Piłka nożna: Największy wygrany weekendu? Legia Warszawa!

Jasne jak słońce było przed tym weekendem, że w najlepszej czwórce tabeli Ekstraklasy wszyscy kompletu punktów nie zdobędą. To było oczywiste, Lechia grała przecież z Legią. I o ile właśnie spotkanie w Gdańsku naszym zdaniem miało prawo zakończyć się remisem, o tyle w meczach z udziałem Jagiellonii i Lecha nie przewidywaliśmy kompromisów. Szczególnie w kontekście Kolejorza podział punktów był czymś prawdopodobnym mniej więcej tak, jak opady śniegu w połowie lipca.

A jednak – po raz kolejny – okazało się, że nasze prognozy nie są nic warte i pierwszy gwizdek w każdym z meczów był momentem, od którego straciliśmy kontrolę nad wynikiem. Rozpędzony Lech zremisował bezbramkowo z bardzo słabym Górnikiem Łęczna, Jagiellonia w Szczecinie nie była w stanie pokonać króla remisów, czyli miejscową Pogoń.

Zacznijmy od początku, czyli właśnie od spotkania Pogonii z Jagiellonią. Po dwóch wpadkach z rzędu Lechii piłkarze Michała Probierza wskoczyli na fotel lidera Ekstraklasy. Patrząc racjonalnie, to mimo wszystko białostocczanie nie byli stawiani w roli głównego faworyta do wygrania ligi. Sami obudzeni w środku nocy też raczej w pierwszej kolejności zapytani o to, kto na koniec będzie odbierał złote medale za krajowy czempionat, wymieniliśmy kogoś spośród Lecha, Lechii i Legii.

Jak się jednak później okazało – Jagiellonia nie tylko nie utrzymała, ale również nie powiększyła przewagi nad Lechem Poznań. Okazji do zdobycia choćby jednego gola było sporo, ale ani razu piłka nie wpadła do siatki, co biorąc pod uwagę mistrzowskie aspiracje Jagiellonii, było dosyć zaskakujące. W poprzednich 4 meczach Jaga zdobyła bowiem aż 14 bramek.

A Kazimierz Moskal, czyli trener Pogonii Szczecin, do swojego dorobku może dopisać kolejny remis. Po meczu w internecie znaleźliśmy ciekawostkę. Dla nas – niesamowita historia.

***

Dobra, teraz bez owijania w bawełnę – największym przegranym tego weekendu jest Lech Poznań. Wiedzieliśmy, że nie można cały czas wygrywać. Że każdemu zdarzają się słabsze spotkania i po jednym, dwóch, trzech dobrych i wygranych meczach w końcu musi przyjść kryzys. Ale że stanie się to w spotkaniu z błagającym w tym sezonie Górnikiem Łęczna? Że stanie się to w Poznaniu i to mając z tyłu głowy, że 3 punkty są gwarantem po raz pierwszy w tym sezonie objęcia przewodnictwa w całej stawce?

Lech nie wiedzieć czemu nie potrafił tego wykorzystać. Nie chcemy mówić, że kryzys, ale dołek przyszedł w złym momencie. W spotkaniu, które musiało zakończyć się zwycięstwem. Łęczna bowiem od jakiegoś czasu wyciera dno tabeli, a za kadencji Franciszka Smudy zdołała wygrać tylko raz – z Piastem Gliwice. Wicemistrzowie Polski jednak to mniej więcej ten sam typ drużyny, co Łęczna. W skrócie: na pewno daleko jest im do tego, by móc nazwać ich dobrym zespołem.

Efekt? 0:0. Parafrazując nieco klasyk – takimi meczami przegrywa się mistrzowski tytuł.

***

Na samym końcu szlagier tej serii spotkań. Lechia-Legia, pełen stadion, fantastyczna otoczka – serio, wyglądało to wszystko po europejsku. Problemem był jednak (tak, tak – domyślacie się) poziom sportowy obu zespołów. W szczególności mówimy tu o pierwszej połowie. Większe emocje towarzyszą mszom świętym nadawanym z Watykanu niż temu, co wczoraj oglądaliśmy na Letnicy. To było jedno z tych spotkań, w których nawet ci najbardziej zagorzali kibice zaczynają zastanawiać się nad sensem poświęcania swojego wolnego czasu na spotkania piłkarskie.

W drugiej połowie oglądaliśmy jednak już całkiem fajne meczycho. Najpierw lepsza była Lechia, potem do głosu doszli goście. W końcówce solidniej wyglądali gdańszczanie, ale wtedy właśnie Michał Kucharczyk zdobył gola dającego zwycięstwo. Mamy wrażenie, że Lechia nie była wczoraj gorsza, a mimo wszystko przegrała spotkanie. Wydaje się nam, że dobry, ułożony zespół by nawet tego jednego punktu nie oddał. Miałby w sobie na tyle wyrachowania, że ten remis dowiózłby do końca. Jesteśmy zdania, że wczoraj chłopcy zostali oddzieleni od mężczyzn. Mężczyźni powalczą o ligowy tytuł, a chłopcy muszą zmienić priorytety i walczyć o pierwszy w historii klubu medal mistrzostw Polski.

Kto teraz jest najbliżej tytułu? Nie mamy absolutnie żadnego pojęcia.

 

Komentarze