Piłka nożna: Gdzie zagrają kadrowicze? Kto na Ligę Mistrzów?

    Okienko transferowe powoli się zamyka, zostały jeszcze dwa dni, a my nie poznaliśmy jak dotąd odpowiedzi na nurtujące nas pytania – co podzieje się z kilkoma reprezentantami i kim (o ile w ogóle) wzmocni się Legia na mecze Ligi Mistrzów.

    Zacznijmy od naszego etatowego kadrowicza, podstawowego zawodnika drużyny występującej na mistrzostwach Europy we Francji, Kamila Grosickiego. Wczoraj w Przeglądzie Sportowym pożalił się, że jeszcze nie znalazł nowego klubu.

    Trochę to słabo wyszło, bo mecz z Kazachstanem lada dzień, rozgrywki we Francji ruszyły, a Grosik ani nie ma nowego klubu, ani nie gra w Rennes. Wprost deklaruje jednak, że liczy na zmianę otoczenia, a najchętniej przeniósłby się do Anglii.

    Na początku wywiadu z nim padło pytanie, czy nie boi się, podobnie jak Zbigniew Boniek, że po udanym Euro polskim piłkarzom zabraknie pokory. Zaprzeczył, ale czytając jego wypowiedzi na temat ewentualnego transferu, obawiamy się, że jednak jej trochę brakuje… Niezależnie od tego, szczerze życzymy Grosickiemu powodzenia w szukaniu nowego klubu!

    Ucichł ostatnio temat zmiany klubu przez innego reprezentanta, Krzysztofa Mączyńskiego. Po niezłych występach na francuskiej ziemi dużo pisało się o zainteresowaniu jego osobą ze strony Olympique Marsylia. Pojawiały się też spekulacje o możliwych przenosinach do Włoch.

    maczynski-laczy-nas-pasja

    Póki co jednak Mączyński jest graczem krakowskiej Wisły, a forma jego drużyny niespecjalnie zachęca potencjalnych nabywców do zakupu jej rozgrywającego. Pomocnikowi nie pomaga też fakt, że nie dostał on powołania od Adama Nawałki na zgrupowanie kadry przed meczem z Kazachstanem. Czyżby Mąka spędził kolejną rundę w Ekstraklasie?

    Bardziej palącym tematem jest jednak kwestia rotacji piłkarzy w Legii Warszawa. Dwadzieścia lat czekali polscy kibice na nasz zespół w fazie grupowej Ligi Mistrzów, wypadałoby mieć kim grać. Forma warszawskiej ekipy pozostawia wiele do życzenia i bądźmy szczerzy – Realu czy Borussii nie postraszymy, ale dobrze by było przynajmniej się nie skompromitować!

    Największą zagadką jest w tym momencie Nikolic. Miało być Hull, teraz na topie jest Maccabi Tel Awiw, ale podobno Węgrem interesują się również hiszpańskie Eibar i Deportivo Alaves. Ile w tym jest prawdy? Pewnie tyle, co w każdej plotce – niewielkie ziarenko, ale faktem jest, że najlepszego snajpera ligi z ubiegłego sezonu ciężko w Warszawie będzie zatrzymać.

    Skoro Nikolic miałby odejść, a klub dysponuje paroma „groszami” na wzmocnienia, to już wymienia się nazwiska potencjalnych nowych nabytków mistrza Polski. Najgłośniejszym transferem miałby być powrót Radovicia.

    O tym, ile Serb znaczył w Warszawie, świadczy to, że nawet po odejściu do Chin dla pieniędzy, byłby znowu mile widziany przy Łazienkowskiej. To, że grać potrafi, wiedzą wszyscy, że strzela tym bardziej. Pod znakiem zapytania stoi tylko jego forma, bo nie jesteśmy jakoś przekonani, że jest gotowy na starcia Champions League.

    radovic-partizan-laczy-nas-pasja

    Realnym wzmocnieniem miałby być też Wszołek, nasz kadrowicz, któremu kontuzja nie pozwoliła pojechać do Francji. Zawodnik Hellasu Werona ma duże problemy z regularną grą we Włoszech i wydaje się, że dużo większe szanse miałby na to w Warszawie.

    Dwa dni ma też Legia na wzmocnienie linii defensywnej. Sprowadzony z Zagłębia Lubin Dąbrowski na razie się nie sprawdza, a Wojskowi nie mają czasu czekać aż odpali. Rozsądnym ruchem byłoby ponowne sprowadzenie Jędrzejczyka, który przecież w Warszawie radził sobie bardzo dobrze. Problemem może być tylko kwota jaką będą musieli zaproponować rosyjskiemu Krasnodarowi, no ale jak pisaliśmy wcześniej – „parę groszy” do kasy Legii wpadnie.

     

     

     

     

     

    Komentarze