Piłka nożna: Jak wytłumaczyć fenomen Michała Pazdana?

    Mam takie niejasne wrażenie, że coś się w naszym kraju ostatnio wymknęło spod kontroli. Miłość do piłkarzy naszej reprezentacji jest dzisiaj bezgraniczna. Ludzie zaczęli traktować kadrowiczów jak nadludzi. Nie przypominam sobie, aby siatkarze po zdobyciu mistrzostwa świata albo piłkarze ręczni bo wywalczeniu brązowego medalu byli tak fetowani.

    To zjawisko nie pojawiło się jednak nagle. Przecież już w 2002 roku, kiedy piłkarze powracali z nieudanych mistrzostw z Korei i Japonii, to witały ich tysiące kibiców. A oni przecież nie wyszli nawet z grupy?!

    Czy to się komuś podoba czy nie, to piłka nożna jest w Polsce sportem numer jeden i nic nie wskazuje na to, aby mogło się to kiedyś zmienić. Nie mnie to oceniać, sam w końcu interesuję się futbolem od najmłodszych lat.

    Lubimy sobie w naszym kraju tworzyć bohaterów. Po zagraniu świetnego spotkania przeciwko drużynie Niemiec wszyscy oszaleli na punkcie Michała Pazdana. Faceta, który jeszcze w meczach kontrolnych grał słabo, a na turniej pojechał niejako z konieczności. Ba! W pierwszym meczu przeciwko Irlandii Północnej nie ustrzegł się kilku błędów.

    Dwa lata temu, jeszcze w barwach Jagiellonii Białystok, Michał Pazdan miał świetny sezon. Wtedy też zastąpił Kamila Glika w pierwszym składzie w meczu eliminacji przeciwko Gruzji. Szansę wykorzystał.

    Przeszedł do Legii Warszawa, gdzie już nie błyszczał tak mocno, jak w Białymstoku. Miejsce w reprezentacji jednak miał, dlatego, że cierpimy na brak dobrych obrońców. Bycie przyzwoitym ligowcem wystarczało, żeby „łapać” się do szerokiej kadry.

     

    pazdan750

    Na przykładzie Pazdana można zobaczyć, jak bardzo ważna jest psychika w sporcie. Wydolność, siłę i precyzję można wyszkolić. Jeśli jest dobra mentalność, to można grać na najwyższym, wcześniej nieosiągalnym poziomie.

    I to się właśnie stało z Pazdanem. Jeśli zatrzymał ataki mistrzów świata, to czego miał się obawiać w następnych meczach? Dał radę w każdym kolejnym spotkaniu. Grał jak profesor. Ten przyzwoity ligowiec wzbił się nagle na poziom światowy.

    Euforyczne reakcje na Michała Pazdana to historia w stylu: od zera do bohatera. Ileż przecież można chwalić Lewandowskiego, Fabiańskiego czy Krychowiaka? Oto przecież chłopak z Nowej Huty nie pęka przed najlepszymi na świecie.

    Muszę przyznać, że pomimo tego, że Pazdan zagrał świetny turniej, to nie do końca rozumiem tej ekstazy na jego punkcie. Z drugiej strony to piękne, że w podkrakowskich Niepołomicach witają go prawdziwe tłumy kibiców i nikomu nagle nie przeszkadza, że to piłkarz znienawidzonej Legii Warszawa. Facet wychowany w Nowej Hucie, gra przy Łazienkowskiej i naprawdę nikt nie ma z tym problemu. Normalnie nie do uwierzenia!

    pazdeklegia

    Chyba wszyscy nie mają wątpliwości, że to zarówno dla niego jak i klubu z Warszawy najlepszy moment na transfer zagraniczny. Pytanie tylko, czy będzie kolejnym Polakiem w lidze francuskiej, czy też na przykład powalczy z najlepszymi napastnikami świata w lidze włoskiej lub angielskiej.

    Tak na koniec się jeszcze zastanawiam, czy kariera Pazdana potoczy się tak jak Kamila Glika, czyli, że z uznawanego za solidnego, ale jednak przeciętnego piłkarza stanie się on zawodnikiem klasy europejskiej.

    Jedno jest pewne, bardzo chciałbym, żeby tak się stało. Mam tylko nadzieję, że ludzie którzy tak wielbią teraz Michała nie zapomną o nim, kiedy będzie miał słabszy okres. Bo prawdziwi kibice to nie sezonowcy, a tych w naszym kraju ostatnio niestety nie brakuje.

     

    Komentarze