Piłka Nożna: Gdzie serca pompujące czerwono-czarną krew?

    Jeszcze dekadę temu trzęśli piłkarską Europą, wygrywali wszystko co się da, byli murowanym faworytem w każdych rozgrywkach w jakich brali udział. Mieli wszystko – kapitalnych piłkarzy, miliony kibiców na całym świecie, właściciela z ambicjami i pieniędzmi, dobrego wujka Silvio, który nie żałował grosza na to, aby w Mediolanie grali tylko najlepsi! Co się stało z tym zespołem, z Milanem, dla którego pierwsza trójka w Serie A była obowiązkiem, a brak mistrzostwa lekkim zaskoczeniem?! Gdzie zawodnicy Rossonerich o których mówiłby cały piłkarski świat, gdzie ikony pokroju Szewczenki, Kaki czy Ronaldinho?

    Nie ma nic bardziej bolesnego dla kibica tego klubu niż spojrzenie prawdzie w oczy i przyznanie przed samym sobą, że Wielki Milan już nie istnieje, że królewskie szaty, które kiedyś z dumą nosił są wypłowiałe i mocno poszarpane. Osobnym tematem jest kwestia czy rewelacyjna, jak na obecną kondycję klubu, passa ośmiu meczów bez porażki jest zwiastunem odrodzenia, czy transfery i forma drużyny pozwolą na walkę o puchary i zaistnienie na nowo na europejskich salonach. Mnie osobiście, jako kibica Milanu, nurtuje jedno proste i jednocześnie nie posiadające odpowiedzi pytanie – co się stało?! Jakim cudem TAKI klub znalazł się na równi pochyłej i kiedy wróci na szczyt?! Wiadomo, przyczyn jest mnóstwo, ale dla mnie najbardziej istotny zawsze będzie jeden aspekt – zawodnicy. Oczywiście, oni grają, od ich jakości i umiejętności zależy wszystko. Celowo wcześniej wspomniałem o Brazylijczykach i Ukraińcu jako ikonach. Ich umiejętności i znaczenie dla klubu były niepodważalne, ówcześni geniusze na swoich pozycjach, ścisły światowy top, spędzili w klubie z Mediolanu mnóstwo lat, żaden kibic nie śmiałby na temat żadnego z nich powiedzieć złego słowa, ale… Ale dla mnie, mimo wszystko, byli tylko najemnikami, najlepszymi z najlepszych, ale jednak…

    milan-laczy-nas-pasja

    Wielki Milan skończył się kiedy na boisku zabrakło piłkarzy, których serca pompowały czerwono-czarną krew. Nie wyobrażam sobie powrotu do świetności bez kogoś pokroju Maldiniego, kogoś kto tak będzie „czuł” ten klub, kogoś kogo będzie oklaskiwała nawet czarno-niebieska część Mediolanu. Kiedyś wszędzie szanowano Rossonerich tak jak szanowano ich kapitana, każdy kibic na świecie, niezależnie od klubowych sympatii czy antypatii, z dumą uściskałby rękę Paolo. Zapytajcie teraz losowych dziesięciu fanów futbolu w Europie kto jest kapitanem Milanu… no właśnie…!

    Paolo Maldini – ikona, wizytówka, Pan Kapitan, gentleman na boisku i poza nim, uosobienie czasów świetności Rossonerich, żadne superlatywy nie oddadzą jego zasług dla drużyny. Dla mnie był jednak jeszcze w tamtym zespole ktoś równie ważny a może i ważniejszy. Maldini był ostoją spokoju, posiadającym równie dużą co umiejętności kulturę gry, dlatego „czarną robotę” w defensywie odwalał ktoś inny. Mówi się, że najwięksi twardziele nie boją się wsadzić głowy tam gdzie inni nie włożą nogi. Jestem pewien, że Gennaro Gattuso włożyłby jaja w imadło byleby tylko wywalczyć dla drużyny wyrzut a autu. Może nie jest to porównanie najwyższych lotów, ale chyba w najdobitniejszy sposób oddaje styl gry największego z największych twardzieli jakiego miałem przyjemność kiedykolwiek oglądać. Ból, zmęczenie, kurtuazja – na boisku dla niego te pojęcia nie istniały, nie odpuszczał nigdy, nie było dla niego trudnych przeciwników, straconych piłek, sytuacji bez wyjścia. Nie grzeszył techniką, szybkością czy przeglądem pola, ale miał serce do gry większe niż wszyscy gracze Serie A razem wzięci. Kumulacja energii, agresji, pasji. Potrafił pokonać rywala samą złością malującą się na jego twarzy.

    Nie widzę nikogo, kto byłby w stanie być choć namiastką takich zawodników. Czerwono-czarna krew płynie już tylko w żyłach kibiców, teraz czas na piłkarzy! Tylko tak AC Milan odzyska świetność i zasłużone miejsce wśród potęg światowego futbolu!

    Komentarze