Piłka nożna: Ekstraklasa królestwem „niechciejstwa”!

    Im bliżej końca sezonu 2015/16 naszej Ekstraklasy tym częściej zastanawiamy się jak będzie można go podsumować. Po ostatnich dniach meczowych do listy epitetów dopisaliśmy „niechciejstwo”. Nie uważamy się za twórców neologizmów, bo wyraz ten użyty został już pewnie tysiące razy i za kilka lat profesor Jan Miodek uzna go za zupełnie poprawny, poza tym nie o etymologii tu mamy rozmawiać a o Ekstraklasie. Wróćmy więc do sedna – każdy kolejny oglądany przez nas mecz utwierdza nas w przekonaniu, że ta liga pełna jest „niechciejów”! Na łamach naszego serwisu pisaliśmy niedawno, że w grupie mistrzowskiej mamy tylko jeden zespół, który otwarcie mówi o swoich celach – Mistrzostwie Polski i fazie grupowej Ligi Mistrzów – oczywiście chodzi o Legię Warszawa. Poza nią byli, jak okiem w grupie mistrzowskiej sięgnąć, sami „niechcieje”! Piast nie chciał dogonić „wojskowych”, Pogoń, Zagłębie i Cracovia nie chciały pucharów a Ruch Chorzów nie chciał w ogóle zdobywać punktów. Po ostatnim meczu z Zagłębiem do tej listy dopisać należy też i Legię, która nie chce wcale, albo przynajmniej nie za szybko, zostać mistrzem.

    „Niechciejstwo” w grupie zespołów walczących o tytuł najlepszej drużyny w naszym kraju ma oczywiście wydźwięk negatywny. Ale żeby nie ukazywać tylko minusów Ekstraklasy, do podobnego zjawiska zaczyna dochodzić również w grupie spadkowej, gdzie tym razem trzeba nadać mu jak najbardziej pozytywny charakter. Tutejsi „niechcieje” też nie palą się do pewnych rzeczy, mianowicie do spadku. Kiedy trzy kolejki temu większość z nas do opuszczenia ligi typowała dwóch Górników, z Zabrza i Łęcznej, nie było w tym nic dziwnego. Grali słabo, bez przekonania, pogodzeni już ze spadkiem. I chociaż matematyczne szanse na utrzymanie, zwłaszcza przy tylu pozostałych do końca kolejkach, były ogromne, to matematyka i jej młodsza siostra logika dawno już przestały przekraczać ekstraklasowe progi pozostawiając decydowanie o ligowych rozstrzygnięciach wesołemu rodzeństwu – szczęściu i przypadkowi. Do rzeczy – przynajmniej do godziny 17.15 dnia dzisiejszego Górnik Łęczna pozostaje poza strefą spadkową, a przynajmniej do siódmego maja Górnik z Zabrza kontynuuje serię, póki co trzech, meczów bez porażki! Nie znając realiów naszej ligi można pomyśleć, że osiągnięcia są to raczej marne, ale znając je, czujemy, że zaczyna się w grupie spadkowej rewolucja! Tabela jest tak płaska, że w trakcie trzech kolejek może wywrócić się do góry nogami. W spadek Wisły Kraków nie uwierzymy, ale to nie wiara gra, a krakowianie wczoraj polegli z Koroną Kielce. Mecz zespołów, które generalnie za sobą nie przepadają, był wyjątkowo ciekawy – pięć bramek, mnóstwo walki i styl „wiślaków” jakiego dawno nie widzieliśmy. Właściwie jego brak, zamiast szybkiej gry piłką, do jakiej ostatnio nas przyzwyczaili, długie wrzutki „na aferę” w okolicach pola karnego kielczan. Trochę dziwna taktyka, zwłaszcza, że do gry wrócił Krzysztof Mączyński, piłkarz, który co jak co, ale piłką grać potrafi. Jakby spotkania nie oceniać (a na plus trzeba to zrobić głównie w stosunku do zawodników Brosza), to obie ekipy mają po dwadzieścia pięć punktów i zajmują na dzień dzisiejszy dwie czołowe lokaty w grupie spadkowej.

    Jednak to nie zespoły z Kielc czy Krakowa były bohaterami dnia wczorajszego. Bohater mógł być tylko jeden – cudownie obudzony, niczym Giewont w kryzysowej sytuacji, heros z Łęcznej! W porządku, poniosło nas trochę, ale sami przyznacie, że prędzej spodziewalibyście się, że Giewont przynajmniej poruszy małym palcem u nogi niż „Górnicy” wygrają w Niecieczy. Oczywiście bez huraoptymizmu, styl gry nie zmienił się nawet o pół stopnia a wczorajsze zwycięstwo można nazwać tylko i wyłącznie dziełem przypadku, ale historia już wielokrotnie pokazała, że czasem takie zwycięstwa dają przysłowiowego „kopa” piłkarzom i na ich fali są w stanie jeszcze pograć parę meczów. Oby, bo dziś ostatnie spotkanie grupy spadkowej Jagiellonia – Podbeskidzie i mamy gotowy na nie scenariusz. Otóż – zawodnicy Podolińskiego, zapatrzeni na wyczyny „Górników” z Łącznej i Zabrza, kończą passę trzech porażek z rzędu i w Białymstoku rozbijają Jagiellonię. Na miejsca spadkowe znowu trafiają „Górnicy”, ale tym razem po zwycięstwach i z nadzieją na dobrą kolejną kolejkę, w której zagrają przeciwko sobie! Po zwycięstwie „Górali” tabela robi się jeszcze bardziej płaska i na trzy kolejki przed końcem między pierwszym a ósmym miejscem w tej tabeli mamy pięć punktów różnicy! Taki finisz rozgrywek to my rozumiemy!

    Foto: przegladsportowy.pl

    Komentarze