Piłka nożna: Mocna Lechia, słaba Jagiellonia, bezpłciowa Legia

    Byliśmy ciekawi. Sami przez kilka ostatnich dni zastanawialiśmy się, kto lepiej zacznie piłkarską wiosnę. Wybierając się na weekend do Trójmiasta można było zobaczyć w akcji trzy najlepsze obecnie drużyny w naszym kraju. Porównać, zobaczyć, zdobyć się na pierwsze wnioski.

    Arka w sobotę gościła u siebie na stadionie Legię, dzień później do Gdańska przyjechała Jagiellonia. Ostrzyliśmy sobie apetyty na te mecze, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że ktoś może się pogubić i odda punkty. W czołówce, w której panuje niesamowity tłok, bezpośrednie starcie na tym etapie rozgrywek może sporo kwestii rozstrzygnąć. Może pokazać, kto w lepszej dyspozycji rozpoczyna 2017 rok.

    Teoretycznie Legia miała zadanie łatwe, bo Arka już nie była tą drużyną, która potrafiła na początku sezonu wygrywać u siebie mecz za meczem. Mieliśmy jednak świeżo w pamięci, że w Warszawie piłkarze Grzegorza Nicińskiego zdołali wygrać 3:1. Z tym że wtedy wtedy zamiast Jacka Magiery Legię prowadził Besnik Hasi, a Wojskowi zamiast walczyć o mistrzostwo kraju zastanawiali się, w jaki sposób opuścić strefę spadkową.

    I od początku spotkaniu był chaos. Legia niby częściej miała piłkę przy nodze, niby długo ją rozgrywała i wydawało się, że ma pomysł, jak ten mecz wygrać, ale nie miało to zbytniego przełożenia na akcje bramkowe. Ciężar gry za swoje barki brał Radovic, w środku pola aktywny był Jodłowiec. Strzałow w kierunku bramki Jałochy i koronkowych akcji pod polem karnym jednak nie było. Bardzo długo oglądaliśmy – nie bójmy się uzyć tego określenia – bezpłciowy mecz.

    W 39. minucie spotkania Legia w końcu zaskoczyła. Po szybkiej wymianie futbolówki Tomas Necid z prawej strony pola karnego mocnym i płaskim podaniem zacentrował ją w kierunku stojącego na kilka metrów przed linią bramkową Tomasza Jodłowca. Reprezentant Polski skierował ją do siatki, dzięki czemu mistrzowie Polski wyszli na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.

    Arka miała w tym spotkaniu dwie sytuacje, dwie po strzałach głową. Widać było, że gdynianie chcą dobrze wznowić rozgrywki i wygrać pierwsze spotkanie u siebie na boisku w 2017 roku. Niewiele jednak z tego wynikało i Legia dosyć pewnie dowiozła ten wynik do ostatniego gwizdka.

    Wiedząc o tym, co wydarzyło się 24 godziny wcześniej w Gdyni, na boisko wychodziły drużyny Jagielloni i Lechii. Pierwsza z drugą drużyną miały między sobą rozstrzygnąć kwestie samodzielnego prowadzenia w tabeli. Zdecydowanie lepiej ten mecz zaczęli gdańszczanie, którzy po strzale Marco Paixao wyszli na prowadzenie. Później Lechia objęła stery nad wydarzeniami boiskowymi i w pełni kontrolowała to, co działo się na Letnicy.

    W drugiej połowie aktywny na prawej stronie boiska był Paweł Stolarski i to on dzięki dynamicznej akcji dośrodkował piłkę w pole karne. Tam znowu najsprytniejszy był Marco Paixao, który podwyższył wynik spotkania na 2:0. Chwilę później jego brat, Flavio, ustalił rezultat na 3:0 i stało się jasne, że Lechia wygrywa w hicie kolejki.

    Kilka wniosków po tym pierwszym weekendzie? Jagiellonia zaczęła bardzo słabo i jeśli szybko nie wskoczy na właściwe tory, to bardzo szybko może stracić z radaru Lechię i niedługo później Legię. Wojskowi zagrali solidny mecz w sobotę, ale – umówmy się – fajerwerków to my nie oglądaliśmy w Gdyni. Lechia jest w gazie i ciekawi jesteśmy, jak poradzi sobie za tydzień w Niecieczy.

    Liga się zaczęła, a my chcemy już kolejnych meczów. Chcemy więcej i więcej.

     

    Komentarze