Piłka Nożna: I znowu wtorek…

Ledwie pożegnaliśmy weekendowe rozgrywki ligowe, przestawiliśmy się na tygodniowy tryb pracy, przeżyliśmy znienawidzony poniedziałek i już wraca! Nie pozwoli nam odpocząć, nie da spokojnie doczekać do piątku! Futbol staje się powoli czymś więcej niż hobby, staje się wręcz obowiązkiem, religią, no bo powiedzcie sami – jak odpuścić Ligę Mistrzów? Zwłaszcza, że wtorek przynosi nam dwa mecze, z których każdy mógłby spokojnie być anonsowany jako finał tych rozgrywek! Arsenal – Barcelona, Juventus – Bayern. Trzecia drużyna Premier League kontra lider La Liga, a w drugim spotkaniu naprzeciwko siebie liderzy Serie A i Bundesligi. Grają dwaj finaliści ubiegłorocznej edycji. Potrzeba większej zachęty? Zwłaszcza ten pierwszy mecz budzi dużo emocji, przyjrzyjmy się bliżej:

Niewielu kibiców i obserwatorów daje londyńczykom w tym dwumeczu jakieś szanse. Zacznijmy od gości – sposób gry Blaugrany ociera się w tym momencie o perfekcję, raz ograją Celtę Vigo 6:1, innym razem wymęczą 2:1 z Las Palmas, ale zawsze pokazuję wręcz magiczny sposób gry. Technika Neymara, skuteczność Suareza, każdy ruch Messiego na boisku, czasem mamy wrażenie, że to właśnie dla nich wymyślono piłkę nożną. Barca przypomina rozpędzoną maszynę, dla której obrona potrójnej korony z tamtego sezonu to czysta formalność a czasem i tak ma się wrażenie, że zaraz dopiero włączą kolejny bieg.  Widać to znakomicie po wynikach jakie osiągają, dotarli już do finału Pucharu Króla, prowadzą w La Liga z 67 strzelonymi i 20 straconymi bramkami, pewnie wygrali grupę Ligi Mistrzów z 4 wygranymi i dwoma zremisowanymi meczami. Co więcej, na tym etapie rozgrywek w ciągu ostatnich dziesięciu lat odpadli tylko raz. Miażdżące statystyki!

A Arsenal? Cóż, nie może się pochwalić podobnymi osiągnięciami, przez pięć lat z rzędu odpadał z rozgrywek LM właśnie na tym etapie. Choć przyznać zespołowi Wengera należy, że zawsze po wyrównanych meczach i walce do ostatniego gwizdka. W sezonie 2010/11 londyńczycy również trafili na Katalończyków, wtedy u siebie wygrali 2:1, niestety w rewanżu, po dwóch bramkach Messiego i jednej Xaviego gospodarze wygrali 3:1 i Arsenal znalazł się za burtą. Rok później trafili na AC Milan i choć na San Siro przegrali 4:0, to u siebie wygrali 3:0 i ten dwumecz nie przyniósł im również wstydu. Kolejna edycja to konfrontacja z Bayernem Monachium i chociaż na Emirates doznali porażki 1:3 to w Monachium udało im się zwyciężyć 2:0 i znowu brakło niewiele. Jak widać zespół Arsena Wengera potrafi walczyć jak równy z równym z każdym zespołem w Europie, pokazali to chociażby w fazie grupowej, w której udało im się wygrać u siebie z Bayernem Monachium. Najgroźniejszą bronią przeciwko Barcelonie ma być duet Giroud – Ozil. Ten pierwszy ma 18 strzelonych bramek w tym sezonie, drugi zanotował 17 asyst, ale czy to wystarczy na Katalończyków, którzy mają choćby Suareza z 41 bramkami i 12 asystami? Czy może przełamie się Leo Messi, który co prawda ma 6 strzelonych bramek w Lidze Mistrzów przeciwko Arsenalowi, ale nigdy w karierze nie pokonał jeszcze Petra Cecha? Niezależnie, kto jest faworytem tego pojedynku liczymy na emocjonujący spektakl godny obu zespołów!

Juventus – Bayern.  Liderzy krajowych rozgrywek. W tamtym sezonie Juve uległo w finale LM Barcelonie, Bayern odpadł z Katalończykami w półfinale po pasjonującym dwumeczu zakończonym wynikiem 5:3. W grupie Włosi zajęli drugie miejsce, mimo dwóch zwycięstw z jej triumfatorem Manchesterem City, Bayern swoją pewnie wygrał doznając tylko jednej porażki, ze wspominanym wcześniej Arsenalem. Mimo słabego początku sezonu i utraty kilku kluczowych piłkarzy, zawodnicy z Turynu są na fali wznoszącej, wrócili do gry o mistrzostwo kraju a czołowi zawodnicy, Pogba i Dybala, wydają się być w życiowej formie. Statystyka również przemawia za zespołem Bianconerich –  nie przegrali żadnego z szesnastu ostatnich spotkań u siebie w europejskich pucharach, choć wspomnieć trzeba, że ta ostatnia porażka była dziełem właśnie Bayernu! Czy monachijczycy powtórzą sukces sprzed trzech lat? Mają ku temu wszelkie predyspozycje! Tytuł mistrza Niemiec wydaje się być przesądzony więc Pep Guardiola będzie skupiał się na osiągnięciu jak najlepszego wyniku w Europie! Ligę Mistrzów wygrali ostatnio w 2013 roku, a potem dwukrotnie dochodzili do półfinału tych rozgrywek, odpadnięcie więc na tym etapie będzie ogromną porażką zarówno dla klubu jak i trenera. Zobaczymy jak przeciwko byłemu klubowi spisze się Arturo Vidal, choć my głównie będziemy spoglądać na Robert Lewandowskiego, licząc, że powiększy swój siedmiobramkowy dorobek w LM.

Którego meczu byśmy nie wybrali to na pewno nie zawiedzie nas poziom, grają przecież zespoły ze ścisłego światowego topu! Pozostaje zasiąść wygodnie w fotelach i delektować się magią Ligi Mistrzów! 

Foto: superscommesse.it

Komentarze