Piłka nożna: Osasuna – Valencia 3:3!

    Patrząc wczoraj rano na rozpiskę meczów piłkarskich, nie mieliśmy w planach pisania o tym, co wydarzy się w poniedziałek w Hiszpanii. Siedemnastą kolejkę w La Liga kończyła bowiem konfrontacja ostatniej w tabeli Osasuny i broniącej się przed spadkiem Valencii. Nic nie zapowiadało, że będziemy świadkami wielkiego widowiska.

    Valencia jechała w pierwszym ligowym spotkaniu 2017 roku na El Sadar, by pokonać najsłabszą w lidze Osasunę. Prowadzeni przez Voro, czyli tymczasowego szkoleniowca Nietoperze ostatni swój mecz w La Liga wygrali 22 września. Osasuna natomiast na własnym boisku w tej kampanii jeszcze nie zwyciężyła.

    Jeszcze nie zdążyliśmy wygodnie rozsiąść się w fotelu, temperatura świeżo zaparzonej herbaty jeszcze nie pozwalała na to, by móc się jej napić, a już było 0:1. Szybką wymianę piłki na skrzydle dośrodkowaniem z lewej nogi w pole karne zakończył Siqueira, który sprytnie znalazł na trzynastym metrze Munira. Ten strzałem z pierwszej piłki nie dał szans Mario Fernandezowi.

    Ledwo zdążyliśmy się obejrzeć, a Osasuna wyrównała. Niezrozumienie środkowych obrońców wykorzystał Oriol Riera, który z najbliższej odległości wpakował piłkę obok bezradnego w tej sytuacji Diego Alvesa. W doliczonym czasie pierwszej części gry pod własną bramkę aż w pole karne przywędrował właśnie Riera, który chciał swoimi dobrymi warunkami fizycznymi wspomóc kolegów z zespołu. Zamiast pomóc, zaszkodził, gdyż po przedłużeniu przez niego dośrodkowania głową futbolówka ugrzęzła w siatce Fernandeza. Kilka sekund później arbiter zaprosił oba zespoły do szatni na przerwę, którą w lepszych nastrojach spędzali goście.

    parejo-laczy-nas-pasja

    Po wznowieniu gry znowu byliśmy zbudowani tym, co pokazują piłkarze Osasuny. Gdybyśmy nie wiedzieli, że w roli gospodarza oglądamy w poniedziałkowy wieczór ostatni zespół ligi, to nie przypuszczalibyśmy, że z tak wielką determinacją może grać ekipa, której na swojej ziemi nie udało się jak do tej pory wygrać. Kwadrans po zmianie stron w protokole meczowym zapisał się Torres, który pięknym strzałem z lewej nogi umieścił futbolówkę obok znów bezradnego Diego Alvesa.

    Osasuna szła za ciosem i raz za razem przedostawała się w pole karne Valencii. Pojedynczą akcję ofensywną Nietoperzy zainicjował w międzyczasie z prawej strony boiska Montoya, który kilka sekund później był już na środku boiska, by strzałem z pierwszej piłki w polu karnym wykorzystać błyskotliwe podanie Munira i umieścić futbolówkę w siatce. Valencia znowu była w tym spotkaniu słabsza, a znowu wyszła na prowadzenie.

    Gdy Ivan Marquez Alvarez wyciął równo z trawą Santiego Minę, sędzia bez wahania wskazał na “wapno”. Była 85 minuta meczu. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł pełniący funkcję kapitana w Valencii Dani Parejo, który strzelił jednak zbyt lekko i bez większego problemu jego uderzenie skutecznie wybronił Fernandez. Cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Valencia dalej prowadziła tylko 3:2.

    Z perspektywy całego spotkania – to był właśnie moment przełomowy w meczu. Fernandez swoją paradą dodał wiatru w żagle kolegom z pola, którzy ruszyli z pełnym impetem w kierunku bramki strzeżonej przez Diego Alvesa. Swoją drogą to ciekawe, że jeszcze kilka chwil wcześniej, gdy Parejo stał przed szansą podwyższenia prowadzenia, w graczach Osasuny nie było widać już motywacji, by powalczyć o choćby punkt. Ta jednak przyszła szybciej niż mogłoby się wszystkim wydawać. Nowe życie wstąpiło szczególnie w Carlosa Clerca, który przy pomocy Jaime’a Romero rozmontowali defensywę gości i na dwie minuty przed końcem meczu doprowadzili do remisu.

    Rezultat końcowy tej rywalizacji ostatecznie już nie uległ zmianie, ale wyraźnie zbudowani tym, co zademonstrowały ekipy z dołu tabeli mieliśmy problem, by odejść sprzed telewizora. Z jednej strony gol Munira już na początku meczu, potem samobój, tuż przez przerwą wyrównanie, potem trafienie prawego obrońcy, następnie przestrzelony karny i finalnie gol obrońcy w doliczonym czasie gry. Wczoraj na El Sadar mieliśmy wszystko. Absolutnie wszystko.

    Osasuna, która do swojego skromnego dorobku z tego sezonu dopisała jedno oczko dalej jest ostatnia w lidze, Valencia plasuje się na pozycji numer siedemnaście. Obie ekipy swoje kolejne spotkania grają już w niedzielę.

    Komentarze