Piłka nożna: Popierdółka, a nie Superpuchar!

    Sześćdziesiąte europejskie trofeum wędruje do Hiszpanii, dwudzieste w swojej historii zdobywa madrycki Real. I to są najważniejsze i jedyne informacje warte zapamiętania po wczorajszym meczu o Superpuchar Europy. Królewscy po dogrywce pokonali Sevillę 3:2 i chociaż wynik mógłby sugerować, że oglądaliśmy niezłe widowisko, to nas szczerze mówiąc nie rzuciło ono na kolana.

    Trofeum to trofeum, ale patrząc na otoczkę tegorocznego meczu pomiędzy zdobywcą Ligi Mistrzów i Ligi Europy nie mogliśmy się pozbyć myśli, że to jakaś popierdółka, a nie mecz o Superpuchar UEFA.

    Co pierwsze kłuło nas w oczy, to miejsce rozgrywania tego spotkania. Norwegia, Trondheim?! Rozumiemy, że UEFA rozrzuca swoje finały w różne miejsca – promocja futbolu itp., ale wybór Skandynawów, którzy potęgą reprezentacyjną ani klubową nie są, mógł dziwić.

    W dodatku Trondheim i Lerkendal Stadion, który pomieści trochę ponad 20 tysięcy widzów. Mecz o Superpuchar ma być super, a żeby taki był potrzebna jest również oprawa i nie możemy pozbyć się wrażenia, że publiczność zgromadzona na norweskim obiekcie nie udźwignęła tego ciężaru.

    No ale przecież najważniejsze dzieje się na murawie i w takim meczu, kiedy naprzeciwko siebie stają triumfatorzy Lig – Mistrzów i Europy, chcemy zobaczyć dwie najlepsze ekipy europejskich pucharów i najlepszych zawodników. A tu kolejny cios. Patrząc na skład Realu, wydawało nam się, że będziemy oglądać przedsezonowy sparing z Realem Murcia albo innym Recreativo Huelva.

    Asensio-laczy-nas-pasja

    Wiemy, że braki kadrowe i absencja najlepszych piłkarzy są pokłosiem zakończonych niedawno Mistrzostw Europy, ale z drugiej strony – co nas to obchodzi! Ma być super, chcemy więc oglądać gwiazdy, a nie Lucasa, Asensio, Kovacica czy Casemiro.

    Zanim jeszcze zabrzmiał pierwszy gwizdek, my byliśmy już zdegustowani. Trudno było zmienić nastawienie po pierwszych minutach gry. Nudy niesamowite, ale przynajmniej dowiedzieliśmy się od komentatorów, że w Trondheim pada 200 dni w roku, a z tego miasta pochodzi Anders Bardal, Marit Bjørgen i jest z nim mocno związana Liv Ullmann.

    Ot, takie ciekawostki. Bijąc się z myślami, czy przypadkiem nie pooglądać jednak meczu Pucharu Polski Cracovia – Jagiellonia, daliśmy się zaskoczyć. Huknął Asensio i w 21. minucie gry mieliśmy prowadzenie Realu.

    Odżyły nadzieje, że coś się jednak będzie działo. Zmieniło się jednak niewiele, Sevilla trochę śmielej ruszyła do przodu, ale bez przekonania. Pojedynek może nie wyglądał tragicznie, ale co najwyżej na ligę, wczoraj miały być fajerwerki. Trochę przypadku, trochę zimnej krwi i zwycięzcom Ligi Europy udało się doprowadzić do remisu.

    Piłka odskoczyła Vitolo, obok był Vazquez, który uderzył bez namysłu i wpadło. Remis do przerwy i zapowiadało się, że jeszcze jakieś bramki wpadną, ale gdyby liczba goli była miarą atrakcyjności spotkania, to wczorajszy mecz Zagłębia Sosnowiec z Wisłą Kraków bije Superpuchar na głowę.

    Nieco lepiej oglądało się to widowisko, kiedy na murawie pojawili się Benzema i Modrić, ale to Sevilla wyszła na prowadzenie. Faul Ramosa we własnej szesnastce i Konoplyanka pewnie wykorzystał karnego. Królewscy rzucili się do ataku, ale wyglądało to tak, że spotkali się z obroną Częstochowy, a sami nieliczne akcje przeciwnika przerywali notorycznie faulami. Walenie głową w mur, faul, głowa – mur, faul i tak przez dwadzieścia minut.

    Kiedy czekaliśmy już na gwizdek kończący mecz i nasze męczarnie, do akcji wkroczył ten, który w takich momentach nie zawodzi. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry w polu karnym rywala znalazł się kompletnie osamotniony Ramos i wpakował piłkę głową do pustej bramki.

    W dogrywce było nieco ciekawiej, dawało o sobie znać zmęczenie, miejsca na boisku było sporo więcej, piłkarze mogli więc trochę poszaleć. Atakowali głównie zawodnicy z Madrytu, ale świetnie w bramce Sevilli spisywał się Sergio Rico. Bramkę nawet zdobył Ramos, ale sędzia gola nie uznał gwiżdżąc przewinienie Hiszpana.

    My czekaliśmy na rzuty karne, a tymczasem zabawił się Carvajal. Na środku boiska odebrał piłkę Konoplyance, przebiegł całą połówkę rywala, mijając po drodze stojących jak słupy soli przeciwników i minutę przed końcem dogrywki wpakował piłkę do siatki. Dla Realu rewelacyjnie, dla nas średnio, bo nawet nie dane nam było zobaczyć serii jedenastek.

    Zinedine Zidane sięga po swoje drugie trofeum jako trener Królewskich, Sevilla trzeci rok z rzędu przegrywa mecz o Superpuchar, a my czujemy niedosyt. Mecz może i nienajgorszy, ale też nie powalający na kolana. Emocje były, ale na ich brak nie mógł również narzekać ten, kto wybrał mecz Cracovii z Jagiellonią. Takie porównanie świadczy o tym, że spodziewaliśmy się dużo więcej!

     

    Komentarze