Piłka nożna: Halo Warszawa! Odpoczęli? To teraz zapier…ć!

Pamiętacie jak w dzieciństwie rodzice, kiedy byliście niegrzeczni, straszyli Was Babą Jagą, Gargamelem albo innym Panem, który przyjdzie i Was zabierze? Teraz wydaje się to śmieszne, ale wtedy działało. Dzisiaj warszawska Legia zagra rewanżowe spotkanie ze Zrinjskim Mostar i ewidentnie w stolicy przydałby się ktoś, kim można by postraszyć piłkarzy.

W ubiegłym sezonie lęk wśród zawodników wzbudził wąsaty Jegomość, pewien Rusek, który na treningi dojeżdża na niedźwiedziu, na śniadanie je owsiankę z gwoździ i popija szklanką denaturatu. Historie o nim i sama osoba Stanisława Czerczesowa podziałała tak motywująco na piłkarzy Wojskowych, że pod jego wodzą zapieprzali po boisku jakby mieli silniczki w tyłkach.

Strach przed gniewem trenera uwalniał w nich nieodkryte pokłady sił i przyznamy, że dobrze oglądało się Legię, która przez dziewięćdziesiąt minut miała siły nie tylko na bieganie, ale nawet na wysoki pressing do ostatniego gwizdka. To zaprocentowało. Odrobili straty do Piasta i wywalczyli mistrzostwo. Dorzucili Puchar Polski i feta na stulecie klubu mogła się odbyć w naprawdę dobrych nastrojach.

Dziś Rosjanina w Warszawie już nie ma, za kilka dni zostanie oficjalnie selekcjonerem reprezentacji Rosji. Na ławce zastąpił go Albańczyk Besnik Hasi a zawodnicy odetchnęli z ulgą. Po zmianie trenera zniknął przysłowiowy, wiszący nad ich głowami bat. Niestety ulga którą odczuli może być jednocześnie początkiem niepokojów kibiców stołecznej drużyny.

hlousek-laczy-nas-pasja

Pierwszym meczem o stawkę jaki zagrali pod wodzą nowego trenera był Superpuchar Polski z Lechem. 1:4 w plecy. Można mówić, że początek sezonu, że szukanie rytmu meczowego, że najważniejsi piłkarze odpoczywali po Euro, ale dajmy spokój, w Poznaniu było podobnie.

Poziom drużyny z Bośni i Hercegowiny, z którą dzisiaj zagrają, nie przeraził Wojskowych po losowaniu. Dobrze, że trafili na słabego przeciwnika, bo nie wiemy jakby się to skończyło, gdyby była to ekipa o klasę wyższa.

Tydzień temu Legioniści od początku próbowali narzucić swój styl gry i udawało im się to. Rywal, dopóki było 0:0, nie robił dosłownie nic, żeby zagrozić Warszawiakom. Kiedy tylko jednak Ci strzelili bramkę, przebudził się i tu zaczęły się problemy Mistrza Polski.

Wystarczyło, że Zrinjski przyspieszył a piłkarze Legii gubili się jak juniorzy. Kiedy padł gol wyrównujący znowu wszystko wróciło do normy. Zastanawialiśmy się, czy to jeszcze zmęczenie urlopami (?), czy może przez ponad trzydziestostopniowy upał?! Odpowiedź miało dać ligowe spotkanie z Jagiellonią. I dało, niestety niekorzystną dla Legii.

Kiedy podopieczni trenera Probierza nie robili nic, bo ewidentnie odpuścili pierwszą połowę, Legioniści szaleli. Kiedy Jaga obudziła się w drugiej części gry, Warszawiacy zniknęli. Kolejny mecz, który udowadnia, że Mistrz Polski gra dobrze tylko wtedy kiedy rywal nie gra w ogóle. Wystarczy Legii się postawić i Legia wygląda jak dziecko we mgle.

Trener Hasi to podobno taktyk. Pytanie brzmi jednak, czy taktyka to broń jaką mają walczyć polskie kluby? Za Czerczesowa biegali i to zazwyczaj wystarczało żeby wygrywać. Mamy wrażenie, że na trzech ostatnich przeciwników, Lecha, Zrinjski i Jagiellonię, spokojnie by to wystarczyło.

malarz-laczy-nas-pasja

Nie ma szans, żeby po dobrych pierwszych połowach wyszli na murawę i odpuścili. Strach przed powrotem pieszo z Bośni i Hercegowiny by na to nie pozwolił. Wydaje się, że tylko biednemu Guilherme nikt nie powiedział, że zmienił się trener, bo sympatyczny Brazylijczyk haruje jak wół w każdym meczu.

Nikt w szeregach Legii nie dopuszcza do siebie myśli, że można nie awansować do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Logiczne, rewanż na własnym podwórku, z rywalem słabym, z którym wystarczy zagrać na zero z tyłu.

Potencjał Wojskowych nieporównywalnie większy, ale co jeśli przeciwnik wyciągnął wnioski z ostatnich spotkań stołecznego klubu? Co jeśli zagra z ambicją i postawi na walkę. Legia pokazała w trzech ostatnich meczach, że na nią to wystarczy.

Może niech prezes Leśnodorski wrzuci na twittera informację, że Czerczesow jest bliski powrotu na Łazienkowską. Bo gniew Hasiego to chyba ostatnia rzecz jakiej boją się piłkarze.

Może to jeszcze nie czas żeby ćwiczyć taktykę w tak ważnych meczach. W tej kwestii zawodnicy Legii powinni robić małe kroki, a na boisku póki co zapier…ć, jak za czasów Stanisława Groźnego.

Komentarze