Piłka nożna: Ekstraklasa na dobry początek weekendu

Koniec pory deszczowej w naszym kraju, podobno wraca słońce i upały, czyli tak jak w lipcu powinno być. Czy ma to dla nas jakieś znaczenie? Niekoniecznie, właściwie wolelibyśmy żeby popadało do poniedziałku, bo nie musielibyśmy wymyślać tych wszystkich wymówek, żeby tylko zostać w domu i odpalić Ekstraklasę. A pierwsza kolejka narobiła nam sporych apetytów i już nie możemy się doczekać tego weekendu.

Ruszamy jak zwykle o 18.00 meczem Pogoni Szczecin z Koroną Kielce, dwóch ekip z grupy spadkowej. Tak, wiemy, po pierwszej kolejce właściwie nie ma najmniejszego sensu, żeby dzielić zespoły na dwie grupy, ale po tym spotkaniu przynajmniej jedna z nich tam pozostanie, a doświadczenie uczy, że kto raz tam zagości, temu ciężko potem się stamtąd wydostać.

Szczecinianie pierwsze spotkanie przegrali nieznacznie, 1:2, z krakowską Wisłą. Dla trenera Moskala nie było to zbyt udane otwarcie sezonu, ale jeśli tracić punkty, to przynajmniej z Wisłą Kraków, klubem do którego ma co najmniej sentyment.

Największe obawy w Szczecinie wzbudza postawa bramkarza, Jakuba Słowika, który nie zawinił przy żadnej z bramek, ale nie był dość pewnym punktem swojej ekipy. Nas zastanawia czy dziś więcej czasu na boisku dostaną Delev i Kitano, bo po meczu w Krakowie ciężko ocenić ich potencjał.

Szczególnie interesuje nas forma i umiejętności Japończyka, bo jeśli już trafia do Polski jakiś zawodnik z Kraju Kwitnącej Wiśni, to zazwyczaj prezentuje bardzo wysoki poziom.

kitano-laczy-nas-pasja

A jest na czyim tle się pokazać. Korona tydzień temu wypadła fatalnie i jeśli o swoim debiucie w nowym klubie trener Tomasz Wilman miał jakieś wyobrażenia, to na pewno nie było to 0:4 i to po trzydziestu minutach.

Patrząc na skład kielczan, rzuca się w oczy liczba obcokrajowców. Siedmiu na jedenastu piłkarzy pierwszego składu z tamtego meczu nie jest Polakami. Nawet po trzech zmianach ten stan został utrzymany. Do Koroniarzy dołączył też ostatnio Hiszpan Miguel Palanca, były gracz Realu Madryt. Brzmi dumnie, ale jaką jakość da zespołowi zweryfikuje boisko.

O 20.30. zagrają ze sobą Arka Gdynia i Wisła Kraków. Ci pierwsi zostali już przywitani w Ekstraklasie przez ubiegłorocznego beniaminka, Bruk-Bet Termalikę. Chociaż grali nieźle, to przegrali 0:2. Może to nie kubeł zimnej wody wylany na głowę gdynian, ale na pewno sygnał, że to jednak wyższy poziom niż Pierwsza Liga i nawet jednoroczne doświadczenie, bo takie ma zespół z Niecieczy, wiele daje.

Dla trenera Nicińskiego będzie to podróż sentymentalna, bo to właśnie z Wisłą zdobył dwa mistrzostwa kraju i Puchar Polski. Czy pójdzie śladami Kazimierza Moskala i również jego drużyna ulegnie klubowi, w którym dane było mu grać?

A Wiślacy kontynuują dobrą passę pod wodzą Dariusza Wdowczyka. Końcówkę ubiegłego sezonu mieli rewelacyjną, przegrali tylko jedno ligowe spotkanie. Zagadką była forma Patryka Małeckiego, który wiosnę miał świetną i mimo dawnego zatargu z Wdowczykiem, pod jego skrzydłami odżył.

malecki-laczy-nas-pasja

Tydzień temu pokazał, że nic się nie zmieniło, a może jest nawet lepiej. Rajd, po którym Brożek zdobył bramkę, to potwierdził. A właśnie, Brożek. Piłkarz nieśmiertelny, któremu brakuje jednego trafienia żeby wskoczyć do dziesiątki najlepszych strzelców Ekstraklasy, czego serdecznie życzymy.

Ostateczna kadra Białej Gwiazdy na ten sezon nie jest jeszcze znana, póki co odpadł jeszcze Guerrier, sprzedany do Turcji, a Mączyński ma oferty z kilku klubów, m.in. z Włoch. Dariusz Wdowczyk ma więc czas i sposobność do testowania młodzieży. Kogo zobaczymy dziś na boisku w spotkaniu z beniaminkiem? Odpowiedź o 20.30!

Komentarze