Piłka nożna: Nie chcieliśmy wygrać…

    W pomeczowym studio Wojtek Kowalczyk wypowiedział mądre słowa: nie chcieliśmy wygrać, no to nie wygraliśmy. I właściwie nie potrzeba lepszego komentarza do wczorajszego meczu Kazachstan – Polska. Możemy na tym skończyć, ale to by znaczyło, że przyjmujemy wynik pierwszego kwalifikacyjnego spotkania z entuzjazmem i zrozumieniem.

    A przecież tak nie jest! Jeżeli na murawę wybiega w biało – czerwonych barwach jedenastu zawodników, którzy grają w samych zagranicznych klubach – Bayernie, Napoli, Monaco, PSG czy Leicester, to oczekujemy dużo więcej!

    Wczoraj wróciły wspomnienia sprzed kilku lat. Wspomnienia reprezentacji, która potrafiła wyłożyć się na najprostszej przeszkodzie, jaką niewątpliwie była reprezentacja Kazachstanu. Mało brakło, żeby nieliczni zgromadzeni na trybunach stadionu w Astanie kibice zaczęli intonować „staropolską” przyśpiewkę „pzpn, pzpn, j.., j… pznpn”! Dobrze, że do tego nie doszło, bo to zbyt wcześnie, żeby oceniać naszą kadrę, ale wczoraj przeżyliśmy zawód.

    Jeden z naszych redakcyjnych kolegów powiedział po meczu, że może i dobrze się stało, bo futbolowi „Janusze” przestaną postrzegać naszą reprezentację jako przyszłych mistrzów świata i zostaną sprowadzeni na ziemię.

    fabianski-po-remisie-z-kazachstanem-laczy-nas-pasja

    Remis z Kazachstanem pokazuje, że jeszcze mnóstwo pracy przed nami i nawet „gwiazdy” zagranicznych lig muszą do każdego spotkania podchodzić ze stuprocentową koncentracją!

    A jak wyglądał sam mecz? Pierwsza połowa to dominacja naszych. Może nie absolutna, ale zamiast zejścia do szatni z wynikiem 2:0 powinniśmy kończyć pierwszą połowę z co najmniej czterobramkowym prowadzeniem.

    Powinniśmy, ale reprezentacyjną formę podtrzymuje cały czas Arkadiusz Milik. Jeśli ktoś ma trafić w słupek lub poprzeczkę, dajcie piłkę napastnikowi Napoli, na pewno trafi.

    Trzeba też oddać Kazachom, że mogli i oni strzelić bramkę. Nasi byli tak pewni swojej przewagi, że kilkukrotnie oddali rywalowi inicjatywę i tylko ich brak umiejętności sprawił, że piłka nie wpadła do naszej siatki.

    Niestety, co się odwlecze… Polacy z szatni chyba nie wyszli… żal było przyglądać się, jak „kilkaset milionów euro” nie radzi sobie z zespołem, który jeszcze niedawno przegrywał 0:2 z Kirgistanem.

    glik-kazachstan-laczy-nas-pasja

    A pogrążył nas zawodnik, który nie mógł przebić się w Koronie Kielce i  w całej swojej przygodzie z polską ligą strzelił raptem jedną bramkę.

    2:2 w Astanie to stracone punkty, nie można odebrać inaczej tego wyniku. Oczywiście przed nami jeszcze mnóstwo szans na zdobywanie punktów, ale bardzo zaboli, jeśli w ostatecznym rozrachunku zabraknie właśnie ich do awansu. Dalecy jesteśmy od oceniania formy naszych piłkarzy, bo wiemy, że stać ich na wiele, ale wczoraj przeżyliśmy rozczarowanie. Tylko i aż tyle…

    Komentarze