Piłka nożna: Ekstraklasa nie zna pojęcia „prima aprilis”!

Los bywa przewrotny. Do końca rundy zasadniczej w naszej Ekstraklasie pozostały dwie kolejki, a na początek tej przedostatniej, tej która może nam już dać wiele odpowiedzi na najważniejsze pytania, tenże los wyznaczył dzień pierwszego kwietnia, czyli znany wszystkim prima aprilis. Byłoby jeszcze zabawniej gdyby dziś miały miejsce pojedynki zespołów, których losy przed podziałem punktów są jeszcze nieznane, no ale przecież nie można mieć wszystkiego!

Dziś wieczorem dwa mecze. Najpierw Górnik Zabrze podejmie Pogoń Szczecin, a potem Lech Poznań ugości na Bułgarskiej Śląsk Wrocław. Najpierw nasunęło nam się pytanie – czy z racji tego światowego dnia żartów, żarcików, święta wszystkich dowcipnisiów, psikusa zrobią nam też ekstraklasowicze?! Po chwili konsternacji i kilku łykach kawy zaczęliśmy się zastanawiać czym mogliby nas zaskoczyć? Wytypowanie wyniku jakiegokolwiek meczu od zawsze graniczyło z cudem, nasza najwyższa klasa rozgrywkowa jest nawet bardziej nieprzewidywalna niż angielska Premier League! Czy gdyby Górnik „puknął” Pogoń a Śląsk wbił „piątkę” mistrzowi kraju to byłyby to wielkie niespodzianki? Zaskoczenia na pewno tak, ale w kontekście naszej Ekstraklasy zdziwimy się jeśli coś nas jeszcze zdziwi! Czy jeśli wszystkie cztery ekipy zagrają kompletną „padakę” to będzie to jakiś ewenement w polskiej piłce? Żaden! Bywały całe kolejki bez fajerwerków. A jeśli stanie się odwrotnie, zobaczymy cztery składy na poziomie europejskim? Patrz wyżej – nie spodziewamy się tego choćby po Górniku, ale raz do roku to i kot zaszczeka! Nie oczekujemy więc kompletnie niczego, mamy dziś dwa spotkania, w których zagrają dwie ekipy z pewnym utrzymaniem z dwiema ekipami, które o to utrzymanie będą musiały powalczyć w grupie spadkowej.

Górnik – Pogoń. Spotkanie na przełamanie. Tak jednych jak i drugich. Zabrzanie ostatni ekstraklasowy mecz wygrali jeszcze w grudniu, nie pomogły interwencje kibiców, zmiana trenera, Górnik „zapewnił” sobie grupę spadkową już dawno temu, a teraz zażarcie pilnuje ostatniego w niej miejsca. Ostatnio nie przegrywa, ale też nie pali się do zwycięstw. Piłkarze Jana Żurka zremisowali ostatnio bezbramkowo z Podbeskidziem i tym samym zdobyli już trzeci punkt w tym roku, brawo! Nie chcą być w Ekstraklasie – nic na siłę, podzielimy punkty, zgarną pewnie jakieś cztery oczka w siedmiu meczach i w spokoju pooglądają Mistrzostwa Europy we Francji, co będzie ich ostatnim kontaktem z poważną piłką przed rozpoczęciem rozgrywek Pierwszej Ligi. Co się dzieje z Pogonią też jest wielką zagadką. Zacząć z takim przytupem – wydrzeć Koronie zwycięstwo pomimo dwubramkowej straty – i stopniowo zwalniać, nie przystoi! To były pierwsze i zarazem ostatnie trzy punkty piłkarzy Michniewicza w tym roku, potem już pięć remisów i porażka. Niby rewelacyjna jesień zagwarantowała mistrzowską ósemkę, ale mamy pewien niedosyt, chyba odbija się czkawką brak Patryka Małeckiego! 😉

Lech – Śląsk. Miłościwie nam jeszcze panujący Mistrz Polski po fatalnym starcie sezonu wziął się w garść, ma już pewną pierwszą ósemkę, teraz powalczy o obronę tytułu (to nie żart!) i puchary! Passę czterech zwycięstw z rzędu brutalnie zakończyła warszawka Legia bijąc poznaniaków na ich własnym boisku 2:0. Wypadek przy pracy czy początek nowej passy, tym razem tej złej?! Na szczęście dla Lecha mieliśmy przerwę reprezentacyjną, podczas której można było ochłonąć i zabrać się znowu do pracy! Wrocławianie natomiast są jak, kopiuj wklej, Pogoń Szczecin. Pierwszy tegoroczny mecz zwycięski i to by było na tyle. Przedostatni plac w tabeli i pewna walka o utrzymanie. Trener Rumak wciąż czeka na wynik inny niż remis, póki co zanotował dwa i dobrze by było gdyby zespół się określił – umiemy grać, zdobywamy trzy punkty i podejmujemy walkę o przyszły rok w Ekstraklasie, czy kij wszystkim w oko, polujemy, za przykładem zabrzan, na Pierwszą Ligę! 

Foto: pogonszczecin.pl

Komentarze