Piłka Nożna: Podsumowanie krajowych pucharów

Niedzielny wieczór, ostatnie szlagierowe spotkania w najważniejszych ligach i na tym koniec piłkarskich emocji. Zaczyna się wyczekiwanie wtorkowego wieczoru z Ligą Mistrzów. A co jeśli ta akurat ma przerwę? W takich momentach o kibiców zadbała UEFA i krajowe federacje piłkarskie organizując mecze pucharowe. Może trochę niższy poziom, nie ten prestiż rozgrywek, ale i tu czasem trafiają się perełki. Możemy zobaczyć rywalizację drużyn, które nie mają możliwości zmierzenia się w lidze, piłkarzy którzy nie łapią się do meczowych osiemnastek na mecze ligowe, no i to w końcu w tych rozgrywkach faworyci przegrywają często, jak nigdzie indziej. Chociaż nie znam nikogo, kto ekscytowałby się wczorajszym meczem pomiędzy Afan Lido a Cardiff Metropolitan w Pucharze Walii lub przeżywał domową porażkę Ferencvarosu z Videotonem w Pucharze Węgier,  to ten tydzień również dostarczył nam sporych emocji na krajowych podwórkach.

W Hiszpanii po pierwszej serii meczów półfinałowych przed rewanżami powiało nudą. Barcelona – Valencia 7:0, Sevilla – Celta Vigo 4:0. W obu przypadkach rewanże wydawały się być formalnością. Sevilla zagra dzisiaj, natomiast Nietoperze podejmowały wczoraj Barcelonę. Przed tym meczem Sergio Busquets zadeklarował, że po siedmiobramkowym pogromie największym wyrazem szacunku dla Valencii będzie wyjście najmocniejszym składem i granie jakby zaliczka bramkowa nie istniała. Luis Enrique miał chyba jednak inną koncepcję i w składzie Barcelony pojawili się głównie nieznani szerszej publiczności juniorzy. Co znamienne, nawet oni potrafili zdominować słabo grające w tym sezonie Nietoperze. I chociaż drużyna Gary’ego Nevilla prowadziła po golu Alvaro Negredo, to Katalończycy zdołali wyrównać w końcówce po golu dziewiętnastoletniego Wilfrida Kaptouma. Konia z rzędem temu kto wie cokolwiek więcej o młodym Kameruńczyku. 8-1 w dwumeczu i jeśli na Estadio de Balaídos w Vigo nie zdarzy się cud, to Barca powita Sevillę w finale Pucharu Króla. Warto odnotować jeszcze, że Duma Katalonii ustanowiła klubowy rekord 29 oficjalnych meczów bez porażki! Czapki z głów!

Spore emocje towarzyszyły nam również w Pucharze Anglii. We wtorek mierzyły się zespoły West Ham i Liverpoolu. W ich pierwszym meczu nie padły bramki więc, jak mówi regulamin FA Cup, w przypadku remisu musiał on zostać powtórzony. Regulaminowe 90 minut przyniosło nam kolejny remis, tym razem 1:1, co zapowiadało dogrywkę. I kiedy po 120 minutach meczu tablica wyników w dalszym ciągu pokazywała remis, a trenerzy ustalali w głowach kolejność wykonawców rzutów karnych, na ostatni zryw zebrali siły piłkarze Slavena Bilića i w doliczonej minucie Ogbonna zdołał wpakować piłkę do bramki Mignoleta. West Ham gra dalej, a drużyna Liverpoolu będzie chciała jak najszybciej zapomnieć o początku lutego – porażka z Leicester, dwie frajersko stracone bramki w końcówce meczu i tylko remis z Sunderlandem, protest kibiców opuszczających trybuny w 77. minucie meczu manifestując sprzeciw przeciwko windowaniu cen biletów, a teraz odpadnięcie z Pucharu Anglii. Oby morale drużyny zdążyło wzrosnąć przed finałem Pucharu Ligi Angielskiej, bo tam na zespół Jurgena Kloppa czeka Manchester City. Do niespodzianki omal nie doszło również we wczorajszym meczu Peterborough z West Bromem. Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 2:2, w drugim gospodarze sensacyjnie prowadzili do 71. minuty i to oni byli bliżej awansu. Zawodnikom z West Bromwich udało się jednak doprowadzić do remisu, a w konsekwencji do rzutów karnych, które rozstrzygnęli na swoją korzyść.

lewy-bochum-laczy-nas-pasja

Ciekawie zapowiadały się również rozgrywane w tym tygodniu ćwierćfinały Pucharu Niemiec. W pierwszym meczu Leverkusen podejmował Werder Brema. Bayer, podbudowany remisem z mistrzem kraju, wydawał się być murowanym faworytem. Spotkanie z Bayernem kosztowało ich chyba jednak zbyt wiele sił, bo drużyna wydawała się być piekielnie zmęczona i rozkojarzona. Chociaż przeważali na murawie, częściej atakowali i nawet prowadzili 1:0, to jednak finalnie spotkanie zakończyło się ich porażką 1:3, a bramkę dla Werderu zdobył z rzutu karnego nieśmiertelny Claudio Pizarro i to on ze swoją drużyną zagra w półfinale. W pozostałych meczach Borussia Dortmund pewnie pokonała zespół ze Stuttgartu, Hertha Berlin po wyrównanym meczu zwyciężyła 3:2 z drugoligowym HeidenHeim a Bayern Monachium zdeklasował Bochum, choć wynik 3:0 nie oddaje przewagi monachijczyków i mógł być zdecydowanie wyższy. Z rzeczy wartych zapamiętania – podczas meczu Stuttgartu z Dortmundem na murawę spadł deszcz piłek tenisowych, była to forma protestu niemieckich kibiców wobec rosnących cen biletów, a w meczu z Bochum Robert Lewandowski strzelił kolejne dwa gole dla swojego zespołu i w tym roku ma ich na koncie już sześć! Oby tak dalej!

Foto: dailymail.co.uk

Komentarze