Piłka nożna: Nie bądź jak Ajax, bądź jak Legia!

    Wczorajsze zmagania piłkarskie na Starym Kontynencie można idealnie podsumować używając pewnego popularnego ostatnio powiedzonka. W wersji futbolowej brzmiałoby ono mniej więcej tak – Ajax był liderem aż do ostatniej kolejki, Ajax musiał wygrać z przedostatnią drużyną ligi żeby zostać mistrzem, Ajax to spieprzył i zremisował, Ajax nie jest mistrzem Holandii. Nie bądź jak Ajax! Legia była liderem Ekstraklasy, Legia miała tyle punktów co Piast, Legia musiała wygrać z Piastem żeby wybić mu z głowy walkę o mistrzostwo, Legia rozniosła Piasta 4:0. Bądź jak Legia!

    Rozgrywki ligowe w większości europejskich krajów są właśnie na finiszu i tam, gdzie walka o tytuł jest nierozstrzygnięta pewnym jest, że ktoś spektakularnie wyłoży się na ostatniej prostej. Taki jest futbol i brak takiej niespodzianki byłby niespodzianką. Wczoraj z walki o tytuł mistrzowski w Hiszpanii oficjalnie wypisało się Atletico, przegrywając ze spadkowiczem Levante. Ale im można wybaczyć, nie byli liderem ani faworytem a przed nimi jeszcze finał Ligi Mistrzów. Prawdziwą niespodzianką była utrata tytułu przez Ajax. Chociaż nie jest to może zbyt trafne stwierdzenia, to było frajerstwo najczystszego sortu. Ostatnia kolejka do rozegrania, równa liczba punktów z PSV, ale lepszy stosunek bramkowy. Wystarczyło postawić kropkę nad „i” wygrywając z Graafschap, przedostatnią drużyną w lidze. Oczywiście swój mecz musiało również wygrać PSV, a zadanie miało trochę trudniejsze, mierzyło się ze Zwolle. I co, nie udało się! Miażdżąca przewaga piłkarzy z Amsterdamu, ale po końcowym gwizdku tablica pokazywała wynik 1:1. Jedyną nadzieją było potknięcie rywala do tytułu. Jednak ten ze swojego zadania wywiązał się podręcznikowo i pokonał przeciwnika 3:1. Frajerem roku zostaje Ajax.

    Kibiców w Polsce cieszy, że to „zaszczytne” miano zostało już nadane i tym razem nie skompromitowała się drużyna z naszej Ekstraklasy. W ubiegłym sezonie frajerem została Legia, pozwalając wyprzedzić się na finiszu poznańskiemu Lechowi, w tym roku, nauczona doświadczeniem, nie pozwoliła sobie na taką wpadkę. Bo wpadką byłaby przegrana z Piastem i ewentualna porażka w wyścigu o tytuł Mistrza Polski! Koronowana na zwycięzcę ligi jeszcze przed sezonem, tym razem Legia pokazała, że tytuł wywalczy na boiskach a nie w opiniach ekspertów i kibiców. Do starcia w Warszawie obie ekipy przystępowały w równą ilością punktów, liderem byli gospodarze z racji miejsca zajmowanego w tabeli po rundzie zasadniczej. Remis pozwalałby im utrzymać pozycję lidera, ale wykluczałby możliwość jakiegokolwiek potknięcia w dwóch ostatnich kolejkach, porażka spychałby ich na drugi plac z trzema punkami straty a wygrana dawała trzy punkty przewagi na papierze, w rzeczywistości cztery, bo w przypadku ich równej liczby po zakończeniu rozgrywek i tak mieliby tytuł w kieszeni. Wczorajsze spotkanie rozwiało jednak wszelkie wątpliwości i gdybania, na dwie kolejki przed końcem, można śmiało ogłosić, że Legia Warszawa jest najlepszą drużyną Ekstraklasy sezonu 20015/16! Wynik 4:0 zupełnie nie oddaje przebiegu spotkania, bo tak naprawdę powinno być 6:0, a z drugiej strony Piast nie zasłużył na taki łomot! Mimo iż do przerwy przegrywał 2:0 był drużyną, która wcale nie grała źle, podobały nam się ich odważne ataki podczas których na połowie Legii było momentami ośmiu piłkarzy z Gliwic. Brakowało niestety albo ostatniego podania albo skuteczności. Warszawiacy punktowali zaś jak wytrawny bokser, grali swoje i byli diabelnie skuteczni. Warto zwrócić uwagę, że cały ich blok ofensywny zagrał świetne zawody, cztery gole, każdy to dzieło innego zawodnika, dwie asysty Kucharczyka, a ta zewnętrzną częścią stopy do Hamalainena – palce lizać! Guilherme – bramka i wywalczony karny, chyba gracz meczu! Szkoda Nikolica, bo chociaż wpisał się na listę strzelców, to mógł skończyć spotkanie z hat-trickiem. Co jeszcze istotne w grze „legionistów” – defensywa złożona z samych profesorów – Hlousek, Pazdan, Lewczuk, Jędrzejczyk – wczoraj w całokształcie meczu, bezbłędni!

    Do końca jeszcze dwie kolejki, przed Legią mecze z Lechią i Pogonią, przed Piastem z Ruchem i Zagłębiem. Czy wydarzyć się może jeszcze coś niespodziewanego? Wątpimy, gliwiczanie potrzebują sześciu punktów i potknięcia Legii. Mecz w Gdańsku łatwy nie będzie, ale w razie czego zostaje jeszcze pojedynek ze słabo ostatnio dysponowaną drużyną Michniewicza. Piłkarze Czerczesowa mogą powoli przyzwyczajać się do ciężaru mistrzowskich medali na szyjach!

    Komentarze