Piłka nożna: Puchar Polski – z podwórka na stadion!

    „Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku” to ogólnopolski turniej piłki nożnej dla dzieciaków, którego mecze finałowe oglądaliśmy wczoraj na Stadionie Narodowym. Hasło to było na tyle sugestywne i tak często powtarzane w kontekście imprez odbywających się wczoraj na murawie Narodowego, że ciężko było niektórym przestawić się potem na tryb Pucharu Polski. Jeżeli impreza, której rangę na krajowym podwórku buduje się z taką pieczołowitością, o której oprawę dba się w każdym, nawet najmniejszym szczególe, która zapełnia kilkudziesięciotysięczne  trybuny na których zasiada nawet prezydent kraju ma mieć taki finał, jak wczoraj, to nie zasługuje ona by łączyć ją z Pucharem Tymbarku! Dzieciaki w nim grające naprawdę zasługują na coś lepszego!

    Pierwsza kwestia – PZPN i Zbigniew Boniek za jeden ze swoich celów postawili sobie uatrakcyjnienie i podniesienie rangi rozgrywek Pucharu Polski. Chwała im za to! Jego zdobywca, poza pucharem do klubowej gabloty, otrzymuje możliwość gry w przyszłym sezonie w Lidze Europejskiej. Gra więc jest jak najbardziej warta świeczki. No chyba, że mówimy o polskich realiach – przecież nie tak dawno wypowiadali się trenerzy zespołów, które mają szansę na europejskie puchary – Cracovii, Pogoni i Zagłębia – dzięki miejscu w ekstraklasowej tabeli. Zgodnie stwierdzili oni, że nie są jeszcze gotowi na podbój Europy. Jeśli nie oni to kto? Wyobrażacie sobie finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym, w którym o możliwość pojedynku z Żalgirisem walczą Zagłębie Sosnowiec i Błękitni ze Stargardu? I to kolejny mankament tych rozgrywek – o ile oprawa meczu finałowego i rozgrywanie go na najważniejszym stadionie w kraju to świetny pomysł to jak wyglądałaby frekwencja gdyby nie aktorzy wczorajszego przedstawienia? Czy wspomniane wcześniej Zagłębie i Błękitni przyciągnęliby tyle samo widzów co Legia i Lech? Śmiemy wątpić! Tak się składa, że ten duet walczył w finale drugi raz z rzędu, ciężko więc prognozować jak będzie wyglądał kiedy zmieni się jego obsada. Wtedy Narodowy może świecić pustkami i z budowania rangi Pucharu nici!

    Przejdźmy do samego spotkania. Choć poświęcanie mu oddzielnego akapitu to może nie jest najlepszy pomysł. Z podwórka na stadion – hasło idealnie oddające przebieg całej imprezy. Piknikowa atmosfera na trybunach, vipowskie loże zapełnione do ostatniego miejsca – prezydenci, prezesi, celebryci – wyglądali jak rodzice podczas rodzinnego pikniku, którzy jednym okiem doglądają grilla popijając piwko, drugim obserwujący swoje pociechy kopiące piłkę na pobliskim trawniku. A na murawie poziom przeniesiony żywcem z tego trawnika. Niby zapowiadało się nieźle, raz uderzył Pawłowski, raz Nikolic i to by było na tyle. Jak dzieciaki, póki tata patrzył to napinka żeby się pokazać, ale kiedy przestał to nie ma po co. Festiwal błędów, nieporadności, kopania się po „czole”. Wczorajszy finał zdetronizował ostatnio korowanego króla nudy, mecz City – Real i od dziś włada niepodzielnie. Pierwszy raz w życiu nie zaklinaliśmy w duchu rzeczywistości chcąc by coś zaczęło się dziać – modliliśmy się aby to jak najszybciej się skończyło. W przypadku dogrywki mieliśmy już przygotowany miecz do ewentualnego seppuku! Cieszyliśmy się jak dzieci, kiedy Prijovic strzelił bramkę a’la Zlatan na 1:0. Więcej goli naprawdę nie chcieliśmy już oglądać i na szczęście nie zobaczyliśmy!

    Oddzielnym tematem jest kwestia racowiska. Skoro kibice mogli je wnieść na trybuny i je odpalić to tak zrobili, logiczne. Skoro zadymili płytę boisko to sędzia Marciniak musiał przerwać spotkanie, logiczne. Pytanie brzmi tylko jakim cudem na finale Pucharu Polski dopuszcza się do takich sytuacji? Skoro to tak ważna impreza to gdzie jest ochrona? Czy nie ma ona obowiązku sprawdzać każdego kibica wchodzącego na stadion? Wnieść jedną racę, w porządku, ale nie kilkadziesiąt! Czy firma ochroniarska poniesie jakieś konsekwencje, bardzo jesteśmy ciekawi?! Jeśli kilkadziesiąt osób może wnieść race to równie dobrze może wnieść pół litra, maczetę czy broń palną! Nie ma co się oszukiwać, żyjemy w kraju oszołomów, którym takie pomysły mogą przyjść do głowy. Czy po meczu osoby odpowiedzialne za odpalenie rac zostaną zidentyfikowane i w „nagrodę” dostaną kary finansowe i zakazy stadionowe? To jest finał finału, na który czekamy!

    Puchar Polski wygrała Legia, ale zwycięzców i pokonanych jest więcej. Wygrał też Piast, do meczu z którym „wojskowi” przystąpią bez kontuzjowanego Prijovica i który widząc grę Legii może być pełen optymizmu przed niedzielnym spotkaniem. Wygrało Zagłębie, Pogoń, Cracovia i Lechia dla których pojawiło się jeszcze jedno miejsce w europejskich pucharach (jeśli oczywiście dojdą do wniosku, że są na nie gotowi). Wygrali organizatorzy, którym mimo wszystko udało się stworzyć fajna oprawę całej imprezy. Przegrał Lech – mentalnie, piłkarsko, rozwojowo – w przyszłym roku nie zagrają przecież prawdopodobnie w Europie, a to pozwoli Legii uciec im jeszcze bardziej, przegrali wspomniani organizatorzy (tak, można być jednocześnie wygranym i pokonanym, powiedzmy takie Pyrrusowe zwycięstwo) – nie potrafili ustrzec się kompromitacji z racami. A najgorsze, że przegrali kibice, którzy zmuszeni byli oglądać żenadę na murawie.

    Komentarze