Piłka nożna: Fenomenalna „Jaga”, nudy w Warszawie

    Jak tam? Sobota upłynęła wam pod znakiem śledzenia rozgrywek Ekstraklasy? Pewnie znowu będziemy się powtarzać, ale jak zwykle było nieprzewidywalnie. W jednym meczu strzelanina, w drugim sytuacji bramkowych jak na lekarstwo. Oto właśnie nasza liga.

    Rozpoczęliśmy w Białymstoku, gdzie miejscowa Jagiellonia podejmowała Ruch Chorzów. Obie drużyny pokazały się z dobrej strony w pierwszej kolejce. „Niebiescy” ograli na własnym boisku Górnika Łęczna, z kolei „Jaga” zremisowała na Łazienkowskiej, a przy odrobinie szczęścia mogła tamten mecz spokojnie wygrać.

    To właśnie tak, jak w drugiej połowie w Warszawie zespół z Białegostoku ma prezentować się w kolejnych grach. Tak przynajmniej uważa trener Michał Probierz. I jego zawodnicy chyba wzięli sobie uwagi szkoleniowca do serca.

    Od pierwszych sekund spotkania gospodarze rzucili się do gardeł piłkarzy ze Śląska. I to się opłaciło. Już w 2. minucie meczu było 1:0. Konstantin Vassiljev zagrał piłkę do Macieja Górskiego, a ten posłał ją w pole karne. Tam po małym zamieszaniu futbolówka spadła pod nogi Rafała Grzyba, a ten nie dał Skabie żadnych szans.

    Niecały kwadrans później było już 2:0. Najlepszy tego dnia na murawie Vassiljew wrzucił piłkę idealnie na głowę Macieja Górskiego, a ten podwyższył rezultat spotkania. Był to jego pierwszy gol w Ekstraklasie.

    jagiellonia-laczy-nas-pasja

    „Niebiescy” praktyczne nie istnieli w pierwszej połowie. Aż przyszła 45. minuta, kiedy to  Paweł Oleksy ograł dwóch przeciwników i odegrał piłkę do Patryka Lipskiego. Ten popisał się fenomenalnym uderzeniem piętą i piłka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. Do przerwy było 2:1.

    Po przerwie „Jaga” nie odpuszczała i na 3:1 podwyższył Vassiljew. Potem gracze Ruchu sami się wyeliminowali z tego spotkania. Mecz musieli kończyć grając w 9 – tkę. Czerwone kartki w przeciągu 4 minut otrzymali Hanzel i Oleksy.

    Jagiellonia była łaskawa dla przyjezdnych i wbiła im tylko jeszcze jednego gola. Na 4:1 bramkę zdobył Karol Świderski. Gospodarze zaprezentowali prawdziwy pokaz futbolu, jeśli tylko poprawią grę na wyjazdach, to mogą powalczyć o wysokie lokaty na koniec sezonu.

    W Warszawie oczekiwano dobrego meczu, który miał wlać w serca kibiców i samych piłkarzy Legii wiarę przed środowym starciem w eliminacjach Ligi Mistrzów. Śląsk, z kolei po remisie z Lechem chciał pokazać trochę dobrego futbolu.

    Niestety żadnej z drużyn założenia się nie udały. Z murawy wiało nudą i każdy kto ten sobotni wieczór poświęcił na oglądanie tego spotkania, to mógł mieć pretensje do piłkarzy, że traci czas.

    W pierwszej połowie z urazem uda boisko opuścił Adam Hlousek, którego zmienił Tomasz Brzyski. To kolejna zła wiadomość przed środowym spotkaniem. Mistrzowie Polski byli bardzo niedokładni, piłkę rozgrywali wolno i czytelnie.

    Pod sam koniec spotkania drużyna Mariusza Rumaka przestała ograniczać się tylko do obrony i kilka razy zagroziła bramce strzeżonej przez najlepszego „Legionistę” w ostatnim czasie –  Arkadiusza Malarza.

    malarz-laczy-nas-pasja

    W 87. minucie Malarz znakomicie obronił strzał Petera Grajciara, a dobitkę Ryoty Morioki z linii bramkowej wybił Michał Pazdan.

    Chwilę wcześniej najlepszą okazję dla „Wojskowych” zmarnował Nemanja Nikolic, który po świetnej wrzutce od Brzyskiego uderzył piłkę głową prosto w poprzeczkę.

    Mecz zakończył się bezbramkowym rezultatem. Piłkarzy gospodarzy żegnały gwizdy po zakończonym spotkaniu. Sytuacja przed środą nie jest najlepsza, ale póki piłka w grze nie można tracić nadziei.

     

    Komentarze