Piłka Nożna: Drużyny Guardioli bez zwycięstwa

    Dwaj faworyci do mistrzostwa. Potęgi finansowe i marketingowe. Zespoły z aspiracjami, naszpikowane gwiazdami. I dwa mecze na szczycie, w obu przypadkach zakończone brakiem trzech punktów. Manchester City podejmował lidera Premier League, Leicester City, natomiast monachijczycy z Bayernu gościli na BayArena w Leverkusen.

    Z jednej strony nic się nie stało, wypadki przy pracy, mocni przeciwnicy, brak szczęścia. Takich wymówek, których na dobrą sprawę rozsądny kibic nie musi nawet szukać, znajdzie się wiele. Ot, kolejka jakich sporo, bez zwycięstw zespołów będących na papierze faworytami. Jest jednak jeszcze kwestia, która oprócz nieudanych meczów w tej kolejce, łączy obie ekipy  – osoba trenera Pepa Guardioli.  Człowieka, który jeszcze jest trenerem Bayernu już nim właściwie nie będąc, jednocześnie już przyszłego trenera „Obywateli”, póki co bez faktycznego wpływu na drużynę. Ale chyba każdy, począwszy od władz obu klubów, przez piłkarzy, kończąc na kibicach, zdaje sobie sprawę, że transferowe zamieszanie wokół Hiszpana nie może przynieść im niczego dobrego w tym sezonie.

    Wszyscy w Monachium od dłuższego czasu przeczuwali, że to ostatni sezon Pepa na Allianz Arena. On sam potwierdził jeszcze przed końcem ubiegłego roku, że poprowadzi zespół tylko do końca sezonu, nie zdradził jednak kto będzie jego przyszłym pracodawcą. Klub zareagował błyskawicznie ogłaszając, że jego następcą zostanie utytułowany Włoch, Carlo Ancelotti. W żadnym wypadku nie można mówić o kryzysie w drużynie Bayernu, ale jej gra w dotychczasowych trzech meczach Bundesligi w tym roku pozostawia wiele do życzenia. Można twierdzić, że to konsekwencje miesięcznej przerwy, szukanie rytmu meczowego, wynik plagi kontuzji nękających zespół Guardioli, ale sami zawodnicy, mimo tego, że to profesjonaliści z najwyższej futbolowej półki, to jednak dalej tylko ludzie, którzy choćby nawet podświadomie zdają sobie sprawę z faktu, że wraz ze zmianą trenera zmieni się styl gry drużyny, a przez to, poza nielicznymi wyjątkami, ich hierarchia w składzie. Nieprawdopodobnym jest żeby monachijczycy nie zostali mistrzami Niemiec, patrząc na ich grę widać, że starają się konsekwentnie realizować zalecenia taktyczne Pepa, mają swój pomysł. Ale widać to póki co tylko na tle słabszych przeciwników. W zremisowanym bezbramkowo meczu z Leverkusen przeważali, ale oddali zaledwie jeden celny strzał na bramkę, co przy takim natężeniu kreatywnych zawodników jest wynikiem dramatycznym. Bundesliga należy do nich, ale bądźmy szczerzy – nie było to przecież dla nich żadne wyzwanie. Prawdziwy sprawdzian będzie czekał ich w meczach fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Mam jednak wrażenie, że to co prezentują w tej chwili może nie wystarczyć  na osiągnięcie stawianego przed Guardiolą celu, czyli jej wygranie. Mimo pełnego profesjonalizmu piłkarzy, sama taktyka i umiejętności mogą tu nie wystarczyć. Na pierwszy rzut oka widać, że w zespole brakuje poczucia, że dla trenera i dobra drużyny wszyscy są w stanie zostawić na murawie serce i płuca.

    Z drugiej strony mamy Manchester City, zespół pompowanych petrodolarami ambicji, który na Wyspach znaczy już bardzo dużo, ciągle jednak nie może doścignąć europejskiej czołówki i wejść na poziom Barcelony czy Realu. Ruch włodarzy klubu zwalniających Manuela Pellegriniego i zatrudniających Pepa Guardiolę wydaje się być jednak pochopny i przypomina łapanie się brzytwy nie przez tonącego, ale przez świetnego pływaka. Spójrzmy obiektywnie, zespół Chilijczyka ciągle jest mocnym graczem w walce o tytuł mistrzowski, wygrał swoją grupę w Lidze Mistrzów, zmierzy się z Liverpoolem w finale Pucharu Ligi Angielskiej, a z Chelsea w 1/8 Pucharu Anglii. Obywatele pod wodzą Pellegriniego mają więc w tym sezonie szansę na minimum 4 trofea! Mało?! I na kilka dni przed meczem z liderem, Leicester City, meczem o 6 punktów, oficjalnie ogłoszona zostaje informacja, że od nowego sezonu trenerem będzie Guardiola. Może nie miało to bezpośredniego wpływu na porażkę, bo City było zespołem czysto piłkarsko lepszym, ale swoje piętno w świadomości piłkarzy na pewno odcisnęło. Pellegrini, który może nawet spodziewał się takiego ruchu ze strony działaczy, nie ma sobie nic do zarzucenia, robi to za co mu płacą i robi to dobrze! Skoro nie jest to doceniane, to po co ma robić to dalej?! I podobnie jak w przypadku zespołu z Monachium – profesjonalizm to jedno, ale zwykłe ludzkie odruchy to drugie. Są rzeczy których wyeliminować nie jesteśmy w stanie. Jeszcze większe obawy mogą mieć sami piłkarze. Pep znany jest z tego, że jego powitanie z drużyną będzie równoznaczne z rewolucją i każdy kto nie będzie pasował do koncepcji Hiszpana może zacząć pakować walizki. O ile Toure czy Hart wydają się być nietykalni, to np. Aquero na pewno zdążył już zastanowić się nad tym, czy Pep nazwie go najlepszym napastnikiem z jakim do tej pory zdążył pracować, czy stwierdzi, że nie pasuje do jego koncepcji gry, a taki dajmy na to Fernando czy w ogóle będzie łapał się do meczowej osiemnastki.

    Oficjalne decyzje zostały dopiero co ogłoszone, dajmy więc czas wszystkim zainteresowanym stronom na oswojenie się z całą sytuacją. Przesadnym jednak optymizmem byłoby twierdzenie, że żadna z drużyn do końca sezonu nie odczuje ich negatywnych skutków. 

    Foto: mirror.co.uk

    Komentarze