Piłka Nożna: Ekstraklasa na dziś

    Zaczęło się, Ekstraklasa ruszyła! Pierwszy mecz zgodnie z oczekiwaniami. Bo chyba nikt nie oczekiwał po spotkaniu Ruchu Chorzów z Zagłębiem Lubin czegoś więcej niż zobaczyliśmy. 0:0, mecz i sam wynik do zapomnienia. Nikt nie spodziewał się chyba gradu bramek czy choćby sytuacji i pięknych strzałów – choć trzeba przyznać że ten Starzyńskiego w pierwszej połowie – palce lizać. Nikt się nie wyróżniał, nikt nie odstawał od reszty, żadna z drużyn nie chciała przegrać na inaugurację, a jak mówi mądre piłkarskie przysłowie – nie możesz wygrać, szanuj remis! Uszanowali! Zaskoczył mnie tylko kolega, z którym dziś rano dyskutowałem o wczorajszych meczach. Pyta:

    – Kto to ten z Ruchu, szybki z dziwnym nazwiskiem?

    Tylko jeden przyszedł mi do głowy więc odpowiadam:

    – Mazek!

    – Dobry, szybki, szkoda, że nie nasz.

    – Jak nie nasz, przecież Polak.

    – Nazwisko takie, że myślałem, że Czech! To czemu w kadrze nie gra?

    Uroki Ekstraklasy i polskiej mentalności, dwa rajdy w meczu i do kadry. Zawsze doceniałem, ale teraz to już mam prawdziwy szacunek dla pracy trenera Nawałki i całego sztabu reprezentacji.

    Śląsk – Wisła, mecz w którym najbardziej interesujące miały być nowe twarze, Dvali, Gosztonyi i Morioka w drużynie z Wrocławia, Pietrzak, Ondrasek i Balashov w zespole Tadeusza Pawłowskiego. Żaden z nich nie pokazał się ze złej strony, żaden też nie błysnął niczym co mogłoby sugerować, że zostanie gwiazdą naszej ligi. Marioka aktywny z przodu, ruchliwy, co w Ekstraklasie nie jest wcale aż tak często spotykane, uderzyć również potrafi, z drugiej strony Ondrasek który też umie grać w piłkę, z dobrą zastawką, grą tyłem do bramki, zobaczymy jak współpracować będzie z Pawłem Brożkiem. To jednak tylko jeden mecz i nie ma sensu ferować wyroków. Pamiętam debiut Kohei Kato w Podbeskidziu, po meczu byłem pewien, że to będzie piłkarz roku a przynajmniej najlepszy pomocnik ligi, po kolejnych pięciu zacząłem wątpić, teraz jestem pewien, że dostosował się poziomem do kolegów z Bielska-Białej i nie wybije się z krajowej szarzyzny.

    A dziś kolejna odsłona ekstraklasowych wrażeń. Tym razem również chciałem rzeczowo opisać wszystkie spotkania, z ustawieniami, taktyką, nowymi transferami itp., ale z tropu zbił mnie wspomniany wcześniej kolega, którego zapytałem rano jak widzi dzisiejsze mecze, odpowiedział krótko:

    – Łęczna wygra z Piastem a Górnik z Cracovią.

    – Masz jakieś argumenty?

    – Piast i Cracovia to przeciętne zespoły, Łęczna jest słaba, ale wygra jeden mecz w rundzie, właśnie dzisiaj, a trenerem Górnika jest Ojrzyński i on przez zimę zrobił z nich skurwysynów i morderców, pamiętasz „koroniarzy”?!

    Właściwie nie miałem kontrargumentów, byłem jeszcze przed poranną kawą, więc zapytałem tylko kontrolnie:

    – Piast i Cracovia są przeciętne według Ciebie?

    – Jak cała liga, nie grali dwa miesiące, zaczynają od zera, są tak samo przeciętni jak reszta. Pewnie będzie tak, że Cracovia wygra „piątką” z Górnikiem i się pomyliłem, ale takie mam przeczucie…

    I chyba to najlepsza zapowiedź dzisiejszych meczów – wszystko się może zdarzyć, mało odkrywcze, ale jedyne pewne. Jest jeszcze mecz Lechii z Podbeskidziem. Kompletnie nie wiemy czego spodziewać się po drużynie z Gdańska, jak zwykle ogromne roszady w składzie, odeszły ważne postaci, jak choćby Borysiuk, przyszli nowi, którzy mają prowadzić gdańszczan do zwycięstw, czytaj bracia Paixao. Jest nowy trener, który ma to wszystko poukładać w jedną całość. Pierwszą „ofiarą” Piotra Nowaka ma być walczące o wydostanie się z dna tabeli Podbeskidzie. Będzie się więc działo. Nic tylko oglądać. Do czego też zachęcam!

    Foto: fakt.pl

    Komentarze