to zna – krótka kiwka, zejście do lewej nogi i strzał po długim rogu – robbenowskie abecadło. Wczoraj w 11. minucie zrobił to znowu. Oczywiście nie uczyniłby tego, gdyby nie hektar wolnej przestrzeni, który zostawili mu piłkarze Arsenalu. W miejscu, w którym spokojnie dreptał sobie Robben, prawdopodobnie wylądowałby helikopter. Efekt? 1:0 po pięknym golu.

    W 30. minucie rzut karny sprokurował…Robert Lewandowski faulując Laurenta Kościelnego. Sanchez na raty, bo na raty, ale ostatecznie zdobył gola. W drugiej połowie pięknym strzałem głową Bawarczyków na prowadzenie wyprowadził Lewy, który niejako zrehabilitował się za sytuację z pierwszej połowy. Co było potem? Używając żargonu piłkarskiego – worek z bramkami rozwiązał się. Dwie bramki zdobył Thiago, jedno trafienie dorzucił Muller. Przy pierwszym golu Hiszpana piękną asystą popisał się Polak, czym zasłużył sobie na dodatkowe pochwały.

    Bayern wygrał pewnie i niewiele wskazuje na to, by to Arsenal miał grać dalej. Real też nie powinien mieć problemów z awansem do najlepszej “ósemki”, choć tu ręki nie dajemy sobie uciąć. Za nami piękne dwa wieczory z Ligą Mistrzów. Tęskniliśmy za takim graniem przez całą zimę.

     

    Komentarze